Modnym być … i więcej nic. Pokaz mody w Trzebini: 1962

Jakoś tak przy okazji Dni Trzebini, które właśnie trwają, przypomniałam sobie o zdjęciach Olka (doskonałej jakości), które odzyskał dla mnie mąż Basi z negatywów znalezionych na strychu. Dzięki dekoracjom uwiecznionym na tych fotografiach wiem, że pochodzą z 1962 roku. I że organizatorem było przedsiębiorstwo MHD. Autorką dekoracji może być Jasia Nowakówna, ale tego nie jestem pewna. Nie wiem, czy już wtedy była dekoratorką w MHD, czyli w Miejskim Handlu Detalicznym (Wikipedia podaje dziś zupełnie inne „rozszerzenie” tego skrótu).

Ale raczej już tam pracowała, stąd jej obecność nie tylko na widowni, gdzie siedzi także jej mama Andzia i kuzynka mamy Lola Paterkowka, wtedy już dawno Uchaczowa, ale też za kulisami obok modelek.

scan_wzakrzewska_1200_172

scan_wzakrzewska_1200_182

To jest to przejście za sceną w Sokole, gdzie teraz my, bawiąc się w teatr, przemykamy czasem, żeby nagle pojawić się nie  z tej strony, po której znikęliśmy. Jasia nie doczekała już czasów, kiedy jej córka i wnuczka z miłości do teatru też pojawiają się w tym miejscu.
Tutaj, ponad pięćdziesiąt lat wcześniej,  stoi oparta o ścianę. Śliczna i wysoka – sama mogłaby być jedną z modelek. Może dokonywała ostatnich poprawek? Była kimś na wzór dzisiejszej stylistki? Zuziu, czy Ty myślisz o tym samym, co ja? :) I tak samo Cię to wzrusza? Zwłaszcza, że … ;)
Bo zdjęcia dotyczą oczywiście pokazu kolekcji mody! U nas, w Trzebini! Prawda, jakie to dzisiaj wydaje się niezwykłe? Kolekcja letnia była prezentowana zapewne u progu lata, nie tak jak dzisiaj z co najmniej półrocznym wyprzedzeniem – mam na myśli te „duże” pokazy, bo takich jak ten teraz już chyba w ogóle nie ma. A jaka to musiała być atrakcja dla mieszkańców! Prezentowane były ubiory damskie i dziecięce, był prezenter omawiający szczegóły stylizacji, grał nawet jakiś zespół, kojarzący mi się z tym z filmu „Ida”. Nie wiem, dlaczego akurat z nim, chyba nie tylko dlatego, że to ten sam czas. Może wokalistka ma w sobie coś z Joanny Kulig, która tam wystąpiła?

scan_wzakrzewska_1200_186 scan_wzakrzewska_1200_191

scan_wzakrzewska_1200_179

Kolekcja prezentowana 55 lat temu w takim małym mieście jak Trzebinia, moglaby z powodzeniem być pokazana i dzisiaj nie tracąc nic ze swej aktualności. Sukienki są przepiękne i bardzo kobiece, a moda, jak to się mówi, wraca.

scan_wzakrzewska_1200_170 scan_wzakrzewska_1200_171 scan_wzakrzewska_1200_174 scan_wzakrzewska_1200_176 scan_wzakrzewska_1200_177 scan_wzakrzewska_1200_181 scan_wzakrzewska_1200_183 scan_wzakrzewska_1200_187 scan_wzakrzewska_1200_192

scan_wzakrzewska_1200_185
Patrzę na twarz mojej Mamusi, wtedy trzydziestodwulatki, która wydaje mi się taka śliczna i młoda. I ma ten charakterystyczny „ząbek” na czole, który wyróżnia wszystkie kobiety w naszej rodzinie.  Odwróciła głowę w stronę obiektywu brata, choć mina siedzącej obok Loli wskazuje, że prezentacja na scenie jest bardzo zajmująca. Jednak nie dla Andzi, która, chyba zmęczona, przysnęła, a Olek uwiecznił ją z zamkniętymi oczami.

Andzia, Lola i Jasia w Sokole

Mnie jeszcze wtedy nawet nie było w planach. Plany pewnie były: spotkać tego jedynego, mieć piękne życie u jego boku, nie być samą… Rzeczywistość okazała się całkiem inna.

Może na tych zdjęciach rozpozna się ktoś z mieszkańców naszego miasta? Może znajdzie wśród twarzy osób na widowni naszego kina „Sokół”, które wtedy nazywało się „Wolność”, „Praca”, albo już „Muza” kogoś ze swoich bliskich? I wzruszy się, tak jak ja, widząc młodziutką mamę lub babcię?
Ja rozpoznaję mamy dwóch moich koleżanek – jedna z nich siedzi na miejscu Jasi na tym ostatnim zdjęciu i uśmiecha się uśmiechem modnym w tamtych czasach ;) W tej kwestii moda nie wróciła. I chyba dobrze.

