Olek w szkole tuż po wojnie

Sporo się zachowało szkolnych dokumentów Olka, choć akurat samych świadectw właściwie nie ma. A przecież większość wszystkich archiwaliów mam dzięki niemu, bo to on właśnie przechował listy, rachunki, zaświadczenia, niejednokrotnie opatrzywszy je jakąś adnotacją, na przykład kiedy temu komuś na list odpisał albo jak została załatwiona dana sprawa. Więc świadectw na pewno nie wyrzucił. Boję się, że przy porządkowaniu mieszkania w Mikołowie, po jego śmierci, ktoś z moich pomocników mógł je wyrzucić… Bo faktycznie był tych wszystkich papierów taki ogrom, a czas mieliśmy dość ograniczony. No ktoś po prostu mógł zwyczajnie nie widzieć w tym niczego nadzwyczajnego, nic godnego zachowania. No żal.
Sama mam żal do siebie, bo wyrzuciłam na przykład jego amatorskie filmy na takich dużych szpulach, kierując się przekonaniem, że pewnie i tak nie będzie na czym tego odtworzyć. Nawet nie wiem, co na nich mogło być, ale cokolwiek by było, to był to zapis czasu, który już przeminął.

Jest jednak świadectwo ukończenia przez Olka „Szkoły Ogólnokształcącej Stopnia Podstawowego” w Trzebini.

świadectwo Olka m

Ukończył ją o czasie, to znaczy w wieku 14 lat. To pewnie była rzeczywistość wielu jego rówieśników, którzy przed wojną nie zdążyli rozpocząć edukacji i  po wojnie musieli zaliczać po dwa lata w rok. Na świadectwie nie widnieją żadne oceny, a jedynie jest potwierdzony sam fakt ukończenia szkoły siedmioklasowej. W prawym górnym rogu przylepiono znaczek za 10 zł na Fundusz Odbudowy Szkół Województwa Krakowskiego, który został podstemplowany pieczęcią Publicznej Szkoły Powszechnej Męskiej Nr.1 w Trzebini. Druk jest opatrzony orzełkiem już bez korony, tak samo jak pieczęć Kierownictwa.Kierownikiem szkoły był już wtedy Bolesław Kawka (tuż po wojnie tę funkcję pełnił Eugeniusz Ferlak). Opiekunką klasy, czyli wychowawczynią była Stefania Waćkowska, o ile dobrze odczytałam nazwisko. Pewnie zarówno ona, jak i pan kierownik znaleźli się na tym szkolnym zdjęciu Olka, zrobionym przed budynkiem szkoły Nr 1. Może jest tu także pani Sikorowa, którą mój wujek wspominał w 1957 roku w jedym z listów wysyłanych do Andzi z wojska z Rembertowa. Pisał wtedy, że przypadkiem spotkał w Warszawie w C.D.T. „męża p.Sikorowej, tej która mnie uczyła w szkole powszechnej” – „to jest ten, co wrócił z Anglii”. Jak zwykle mam nadzieję, że ktoś ze starszych mieszkańców Trzebini pomoże mi zidentyfikować osoby na zdjęciu. A historia z panem Sikorą, „który wrócił z Anglii” też wydaje mi się warta rozwinięcia. Oczywiście o ile ktoś coś wie na ten temat i zechce się odezwać.

Olek przed szkołą na RybnejZdjęcie – Olek to ten okularnik w ostatnim rzędzie – pochodzi najprawdopodobniej z roku 1947 lub 1948, bo kiedy mój wujek kończył szkołę w roku 1949, wyglądał troszkę doroślej. Do świadectwa dopięte zostały trzy zdjęcia legitymacyjne (pewnie dołączone wraz ze świadectwem do dokumentów składanych przy przyjęciu do nowej szkoły), na których Olek jest już bardzo przystojnym czternastoletnim młodzieńcem.

Olek 1949
Chyba jest to mundurek harcerski – widać sznur i jakiś znaczek – niestety nie wiem, co dokładnie przedstawia.