scan_wzakrzewska_1200_173 scan_wzakrzewska_1200_175

Opublikowano Trzebinia dawniej | Otagowano , , | 1 komentarz

Boże Ciało w Trzebini sześćdziesiąt lat temu

Mam takie zdjęcia, zrobione przez Olka oczywiście, znalezione na strychu w jego „kącie”. Zachowały się, ponieważ porządkując strych przed prawie dwudziestu laty nie miałam śmiałości tkąć rzeczy należących do mojego wujka. Wiedziałam, że bardzo by się złościł, gdybym cokolwiek wyrzuciła. A miałam wtedy, niestety, zajawkę na wyrzucanie wszystkiego, czym zawalony był strych. To nie był jeszcze ten etap mojego życia, w którym z każdego drobiazgu z przeszłości zaczęłam wyczytywać historię – nie tylko mojej rodziny. Strasznie nad tym ubolewam, bo pamiętam, że wśród wyrzuconych papierów były jakieś listy. Bóg jeden wie, czego mogłabym się z nich dowiedzieć… Nie mogę wprost pojąć, że rzeczy, które uważam teraz za tak ważne, nie miały kiedyś dla mnie znaczenia.
Całe szczęście jednak, że bałam się wujka ;) Mama zresztą trochę też. Albo po prostu robiła to dla świętego spokoju – nie sprzeciwiała mu się.
I dlatego jego kąt, ta część strychu, która znajduje się na obecnym salonem, pozostał nietknięty. Dzięki temu wydobyłam stamtąd później, ogarnięta już tą „historyczno-rodzinno-blogową” pasją, tyle skarbów. Wśród nich negatywy, doskonałej jakości, i odbitki zdjęć.
Te, które chcę pokazać dzisiaj, bo dzisiaj przecież też jest święto Bożego Ciała, pochodzą prawdopodobnie z końca lat pięćdziesiątych lub samego początku szcześćdziesiątych. W każdym razie nasz trzebiński Rynek jest jeszcze niewybrukowany, pod stopami uczesników procesji widać jakieś takie „klepisko”, nie ma alejek i raczej mało prawdopodobne, żeby istniała już fontanna, która nie zmieściła się w kadrze. To po prostu pusty plac, jaki był tutaj zaraz po wojnie, choć ubrania ludzi wskazują raczej na okres nieco późniejszy.
Jak zwykle mam nadzieję, że ktoś się rozpozna – może któraś z dziewczynek – „komunijek”, albo mały ministrant z dzwonkiem. A może ktoś rozpozna któregoś z księży uczestniczących w procesji? Wtedy łatwiej będzie umiejscowić te fotografie z czasie.

19204725_1580618235303830_725311677_o Boże CiałoNa pierwszym zdjęciu widać, jak procesja wchodzi do Rynku od strony ulicy Piłsudskiego (która wówczas nazywała się Świerczewskiego). Budynek po lewej to budynek przedwojennej szkoły, po wojnie była tam poczta – zresztą widać tabliczkę z godłem. W tym samym budynku mieściła się (o ile mi się coś nie pokręciło – będę wdzięczna za zweryfikowanie tej informacji) siedziba Miejskiej Biblioteki Publicznej. Nie wiem jednak w jakich latach obie te placówki funkcjonowały w tym budynku.
Szukałam w sieci informacji, czy święto Bożego Ciała było dniem wolnym od pracy także w czasach PRL. Podobno było. Zastanawia mnie jednak fakt, że okno w budynku poczty, to nad tabliczką z godłem, jest otwarte. Raczej nie było tam prywatnego mieszkania… W połowie lat sześćdziesiątych była tam pracownia mojej mamy – właśnie to okienko należało do pracowni. Nie mam pewności, czy już wtedy mama tam „urzędowała”. Tyle nowych pytań przy okazji procesji, o której właściwie chciałam napisać tylko tyle, że to swoisty fenomen – nasz, polski: tak jak sześćdziesiąt lat temu, w głębokim komuniźmie, tak i dzisiaj, kiedy tylu ludzi odchodzi od wiary albo traktuje ją bardzo „lajtowo”, ciągle tłumy biorą udział w tym dziękczynnym i radosnym manifeście wiary. Jakby to było cudnie, gdyby te wartości, do których się przyznajemy idąc w procesji, przenosiły się na nasze codzienne kontakty z bliźnimi :)

A przy okazji tych dwóch zdjęć, jeszcze dwa pokazujące nasz kościół Świętych Piotra i Pawła mniej więcej w tym samym okresie. Też zrobione przez Olka Nowaka.

kosciól wieża kosciół 50-60 m Znowu przyglądając się uważniej zdjęciu zwróciłam uwagę na pewien szczegół: wieżyczka z dzwonnicy, nad jego częścią główną. Teraz jej nie ma. Może ktoś wie, kiedy wyglądała właśnie tak?

wieżyczka

Opublikowano stara fotografia, Trzebinia dawniej | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Jasia – plastyczka. 1955.

Jeszcze wrócę do tego czasu tuż po wojnie, do szkoły Jasi w Polanicy, do fablokowskiego technikum Olka, do perypetii Andzi, która została sama, ale dzisiaj, chyba nieprzypadkowo – zwłaszcza w kontekście pewnych wydarzeń – wpadły mi w ręce zdjęcia Jasi z połowy lat pięćdziesiątych. Pokazują, jak nietuzinkową osobą i jak zdolną artystką była moja mama.
Prawie dziesięć lat przed tym, zanim przyszłam na świat, Jasia prowadziła już pracownię plastyczną. Wcześniej pracowała w biurze Elektrowni „Jaworzno”, ale zawsze chciała malować. Zawsze ciągnęło ją w stronę sztuki.