Na zdjęciu poniżej Olek tuż po powrocie z obozu, ma dziesięć lat. To wtedy, od września 1945 roku zaczął chodzić do szkoły na Rybnej. Chociaż, czy od września, też nie mam pewności. W wielu szkołach zaraz po wojnie rozpoczynano naukę, która trwała mniej więcej do lipca, a od września ruszano już z kolejną klasą. Nie wiem, jak było w Trzebini.

po-wojnie-IsmenaOlek ma już na sobie mundurek, więc kto wie, czy nie było właśnie tak. Jest tu jeszcze znacznie niższy od swojej mamy i siostry.
Nawet na kolejnym zdjęciu z 1948r. też nie jest szczególnie wysoki, choć ma już trzynaście lat.

Jasia Olek Andzia Julia 1948

Chyba potem zaczął tak nagle rosnąć, bo na tym, zrobionym w naszym ogrodzie zdjęciu (w tle widać budynek transformatora przy Krakowskiej) widać jak kuse ma ubranie, spodnie prawdpodobnie celowo wpuszono w podkolanówki, żeby nie było widać, jak bardzo są krótkie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zdjęcie dołączone do świadectwa ukończenia szkoły zrobiono nieco później. Zdjął do niego okulary, no i „wyciągnął się”. Wygląda znacznie lepiej.

Mój wujek od dziecka interesował się nowinkami technicznymi, szczególnie fotografią i radiotechniką, dlatego nie dziwi mnie fakt, że złożył podanie do Gimnazjum Przemysłowego Radiotechnicznego w Dzierżoniowie. Do podania i świadectwa ukończenia szkoły powszechnej musiał załączyć jeszcze „Wyciąg z metryki urodzenia i chrztu”.

wyciąg z metryki Olka mKancelaria parafialna nosiła wówczas nazwę „Rzym.- katol. Urząd Parafialny w Trzebini”. Proboszczem był ksiądz Leon Bzowski. Na wyciągu znajduje się także znaczek opłaty skarbowej za 10 zł.

W Dzierżoniowie, leżącym na Dolnym Śląsku, 250 km od Trzebini, Olek mieszkał w internacie. Nie wiem, czy brakło mu pilności, czy też materiał szkoły powszechnej zrealizowany w pośpiechu nie stanowił odpowiednio solidnej podstawy do dalszej nauki, bo 21 grudnia 1949 roku jego mama (choć w nagłówku widnieje jak adresat nieżyjący od trzech lat ojciec) otrzymała zawiadomienie o dwóch ocenach niedostatecznych swojego syna za pierwsze półrocze: z fizyki i eletrotechniki. I ostrzeżenie, że „jeżeli nie nastąpi poprawa w następnym okresie będziemy zmuszeni ucznia usunąć ze szkoły, a Obywatela obciążyć kosztami za pobyt w szkole i na internacie.”
Poprawa chyba nie nastąpiła, bo od następnego roku Olek zaczął uczęszczać do Technikum Mechaniczno – Elektrycznego w Chrzanowie przy ulicy Stalingradzkiej 3, czyli przy dzisiejszej Fabrycznej.
W lipcu 1950 Andzia wystarała się o zaświadczenie z Prezydium Miejskiej Rady Narodowej, że utrzymuje się z renty wdowiej. Być może potrzebne jej było, żeby nie pokrywać kosztów nauki Olka w Dzierżoniowie, albo już do nowej szkoły. Bo zostało wydane „celem przedłożenia władzom szkolnym”.

zaswiadczenie m
Chrzanowskie Technikum ukończył bez większych problemów, choć czasem musiał szukać pomocy … w redakcji „Przyjaciółki”.
Ale o tym w kolejnym wpisie.

 

Opublikowano stara fotografia, stare dokumenty, szkoła dawniej, Trzebinia dawniej | Otagowano , , , , | 2 komentarzy

Dawno temu: Święto Książki w Trzebini

W skarbach Olka, czyli w negatywach znalezionych na strychu, które pięknie zeskanował mi Znajomy Dobry Człowiek, było kilka zdjęć przedstawiających jakiś pochód uczniów w „bajkowych” strojach. Przedstawiają młodzież na oko ze starszych klas szkoły podstawowej. Zrobiono je pod koniec lat pięćdziesiątych lub na początku sześćdziesiątych. Nie jest to na pewno pochód pierwszomajowy. Wydaje mi się, że to Święto Książki mogło być tak celebrowane. Dzieci niosą tablice z tytułami: „Pan Tadeusz”, „O straszliwym smoku”. Przechodzą obok Urzędu Miasta, gdzie przyglądają im się jacyś mężczyźni, może urzędnicy, którzy zrobili sobie przerwę w pracy. Idą w kierunku Dworu Zieleniewskich, ale pewnie gdzieś tam zawracają, bo na kolejnych fotografiach widać jak schodza w dół ulicą Piłsudskiego (która wtedy nosiła imię zdaje się Świerczewskiego).
pochód 1 m pochód m