W 1955 roku, latem, odbył się w Warszawie V Światowy Festiwal Młodzieży i Studentów. Odbywał się w atmosferze zbliżającej się „odwilży” i miał udowodnić całemu światu wyższość socjalizmu nad kapitalizmem.Świeżo oddany do użytku Pałac Kultury oraz Stadion Dziesięciolecia były dodatkową atrakcją Festiwalu.
Z tej okazji pracownia Jasi otrzymała zlecenie wykonania ogromnej planszy (dziś nazywałoby się to banerem) pokazującej szczęśliwych uczestników festiwalu, których egzotyczne stroje i swobodny sposób bycia stanowił podobno ogromną atrakcję dla warszawiaków i wycieczkowiczów z całej Polski. Prawdopodobnie była to jedna z tych kompozycji malarskich, którymi na czas Festiwalu zasłonięto fasady zrujnowanych kamienic. Być może są gdzieś zdjęcia z tamtych wydarzeń, a wśród nich takie, na którym widać dzieło mojej mamy.
Poznaję charakterystyczną kreskę mojej mamy, którą pamiętam z jej późniejszych prac, kiedy jako dziecko nie raz towarzyszyłam jej w pracowni – już w Trzebini. W latach pięćdziesiątych pracownia mieściła się w Chrzanowie. Jeden z uczniów mojej mamy (ten z koszulce z krótkim rękawem) nazywał się Ziutek Trzaska – pamiętam go, bo długo się przyjaźnili i często odwiedzałyśmy jego rodzinę. Nie wiem, kim jest drugi chłopak. Zastanawim się, czy przykładnica (czy ktoś jeszcze pamięta to określenie?), którą trzyma w ręce to ta sama, która jest u mnie w domu jako pozostałość po wyposażeniu maminej pracowni.
Patrzę na te obrazy mojej mamy i odczuwam niesmowity podziw i dumę. Chcę pokazać je tym, którzy jej nie znali albo znali już jako starszą panią, czasem gubiącą wątek, i nawet nie podejrzewali, jaka była zdolna. I jaka śliczna. I jak stylowo się ubierała – w tamtych latach, kiedy wszystko musiała robić metodą chałupniczą. Strasznie mi żal, że nie może teraz cieszyć się z tego, że Zuzia poszła poniekąd w tym samym kierunku. Jakaż byłaby z niej dumna!
Ale nic nie dzieje się przecież przypadkiem. A oprócz informacji zapisanej w genach jest jeszcze jakaś łączność z tymi, którzy byli przed nami…
Tę łączność z moją mamusią, z babcią Zuzi, odczuwam cały czas.

19181905_1576602169038770_1201465098_o

19096204_1576592175706436_1801318594_o 19105003_1576592302373090_47672585_o 19105102_1576592255706428_1096082582_o

19095989_1576592372373083_2085627034_o 19096045_1576592159039771_518131196_o

Opublikowano stara fotografia, Trzebinia dawniej | Otagowano , , | 5 komentarzy

Moja Mamusia

Dzisiaj jest Dzień Matki. Od jedenastu lat bez Niej.
Dlatego „przeskakuję” jakieś dwadzieścia lat do przodu od punktu, na którym się zatrzymałam spisując dzieje naszej rodziny. Chcę w ten sposób wyrazić moją miłość do Niej i to, jak bardzo mi Jej brakuje – zwłaszcza w takim dniu.
Kiedy dokładnie w moje urodziny, te jedenaście lat temu, odeszła, świat stanął dla mnie w miejscu.
Dobra znajoma Mamy, Jej współpracownica jeszcze z czasów pracowni dekoratorskiej, usłyszawszy, że nie żyje, powiedziała: „Jak ona się tobą cieszyła!” Nie: „wyrazy współczucia” czy coś w tym rodzaju, tylko właśnie te słowa: „Jak ona się tobą cieszyła! Jaka była szczęśliwa, że Cię miała!”
Porządkując różne mamine dokumenty znalazłam starą serwetkę (Mama robiła różne szkice na serwetkach, rysowała na przykład ludzi w kawiarni; takich szkiców sporo pozostawiła) z napisanym jej ręką wierszem. Dla mnie.

18745002_1560217490677238_1041527476_o
Pisała ołówkiem, tym swoim charakterystycznym pismem – nie dla każdego czytelnym. Wrzuciłam fragmenty do sieci i znalazłam tekst, w kilku miejscach podobny. To piosenka Ireny Santor, przyjaciółki Mamy ze szkoły w Polanicy. Wiem, że chciała, żeby była moją chrzestną matką, ale chyba nie ośmieliła się jej tego zaproponować. Piosenka „Tu zaczyna się świat” pochodzi z 1963 roku, a słowa skierowane są do mężczyzny. Mama pisała z pamięci, tekst jest nieco inny niż w oryginale, a może celowo przerobiła ten fragment tak, żebym po tylu latach mogła przeczytać, jak bardzo cieszyła się z mojego przyjścia na świat, choć była wtedy tak bardzo samotna i wystawiona na „złe spojrzenia” tych, którzy z potępieniem patrzyli na pannę z dzieckiem.