pochód 2 m pochód 4 m

18387170_1542177512481236_719675438_n

Jak zwykle mam nadzieję, że ktoś rozpozna się na tych zdjęciach. Może komuś sprawi to przyjemność, bo fotografie nie były nigcy wcześniej publikowane.
Wszystkie zdjęcia wykonał mój wujek – Aleksander Nowak.

twarze 1 twarze 2 twarze

 

Opublikowano stara fotografia, szkoła dawniej, Trzebinia dawniej | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Pogrzeb w stalagu VIII B

Nie wiem, z jakiego powodu w pudle ze zdjęciami Felka Domagały, brata mojej babuni, znalazły się te zdjęcia. Jakie były jego związki ze stalagiem VIII B w Lamsdorf, czyli w Łambinowicach leżących w powiecie nyskim na Opolszczyźnie?
Czuję, że mogą być ważne, więc i im poświęcę trochę miejsca, choć na pewno nie dotyczą mojej najbliższej rodziny.

Na odwrocie wszystkich przystawiono pieczątkę informującą, że jest to właśnie Stalag VIII B. Ta nazwa funkcjonowła na końca 1943 roku, potem nazwano go Stalag 344 Lamsdorf i pod tą nazwą funkcjonował do końca wojny. Oznacza to, że fotografie pochodzą najpóźniej właśnie z 1943 roku.
Od września 1939 przebywali tu polscy żołnierze (pierwszy transport był 5 września), podobno najwięcej Polaków stanowili jeńcy pojmani po bitwie nad Bzurą. W połowie 1940 roku w miejsce polskich jeńców skierowanych do obozów w głębi Rzeszy, zaczęli napływać jeńcy brytyjscy. Przebywali tu także żołnierze innych armii (francuskiej, belgijskiej, jugosłowiańskiej, greckiej i amerykańskiej), ale ze względu na dużą liczebnośc Brytyjczyków nazywano go Britenlager.

101B.jpg m

Takie stemple są na odwrocie każdego ze zdjęć. Informują, że karty nie służą do korespondencji. Na tym ktoś dopisał, że są to jeńcy angielscy i coś jeszcze, czego nie potrafię odcyfrować (made in (?) ….. ).
Wszystkie przedstawiają pogrzeb z honorami, zapewne jakiegoś wyższego rangą wojskowego. Być może dowódcy. Z drugiej strony stalag, w odróżnieniu od oflagu był obozem dla żołnierzy szeregowych i podoficerów, więc ranga zmarłego mogła nie być aż tak wysoka. Szukałam trochę w sieci, ale nie udało mi się ustalić, kto ważny dla Anglików zmarł i miał pogrzeb w Stalagu VIIIB. Zdjęć takich jak te też nie znalazłam. Zastanawiam się, czy wszystkie dotycza tego samego pogrzebu. Może trafi tu ktoś, kto będzie wiedział coś więcej? Może te zdjęcia będą uzupełnieniem czyjejś historii? Najpewniej jednak kogoś, kto nie przeczyta tego, co piszę po polsku… Chociaż, kto wie?

102A.jpg m 103A.jpg m 104A.jpg m 105A.jpg m 108A.jpg m 109A.jpg m

110A

107A.jpg m

Opublikowano II wojna światowa, stara fotografia, Wojna | Otagowano , , , , | Skomentuj

Kawa Francka i widoki Krakowa

Już dawno chciałam o tym napisać, bo to jedna z tych rzeczy, które kiedyś były lepsze…

17410240_1486703851361936_1683076717_n
Albumik zeszytowego formatu poświęcony Krakowowi noszący tytuł „Poznaj piękno Twego kraju”. Wydany przez „HENRYKA FRANCKA SYNOWIE”.
Pamiętam, że w dziecińtwie lubiłam go sobie oglądać, choć był już wtedy starociem i mama zawsze kazała mi uważać, żebym go nie dotnęła brudnymi paluchami.