„Tobie moja Córeczko!
Od Ciebie liczy się świat
Przedtem nie było nic
Stąd zaczął bieg swój czas
przez szczęście i może łzy-
Tak inny – jak mój
Pełen dziwnych barw
które radość skrzy
Może kiedyś ten świat
będzie-nasz?
I miłość rozsieje wokoło blask
A świat nabierze pięknych barw.”

Bardzo mnie to wzrusza – zwłaszcza, że nigdy wcześniej mi tego nie pokazała. Odczytuję to jak swego rodzaju wiadomość z tamtej strony.
Mamusiu, kocham Cię i wierzę, że ciągle się mną opiekujesz.

1 2
Pewnie zapisała to sobie tuż po moim urodzeniu, może jeszcze w Krakowie. Parę dni po tym, jak zrobiła sobie te dwa zdjęcia na krakowskim Rynku – podobno w dniu, kiedy miała wyznaczony termin zgłoszenia się do kliniki na Kopernika.
A może było to już tu u nas, w ogrodzie, który tak jak dzisiaj dla mnie, wtedy dla Niej był niezwykłym miejscem…

18742413_1560216607343993_1647709234_o

Opublikowano stara fotografia | Otagowano , , | 2 komentarzy

Olek w szkole tuż po wojnie

Sporo się zachowało szkolnych dokumentów Olka, choć akurat samych świadectw właściwie nie ma. A przecież większość wszystkich archiwaliów mam dzięki niemu, bo to on właśnie przechował listy, rachunki, zaświadczenia, niejednokrotnie opatrzywszy je jakąś adnotacją, na przykład kiedy temu komuś na list odpisał albo jak została załatwiona dana sprawa. Więc świadectw na pewno nie wyrzucił. Boję się, że przy porządkowaniu mieszkania w Mikołowie, po jego śmierci, ktoś z moich pomocników mógł je wyrzucić… Bo faktycznie był tych wszystkich papierów taki ogrom, a czas mieliśmy dość ograniczony. No ktoś po prostu mógł zwyczajnie nie widzieć w tym niczego nadzwyczajnego, nic godnego zachowania. No żal.
Sama mam żal do siebie, bo wyrzuciłam na przykład jego amatorskie filmy na takich dużych szpulach, kierując się przekonaniem, że pewnie i tak nie będzie na czym tego odtworzyć. Nawet nie wiem, co na nich mogło być, ale cokolwiek by było, to był to zapis czasu, który już przeminął.

Jest jednak świadectwo ukończenia przez Olka „Szkoły Ogólnokształcącej Stopnia Podstawowego” w Trzebini.

świadectwo Olka m

Ukończył ją o czasie, to znaczy w wieku 14 lat. To pewnie była rzeczywistość wielu jego rówieśników, którzy przed wojną nie zdążyli rozpocząć edukacji i  po wojnie musieli zaliczać po dwa lata w rok. Na świadectwie nie widnieją żadne oceny, a jedynie jest potwierdzony sam fakt ukończenia szkoły siedmioklasowej. W prawym górnym rogu przylepiono znaczek za 10 zł na Fundusz Odbudowy Szkół Województwa Krakowskiego, który został podstemplowany pieczęcią Publicznej Szkoły Powszechnej Męskiej Nr.1 w Trzebini. Druk jest opatrzony orzełkiem już bez korony, tak samo jak pieczęć Kierownictwa.Kierownikiem szkoły był już wtedy Bolesław Kawka (tuż po wojnie tę funkcję pełnił Eugeniusz Ferlak). Opiekunką klasy, czyli wychowawczynią była Stefania Waćkowska, o ile dobrze odczytałam nazwisko. Pewnie zarówno ona, jak i pan kierownik znaleźli się na tym szkolnym zdjęciu Olka, zrobionym przed budynkiem szkoły Nr 1. Może jest tu także pani Sikorowa, którą mój wujek wspominał w 1957 roku w jedym z listów wysyłanych do Andzi z wojska z Rembertowa. Pisał wtedy, że przypadkiem spotkał w Warszawie w C.D.T. „męża p.Sikorowej, tej która mnie uczyła w szkole powszechnej” – „to jest ten, co wrócił z Anglii”. Jak zwykle mam nadzieję, że ktoś ze starszych mieszkańców Trzebini pomoże mi zidentyfikować osoby na zdjęciu. A historia z panem Sikorą, „który wrócił z Anglii” też wydaje mi się warta rozwinięcia. Oczywiście o ile ktoś coś wie na ten temat i zechce się odezwać.

Olek przed szkołą na RybnejZdjęcie – Olek to ten okularnik w ostatnim rzędzie – pochodzi najprawdopodobniej z roku 1947 lub 1948, bo kiedy mój wujek kończył szkołę w roku 1949, wyglądał troszkę doroślej. Do świadectwa dopięte zostały trzy zdjęcia legitymacyjne (pewnie dołączone wraz ze świadectwem do dokumentów składanych przy przyjęciu do nowej szkoły), na których Olek jest już bardzo przystojnym czternastoletnim młodzieńcem.

Olek 1949
Chyba jest to mundurek harcerski – widać sznur i jakiś znaczek – niestety nie wiem, co dokładnie przedstawia.