Dzisiaj robiąc zakupy  zbiera się nalepki, punkty, karty, które potem wkleja się do albumów np. z piłkarzami albo wymienia na zazwyczaj mało gustowne gadżety, jak choćby maskotki w formie warzyw i owoców. A kiedyś, przed wojną, też były programy lojalnościowe. Tyle, że „produkt finalny” był nieco inny. Miał jakiś głębszy sens, był po prostu ładniejszy. Być może jest to tylko moje zdanie, bo urodziłam się nie w tej epoce i tak już mam, że najbardziej podoba mi się to, co stare.
Mama często mówiła mi, że przed wojną piło się u nas w domu kawę Francka. Była to kawa zbożowa (w odróżnieniu od kawy „ziarkowej”), ale ponoć jej smak był tak wyborny, że nawet produkowana później w tych samych zakładach „Inka” nie mogła się z nią równać.
Fabrykę Surogatów Kawowych „Henryk Franck i Synowie” założył w 1910 roku w Skawinie koło Krakowa austriacki kupiec o tym nazwisku. Kawę zbożową zaczęto tam produkować rok później, bo na samym początku fabryka zajmowała się jedynie suszeniem, prażeniem i mieleniem cykorii.
Mimo, że prawie od początku kawa ze Skawiny była chętnie kupowana, właściciele bardzo  dbali o marketing. O ile dobrze pamiętam, mama mówiła mi, że w puszkach z kawą znajdowało się znaczki i po uzbieraniu odpowiedniej liczby można było je wymienić na taki album, na przykład z widokami Krakowa. Choć ona sama tych znaczków raczej nie zbierała, bo była wtedy jeszcze za mała. To raczej Julek lub  Andzia musieli tego pilnować, żeby uzbierać odpowiednią ilość kuponów i dostać w zamian album z tymi pięknymi fotografiami.
Ten, który mi po nich został (Boże, za każdym razem w takiej sytuacji odczuwam żal, że rzeczy są trwalsze od ludzi…) jest w dość dobrym stanie, pochodzi z początku lat trzydziestych i zawiera „16 artystycznych plansz rotograwiurowych”.

17467785_1486711754694479_1739179168_n

17439802_1486701951362126_1893697095_n

17440180_1486703411361980_1221700266_n17440095_1486701441362177_2081609500_n17410298_1486701728028815_523056665_n17439492_1486701508028837_963731904_n17467867_1486703588028629_2048109655_n17439585_1486703478028640_258726130_n

 

Piękne są te widoki przedwojennego Krakowa. Choć właściwie niewiele się zmieniło poza drzewami i torami tramwajowymi na Rynku. No i  widać, że Wieża Ratuszowa ma jeszcze odwach, który został zburzony w 1946 roku. A Wawel … nie podejrzewa nawet, że za kilka lat zamieszka tam inny Frank i sam siebie nazwie „niemieckim królem Polski”.

Sfotografowane miejsca są takie …czyste. Pozbawione reklam, zasłaniających wszystko szyldów i bannerów. Na tym chyba także polega ich urok.
Dla mnie najciekawsze są jednak – jak zwykle – zdjęcia, na których widać ludzi. Lubię sobie wyobrażać kim byli, o czym właśnie myśleli, rozmawiali, dokąd szli, jakie były ich późniejsze losy. Jak zwykle naiwnie szukam, na przykład w tłumie na placu Mariackim, znajomej twarzy Andzi, Jana albo Julka… Nawet jeśli ich tam nie znajduję, to wiem, że właśnie w tym czasie byli całkiem niedaleko. Dziadek Jan mógł z dyrektorem Dunajeckim siedzieć w tym Fiacie Torino, który właśnie minął rogatki miasta. Bo przecież w jego dzienniku „dyet” wyjazdów do Krakowa jest chyba najwięcej. A Julek, uczeń chrzanowskiego Gimnazjum,  mógł być na klasowej wycieczce do Krakowa, którą potem musiał opisać w zeszycie do języka polskiego. Andzia mogła pojechać na zakupy, choć to jest akurat najmniej prawdopodobne.
No więc tak na swój sposób czuję i ich obecność w tamtej krakowskiej rzeczywistości. A leżący przede mną albumik wzrusza mnie także dlatego, że wszyscy Oni mieli go w rękach. Takie to moje zaplątanie, które jakoś nie mija z czasem…

A wracając do myśli, że pewne rzeczy były kiedyś lepsze – czy i dzisiaj zamiast głupawych akcji promocyjnych nie dałoby się pokazać w tej formie dzieciakom (a pewnie i wielu dorosłym), jakie piękne są różne zakątki naszego kraju, jaka jest jego historia, z kogo jako Polacy możemy być dumni i o kim nie wypada nie wiedzieć?

17439703_1486701364695518_1597420309_n

Opublikowano stara fotografia | Otagowano , , | 2 komentarzy

Pogrzeb zabitych górników. Czeladź 1924

73W domu na Piaskowej w Czeladzi znalazłam też takie zdjęcie.
Zrobiono je na pewno gdzieś w Zagłębiu albo na Górnym Śląsku, choć fakt, że znalazło się w domu Felka Domagały może wskazywać na to, że dotyczy konkretnie Czeladzi. I najprawdopodobniej tak właśnie jest.
Można je datować na lata dwudzieste lub początek trzydziestych XX wieku.
Jest ciekawe, bo przedstawia „podwójny” pogrzeb. W dodatku jakiś bardzo oficjalny. Konduktowi towarzyszą uzbrojeni żołnierze oraz górnicy w strojach galowych. Przy każdym karawanie idzie sześciu żołnierzy i ośmiu górników. Oprócz tego uzbrojeni żołnierze, z karabinami gotowymi do strzału, idą obiema stronami chodnika. Widać też policjantów. Cała ta asysta ma na celu nie tylko oddanie hołdu, ale chyba przede wszystkim jest tam w celu zapewnienia spokoju i bezpieczeństwa.
Pokazałam tę fotografię zaprzyjaźnionej bibliotekarce i pozwoliłam na udostępnienie w ramach projektu Centralnego Archiwum Tradycji Lokalnej. Pani Jola przy okazji publikacji odnalazła informację dotyczącą tragedii, jaka rozegrała się 3 kwietnia 1924 roku właśnie na Piaskach w Czeladzi. W kopalni Czeladź wybuchł wtedy strajk.  Gdy zgromadzeni przed biurem dyrekcji robotnicy protestowali przeciwko opóźnieniu wypłaty należnej im zaliczki, do akcji wkroczyła policja. Napotkawszy opór, użyła broni palnej. Śmierć poniosło 3 robotników: Jan Stelmasiński, Stanisław Łaganowski i Leon Janson, a ciężko raniony Izydor Romańczyk zmarł później w szpitalu. Kilkunastu robotników zostało rannych.
Śmierć  górników wywołała w miejscowym społeczeństwie wielkie wzburzenie, co uwidoczniło się w manifestacyjnym pogrzebie. Na czeladzkim cmentarzu zgromadziło się wówczas ponad 20 tysięcy osób. Być może fotografia przedstawia pogrzeb właśnie dwóch z zabitych. Bo, że zmarłymi są górnicy, nie ulega wątpliwości.

To był czas, kiedy Andzia  poślubiwszy w listopadzie 1923 roku swojego wuja Jana Nowaka mieszkała już w Trzebini i oczekiwała przyjścia na  świat Olusi. Ona na pewno nie była świadkiem tych wydarzeń. W Czeladzi jej matka Ludwika od dwóch lat była żoną Konstantego Kozła. Felek miał wtedy czternaście lat.

Szukałam w sieci jakichkolwiek zdjęć dokumentujących tamto wydarzenie. Wygląda na to, że to nasze jest swego rodzaju unikatem. Zwłaszcza dla miłośników historii Czeladzi.