Na zdjęciu poniżej Olek tuż po powrocie z obozu, ma dziesięć lat. To wtedy, od września 1945 roku zaczął chodzić do szkoły na Rybnej. Chociaż, czy od września, też nie mam pewności. W wielu szkołach zaraz po wojnie rozpoczynano naukę, która trwała mniej więcej do lipca, a od września ruszano już z kolejną klasą. Nie wiem, jak było w Trzebini.

po-wojnie-IsmenaOlek ma już na sobie mundurek, więc kto wie, czy nie było właśnie tak. Jest tu jeszcze znacznie niższy od swojej mamy i siostry.
Nawet na kolejnym zdjęciu z 1948r. też nie jest szczególnie wysoki, choć ma już trzynaście lat.

Jasia Olek Andzia Julia 1948

Chyba potem zaczął tak nagle rosnąć, bo na tym, zrobionym w naszym ogrodzie zdjęciu (w tle widać budynek transformatora przy Krakowskiej) widać jak kuse ma ubranie, spodnie prawdpodobnie celowo wpuszono w podkolanówki, żeby nie było widać, jak bardzo są krótkie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zdjęcie dołączone do świadectwa ukończenia szkoły zrobiono nieco później. Zdjął do niego okulary, no i „wyciągnął się”. Wygląda znacznie lepiej.

Mój wujek od dziecka interesował się nowinkami technicznymi, szczególnie fotografią i radiotechniką, dlatego nie dziwi mnie fakt, że złożył podanie do Gimnazjum Przemysłowego Radiotechnicznego w Dzierżoniowie. Do podania i świadectwa ukończenia szkoły powszechnej musiał załączyć jeszcze „Wyciąg z metryki urodzenia i chrztu”.

wyciąg z metryki Olka mKancelaria parafialna nosiła wówczas nazwę „Rzym.- katol. Urząd Parafialny w Trzebini”. Proboszczem był ksiądz Leon Bzowski. Na wyciągu znajduje się także znaczek opłaty skarbowej za 10 zł.

W Dzierżoniowie, leżącym na Dolnym Śląsku, 250 km od Trzebini, Olek mieszkał w internacie. Nie wiem, czy brakło mu pilności, czy też materiał szkoły powszechnej zrealizowany w pośpiechu nie stanowił odpowiednio solidnej podstawy do dalszej nauki, bo 21 grudnia 1949 roku jego mama (choć w nagłówku widnieje jak adresat nieżyjący od trzech lat ojciec) otrzymała zawiadomienie o dwóch ocenach niedostatecznych swojego syna za pierwsze półrocze: z fizyki i eletrotechniki. I ostrzeżenie, że „jeżeli nie nastąpi poprawa w następnym okresie będziemy zmuszeni ucznia usunąć ze szkoły, a Obywatela obciążyć kosztami za pobyt w szkole i na internacie.”
Poprawa chyba nie nastąpiła, bo od następnego roku Olek zaczął uczęszczać do Technikum Mechaniczno – Elektrycznego w Chrzanowie przy ulicy Stalingradzkiej 3, czyli przy dzisiejszej Fabrycznej.
W lipcu 1950 Andzia wystarała się o zaświadczenie z Prezydium Miejskiej Rady Narodowej, że utrzymuje się z renty wdowiej. Być może potrzebne jej było, żeby nie pokrywać kosztów nauki Olka w Dzierżoniowie, albo już do nowej szkoły. Bo zostało wydane „celem przedłożenia władzom szkolnym”.

zaswiadczenie m
Chrzanowskie Technikum ukończył bez większych problemów, choć czasem musiał szukać pomocy … w redakcji „Przyjaciółki”.
Ale o tym w kolejnym wpisie.

 

Opublikowano stara fotografia, stare dokumenty, szkoła dawniej, Trzebinia dawniej | Otagowano , , , , | 2 komentarzy

Dawno temu: Święto Książki w Trzebini

W skarbach Olka, czyli w negatywach znalezionych na strychu, które pięknie zeskanował mi Znajomy Dobry Człowiek, było kilka zdjęć przedstawiających jakiś pochód uczniów w „bajkowych” strojach. Przedstawiają młodzież na oko ze starszych klas szkoły podstawowej. Zrobiono je pod koniec lat pięćdziesiątych lub na początku sześćdziesiątych. Nie jest to na pewno pochód pierwszomajowy. Wydaje mi się, że to Święto Książki mogło być tak celebrowane. Dzieci niosą tablice z tytułami: „Pan Tadeusz”, „O straszliwym smoku”. Przechodzą obok Urzędu Miasta, gdzie przyglądają im się jacyś mężczyźni, może urzędnicy, którzy zrobili sobie przerwę w pracy. Idą w kierunku Dworu Zieleniewskich, ale pewnie gdzieś tam zawracają, bo na kolejnych fotografiach widać jak schodza w dół ulicą Piłsudskiego (która wtedy nosiła imię zdaje się Świerczewskiego).
pochód 1 m pochód m

pochód 2 m pochód 4 m

18387170_1542177512481236_719675438_n

Jak zwykle mam nadzieję, że ktoś rozpozna się na tych zdjęciach. Może komuś sprawi to przyjemność, bo fotografie nie były nigcy wcześniej publikowane.
Wszystkie zdjęcia wykonał mój wujek – Aleksander Nowak.

twarze 1 twarze 2 twarze

 

Opublikowano stara fotografia, szkoła dawniej, Trzebinia dawniej | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Pogrzeb w stalagu VIII B

Nie wiem, z jakiego powodu w pudle ze zdjęciami Felka Domagały, brata mojej babuni, znalazły się te zdjęcia. Jakie były jego związki ze stalagiem VIII B w Lamsdorf, czyli w Łambinowicach leżących w powiecie nyskim na Opolszczyźnie?
Czuję, że mogą być ważne, więc i im poświęcę trochę miejsca, choć na pewno nie dotyczą mojej najbliższej rodziny.