 

Opublikowano Czeladź-Piaski, stara fotografia | Otagowano , , | 3 komentarzy

Kartka z wojska

91A.m

To jest ta kartka, dzięki której udało mi się uszczegółowić czeladzki adres mojej prababki z lat dwudziestych i początku trzydziestych. I upewnić się, w którym z domów na Betonowej mieszkała także jako młoda panienka moja ukochana babcia Andzia. Wiele bym dała, żeby dowiedzieć się, od kiedy Domagałowie tam mieszkali (zanim Ludwika wybudowała dom na Piaskowej), bo raczej od razu po przyjeździe do Czeladzi – około 1896 roku –  nie otrzymała przydziału na mieszkanie w tych, dość eleganckich jak na tamte czasy, w odróżnieniu od familoków, „domkach dla zarządu” – jak je określiła moja krewna. Jestem ciekawa, czy one już wtedy istniały, czy raczej, co jest bardziej prawdopodobne, zamieszała tam później. I najważniejsze: czy Sieroża przychodził po Andzię właśnie tam, czy czekał na nią zupełnie gdzie indziej. Ciągle mam też nadzieję, o czym już wielokrotnie pisałam, że uda mi się dowiedziedzieć, gdzie w Czeladzi mieszkali Mirowscy. Bo jeszcze i tej części brakuje w mojej układance pod tytułem „Andzia i Sieroża”. Niewykluczone też, że w 1919 roku, kiedy się zaręczyli, Ludwika, która była już wdową, mieszkała z dziećmi zupełnie gdzie indziej. Wierzę, że ktoś z czeladzian naprowadzi mnie na jakiś trop i pomoże na przykład zlokalizować w czasie powstanie tego osiedla na Betonowej.

A kartkę, od kórej zaczęłam rekrut Felek wysłał do swojej matki z wojska. Prawdopodobnie była to pierwsza wiadomość z jednostki wojskowej, do której go przydzielono. Urodzony w maju 1910 roku mógł trafić do wojska w 1931 i pewnie z tego roku pochodzi kartka. Choć nieco mnie teraz dziwi data na tych zdjęciach Felka – lekkoducha – kwiecień 1932. W międzywojennej Polsce do wojska brano w wieku 21-23 lat, a służba trwała 2 lata. Niby to mało istotne, ale – jak zwykle – wolałabym wiedzieć na pewno.
Dzięki dopiskowi na awersie z widokiem ulicy Krakowskiej w Jarosławiu wiem, gdzie służył. Był to 39 pułk piechoty Strzelców Lwowskich. 3 Baon, 3 Kompania C.K.M. Ten 3 baon stacjonował wtedy właśnie w Jarosławiu.
Wiadomość była jedynie informacją, że dojechał, bo pewnie matka go o to prosiła. Wysłał, bo obiecał, ale o adres „niech Mamusia prosi Bolka Watołę”.

91B.m
 ”Kochana Mamo!
Zajechałem szczęśliwie, dobrze mi jest, nie mam czasu pisać.
Do widzenia. Felek”
Krócej się nie dało…

Trafiłam jeszcze wśród czeladzkich znalezisk na zdjęcie Ludwiki z Felkiem. Nie wiem, czemu je wcześniej przeoczyłam. Pochodzi prawdopodobnie przełomu lat dwudziestych-trzydziestych (sądząc po fizjonomii brata mojej babci i porównaniu z jego późniejszymi podobiznami). Czyli z okresu tuż przed pójściem do wojska.

Ludwika z Felkiem ok.1930To jakaś uroczystość, ale raczej kameralna. Na stole jest chyba jakieś wino albo nalewka, chleb, pęto kiełbasy, jajko i coś jeszcze na okrągłym półmisku. Felek wyraźnie pozuje, a Ludwika jest zasłuchana w to, co gra jakiś, być może zaprzyjaźniony, gitarzysta. On chyba też jest gościem, bo na stole są trzy kieliszki. Wnętrze jest raczej domowe, a „medyczny” plakat na ścianie może mieć związek z pracą Ludwiki. To chyba reklama jakiegoś specyfiku, bo widać informację, że sposób użycia polega na przyjmowaniu trzy razy dziennie.
Może to pożegnanie przed pójściem do wojska?