Na odwrocie wszystkich przystawiono pieczątkę informującą, że jest to właśnie Stalag VIII B. Ta nazwa funkcjonowła na końca 1943 roku, potem nazwano go Stalag 344 Lamsdorf i pod tą nazwą funkcjonował do końca wojny. Oznacza to, że fotografie pochodzą najpóźniej właśnie z 1943 roku.
Od września 1939 przebywali tu polscy żołnierze (pierwszy transport był 5 września), podobno najwięcej Polaków stanowili jeńcy pojmani po bitwie nad Bzurą. W połowie 1940 roku w miejsce polskich jeńców skierowanych do obozów w głębi Rzeszy, zaczęli napływać jeńcy brytyjscy. Przebywali tu także żołnierze innych armii (francuskiej, belgijskiej, jugosłowiańskiej, greckiej i amerykańskiej), ale ze względu na dużą liczebnośc Brytyjczyków nazywano go Britenlager.

101B.jpg m

Takie stemple są na odwrocie każdego ze zdjęć. Informują, że karty nie służą do korespondencji. Na tym ktoś dopisał, że są to jeńcy angielscy i coś jeszcze, czego nie potrafię odcyfrować (made in (?) ….. ).
Wszystkie przedstawiają pogrzeb z honorami, zapewne jakiegoś wyższego rangą wojskowego. Być może dowódcy. Z drugiej strony stalag, w odróżnieniu od oflagu był obozem dla żołnierzy szeregowych i podoficerów, więc ranga zmarłego mogła nie być aż tak wysoka. Szukałam trochę w sieci, ale nie udało mi się ustalić, kto ważny dla Anglików zmarł i miał pogrzeb w Stalagu VIIIB. Zdjęć takich jak te też nie znalazłam. Zastanawiam się, czy wszystkie dotycza tego samego pogrzebu. Może trafi tu ktoś, kto będzie wiedział coś więcej? Może te zdjęcia będą uzupełnieniem czyjejś historii? Najpewniej jednak kogoś, kto nie przeczyta tego, co piszę po polsku… Chociaż, kto wie?

102A.jpg m 103A.jpg m 104A.jpg m 105A.jpg m 108A.jpg m 109A.jpg m

110A

107A.jpg m

Opublikowano II wojna światowa, stara fotografia, Wojna | Otagowano , , , , | Skomentuj

Kawa Francka i widoki Krakowa

Już dawno chciałam o tym napisać, bo to jedna z tych rzeczy, które kiedyś były lepsze…

17410240_1486703851361936_1683076717_n
Albumik zeszytowego formatu poświęcony Krakowowi noszący tytuł „Poznaj piękno Twego kraju”. Wydany przez „HENRYKA FRANCKA SYNOWIE”.
Pamiętam, że w dziecińtwie lubiłam go sobie oglądać, choć był już wtedy starociem i mama zawsze kazała mi uważać, żebym go nie dotnęła brudnymi paluchami.

Dzisiaj robiąc zakupy  zbiera się nalepki, punkty, karty, które potem wkleja się do albumów np. z piłkarzami albo wymienia na zazwyczaj mało gustowne gadżety, jak choćby maskotki w formie warzyw i owoców. A kiedyś, przed wojną, też były programy lojalnościowe. Tyle, że „produkt finalny” był nieco inny. Miał jakiś głębszy sens, był po prostu ładniejszy. Być może jest to tylko moje zdanie, bo urodziłam się nie w tej epoce i tak już mam, że najbardziej podoba mi się to, co stare.
Mama często mówiła mi, że przed wojną piło się u nas w domu kawę Francka. Była to kawa zbożowa (w odróżnieniu od kawy „ziarkowej”), ale ponoć jej smak był tak wyborny, że nawet produkowana później w tych samych zakładach „Inka” nie mogła się z nią równać.
Fabrykę Surogatów Kawowych „Henryk Franck i Synowie” założył w 1910 roku w Skawinie koło Krakowa austriacki kupiec o tym nazwisku. Kawę zbożową zaczęto tam produkować rok później, bo na samym początku fabryka zajmowała się jedynie suszeniem, prażeniem i mieleniem cykorii.
Mimo, że prawie od początku kawa ze Skawiny była chętnie kupowana, właściciele bardzo  dbali o marketing. O ile dobrze pamiętam, mama mówiła mi, że w puszkach z kawą znajdowało się znaczki i po uzbieraniu odpowiedniej liczby można było je wymienić na taki album, na przykład z widokami Krakowa. Choć ona sama tych znaczków raczej nie zbierała, bo była wtedy jeszcze za mała. To raczej Julek lub  Andzia musieli tego pilnować, żeby uzbierać odpowiednią ilość kuponów i dostać w zamian album z tymi pięknymi fotografiami.
Ten, który mi po nich został (Boże, za każdym razem w takiej sytuacji odczuwam żal, że rzeczy są trwalsze od ludzi…) jest w dość dobrym stanie, pochodzi z początku lat trzydziestych i zawiera „16 artystycznych plansz rotograwiurowych”.

17467785_1486711754694479_1739179168_n

17439802_1486701951362126_1893697095_n

17440180_1486703411361980_1221700266_n17440095_1486701441362177_2081609500_n17410298_1486701728028815_523056665_n17439492_1486701508028837_963731904_n17467867_1486703588028629_2048109655_n17439585_1486703478028640_258726130_n

 

Piękne są te widoki przedwojennego Krakowa. Choć właściwie niewiele się zmieniło poza drzewami i torami tramwajowymi na Rynku. No i  widać, że Wieża Ratuszowa ma jeszcze odwach, który został zburzony w 1946 roku. A Wawel … nie podejrzewa nawet, że za kilka lat zamieszka tam inny Frank i sam siebie nazwie „niemieckim królem Polski”.

Sfotografowane miejsca są takie …czyste. Pozbawione reklam, zasłaniających wszystko szyldów i bannerów. Na tym chyba także polega ich urok.
Dla mnie najciekawsze są jednak – jak zwykle – zdjęcia, na których widać ludzi. Lubię sobie wyobrażać kim byli, o czym właśnie myśleli, rozmawiali, dokąd szli, jakie były ich późniejsze losy. Jak zwykle naiwnie szukam, na przykład w tłumie na placu Mariackim, znajomej twarzy Andzi, Jana albo Julka… Nawet jeśli ich tam nie znajduję, to wiem, że właśnie w tym czasie byli całkiem niedaleko. Dziadek Jan mógł z dyrektorem Dunajeckim siedzieć w tym Fiacie Torino, który właśnie minął rogatki miasta. Bo przecież w jego dzienniku „dyet” wyjazdów do Krakowa jest chyba najwięcej. A Julek, uczeń chrzanowskiego Gimnazjum,  mógł być na klasowej wycieczce do Krakowa, którą potem musiał opisać w zeszycie do języka polskiego. Andzia mogła pojechać na zakupy, choć to jest akurat najmniej prawdopodobne.
No więc tak na swój sposób czuję i ich obecność w tamtej krakowskiej rzeczywistości. A leżący przede mną albumik wzrusza mnie także dlatego, że wszyscy Oni mieli go w rękach. Takie to moje zaplątanie, które jakoś nie mija z czasem…

A wracając do myśli, że pewne rzeczy były kiedyś lepsze – czy i dzisiaj zamiast głupawych akcji promocyjnych nie dałoby się pokazać w tej formie dzieciakom (a pewnie i wielu dorosłym), jakie piękne są różne zakątki naszego kraju, jaka jest jego historia, z kogo jako Polacy możemy być dumni i o kim nie wypada nie wiedzieć?

17439703_1486701364695518_1597420309_n

Opublikowano stara fotografia | Otagowano , , | 2 komentarzy

Pogrzeb zabitych górników. Czeladź 1924

73W domu na Piaskowej w Czeladzi znalazłam też takie zdjęcie.
Zrobiono je na pewno gdzieś w Zagłębiu albo na Górnym Śląsku, choć fakt, że znalazło się w domu Felka Domagały może wskazywać na to, że dotyczy konkretnie Czeladzi. I najprawdopodobniej tak właśnie jest.
Można je datować na lata dwudzieste lub początek trzydziestych XX wieku.
Jest ciekawe, bo przedstawia „podwójny” pogrzeb. W dodatku jakiś bardzo oficjalny. Konduktowi towarzyszą uzbrojeni żołnierze oraz górnicy w strojach galowych. Przy każdym karawanie idzie sześciu żołnierzy i ośmiu górników. Oprócz tego uzbrojeni żołnierze, z karabinami gotowymi do strzału, idą obiema stronami chodnika. Widać też policjantów. Cała ta asysta ma na celu nie tylko oddanie hołdu, ale chyba przede wszystkim jest tam w celu zapewnienia spokoju i bezpieczeństwa.
Pokazałam tę fotografię zaprzyjaźnionej bibliotekarce i pozwoliłam na udostępnienie w ramach projektu Centralnego Archiwum Tradycji Lokalnej. Pani Jola przy okazji publikacji odnalazła informację dotyczącą tragedii, jaka rozegrała się 3 kwietnia 1924 roku właśnie na Piaskach w Czeladzi. W kopalni Czeladź wybuchł wtedy strajk.  Gdy zgromadzeni przed biurem dyrekcji robotnicy protestowali przeciwko opóźnieniu wypłaty należnej im zaliczki, do akcji wkroczyła policja. Napotkawszy opór, użyła broni palnej. Śmierć poniosło 3 robotników: Jan Stelmasiński, Stanisław Łaganowski i Leon Janson, a ciężko raniony Izydor Romańczyk zmarł później w szpitalu. Kilkunastu robotników zostało rannych.
Śmierć  górników wywołała w miejscowym społeczeństwie wielkie wzburzenie, co uwidoczniło się w manifestacyjnym pogrzebie. Na czeladzkim cmentarzu zgromadziło się wówczas ponad 20 tysięcy osób. Być może fotografia przedstawia pogrzeb właśnie dwóch z zabitych. Bo, że zmarłymi są górnicy, nie ulega wątpliwości.

To był czas, kiedy Andzia  poślubiwszy w listopadzie 1923 roku swojego wuja Jana Nowaka mieszkała już w Trzebini i oczekiwała przyjścia na  świat Olusi. Ona na pewno nie była świadkiem tych wydarzeń. W Czeladzi jej matka Ludwika od dwóch lat była żoną Konstantego Kozła. Felek miał wtedy czternaście lat.

Szukałam w sieci jakichkolwiek zdjęć dokumentujących tamto wydarzenie. Wygląda na to, że to nasze jest swego rodzaju unikatem. Zwłaszcza dla miłośników historii Czeladzi.

 

Opublikowano Czeladź-Piaski, stara fotografia | Otagowano , , | 3 komentarzy

Kartka z wojska

91A.m

To jest ta kartka, dzięki której udało mi się uszczegółowić czeladzki adres mojej prababki z lat dwudziestych i początku trzydziestych. I upewnić się, w którym z domów na Betonowej mieszkała także jako młoda panienka moja ukochana babcia Andzia. Wiele bym dała, żeby dowiedzieć się, od kiedy Domagałowie tam mieszkali (zanim Ludwika wybudowała dom na Piaskowej), bo raczej od razu po przyjeździe do Czeladzi – około 1896 roku –  nie otrzymała przydziału na mieszkanie w tych, dość eleganckich jak na tamte czasy, w odróżnieniu od familoków, „domkach dla zarządu” – jak je określiła moja krewna. Jestem ciekawa, czy one już wtedy istniały, czy raczej, co jest bardziej prawdopodobne, zamieszała tam później. I najważniejsze: czy Sieroża przychodził po Andzię właśnie tam, czy czekał na nią zupełnie gdzie indziej. Ciągle mam też nadzieję, o czym już wielokrotnie pisałam, że uda mi się dowiedziedzieć, gdzie w Czeladzi mieszkali Mirowscy. Bo jeszcze i tej części brakuje w mojej układance pod tytułem „Andzia i Sieroża”. Niewykluczone też, że w 1919 roku, kiedy się zaręczyli, Ludwika, która była już wdową, mieszkała z dziećmi zupełnie gdzie indziej. Wierzę, że ktoś z czeladzian naprowadzi mnie na jakiś trop i pomoże na przykład zlokalizować w czasie powstanie tego osiedla na Betonowej.

A kartkę, od kórej zaczęłam rekrut Felek wysłał do swojej matki z wojska. Prawdopodobnie była to pierwsza wiadomość z jednostki wojskowej, do której go przydzielono. Urodzony w maju 1910 roku mógł trafić do wojska w 1931 i pewnie z tego roku pochodzi kartka. Choć nieco mnie teraz dziwi data na tych zdjęciach Felka – lekkoducha – kwiecień 1932. W międzywojennej Polsce do wojska brano w wieku 21-23 lat, a służba trwała 2 lata. Niby to mało istotne, ale – jak zwykle – wolałabym wiedzieć na pewno.
Dzięki dopiskowi na awersie z widokiem ulicy Krakowskiej w Jarosławiu wiem, gdzie służył. Był to 39 pułk piechoty Strzelców Lwowskich. 3 Baon, 3 Kompania C.K.M. Ten 3 baon stacjonował wtedy właśnie w Jarosławiu.
Wiadomość była jedynie informacją, że dojechał, bo pewnie matka go o to prosiła. Wysłał, bo obiecał, ale o adres „niech Mamusia prosi Bolka Watołę”.

91B.m
 ”Kochana Mamo!
Zajechałem szczęśliwie, dobrze mi jest, nie mam czasu pisać.
Do widzenia. Felek”
Krócej się nie dało…

Trafiłam jeszcze wśród czeladzkich znalezisk na zdjęcie Ludwiki z Felkiem. Nie wiem, czemu je wcześniej przeoczyłam. Pochodzi prawdopodobnie przełomu lat dwudziestych-trzydziestych (sądząc po fizjonomii brata mojej babci i porównaniu z jego późniejszymi podobiznami). Czyli z okresu tuż przed pójściem do wojska.

Ludwika z Felkiem ok.1930To jakaś uroczystość, ale raczej kameralna. Na stole jest chyba jakieś wino albo nalewka, chleb, pęto kiełbasy, jajko i coś jeszcze na okrągłym półmisku. Felek wyraźnie pozuje, a Ludwika jest zasłuchana w to, co gra jakiś, być może zaprzyjaźniony, gitarzysta. On chyba też jest gościem, bo na stole są trzy kieliszki. Wnętrze jest raczej domowe, a „medyczny” plakat na ścianie może mieć związek z pracą Ludwiki. To chyba reklama jakiegoś specyfiku, bo widać informację, że sposób użycia polega na przyjmowaniu trzy razy dziennie.
Może to pożegnanie przed pójściem do wojska?

Zastanowiła mnie jeszcze przypinka w klapie garnituru Felka. Piesek? Dość oryginalne…

broszka

Opublikowano Czeladź-Piaski, stara fotografia | Otagowano , , | 5 komentarzy