Zastanowiła mnie jeszcze przypinka w klapie garnituru Felka. Piesek? Dość oryginalne…

broszka

Opublikowano Czeladź-Piaski, stara fotografia | Otagowano , , | 5 komentarzy

Lesia z rodzicami i z babcią – w Czeladzi

 

 

Już niczego nie dowiem się od Lesi Domagałównej, starszej córki Hanki i Felka Domagałów. Bratanica mojej babci zmarła początkiem grudnia ubiegłego roku w Nowym Jorku. Miała osiemdziesiąt lat.
Co roku przyjeżdżała na kilka tygodni do Polski. Co najmniej kilka dni spędzała na Piaskach w Czeladzi, w domu, który zbudowała moja prababka Ludwika, gdzie się wychowała i gdzie do śmierci mieszkali jej rodzice, a teraz – jej młodsza siostra z mężem. Dziwnym przypadkiem była w Polsce, kiedy przed ponad dwunastu laty zmarła moja mama, jej siostra cioteczna, i na stypie opowiedziała mi jedną z ważniejszych rzeczy dotyczących rodzinnej historii. O tym, że Andzia pielęgnowała przez kilka miesięcy śmiertelnie chorą żonę Jana, a potem, dla dobra malutkiego Julka, została jego drugą żoną. Wcześniej nie wiedziałam, jak do tego doszło, że Andzia poślubiła Jana. Nie wiedziałam, na ile bliskie były jej relacje z Anną, tą francuską żoną mojego dziadka, którą wywiózł po kryjomu z Rosji. A ciocia Lesia, mimo, że urodziła się kilkanaście lat po tamtych zdarzeniach, znała tę historię, zapewne powtarzaną w domu na Piaskach. Potem jeszcze raz, czy dwa udało mi się trafić i zjawić się na Piaskach w czasie, kiedy akurat tam była. Dzięki temu poznałam kilka szczegółów dotyczących Julka - już z okresu okupacji, kiedy bywał w domu na Piaskach, a ona – jako kilkuletnie dziecko – doskonale go zapamiętała. I historie o tym, jak tuż po wojnie spędzała ferie w naszym domu w Trzebini. I o kozie, o której pewnie niedługo napiszę, zwłaszcza, że wśród pozostawionych na strychu negatywów Olka z lat czterdziestych i pięćdziesiątych znalazło się i jej, kozy, zdjęcie…

Chciałam dopytać o jeszcze kilka rzeczy. Zawsze, kiedy przyjeżdżałam na Piaskową, okazywało się, że „Lesia już była”.
„Ale nie martw się, przyjedzie w przyszłym roku. Damy ci wcześniej znać, to sobie pogadacie.” No i tak zeszło… I już nie pogadamy. Szkoda bardzo.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

W moim archiwum miałam to zdjęcie Lesi z rodzicami, zrobione pewnie latem 1937 roku, bo wygląda tu na około roczne dziecko, w zakładzie Foto Lazar w Sosnowcu. Latem ubiegłego roku przywiozłam z Czeladzi jeszcze inne, na którym Lesia jest już trochę starsza – ma może dwa-trzy latka. To znaczy, że zdjęcie zrobiono tuż przed wojną.

49.jpg mI jeszcze jedno, na którym jest ze swoją babcią, a moją prababką Ludwiką.

48.jpgm mTakie samo było u nas w domu, ale chyba go tutaj jeszcze nie pokazywałam. To musi być początek okupacji, ale widać, że Ludwice ciągle nieźle się powodziło. Być może zdjęcie wykonano w czasie jakiegoś wyjazdu w góry, co sugerowałby strój Lesi, najwyraźniej bardzo zadowolonej z wizyty u fotografa. Była chyba ukochaną wnuczką Ludwiki, choćby z racji mieszkania we wspólnym domu. Jej druga wnuczka, moja mama, Jasia bardzo ciepło wspominała swoją babcię i wizyty w jej domu, ale to była taka relacja na odległość. Nigdy nie słyszałam, jaki był wzajemny stosunek Ludwiki i Olka, w końcu jej jedynego wnuka.Druga córka Hanki i Felka urodziła się dopiero po wojnie, więc Lesia zajmowała niepodzielnie miejsce najbliżej serca babki. Zapamiętała z tego, albo niewiele późniejszego okresu, że chodziła z nią wzdłuż jakichś torów kolejowych, żeby zanieść obiad Kozłowi, drugiemu mężowi Ludwiki, z którym ta już wtedy nie mieszkała, a jednak poczuwała się do tego, żeby choć w ten sposób o niego dbać. Może mogłabym się czegoś jeszcze o nim dowiedzieć, bo to też byłoby dla mnie ciekawe – jakie były losy tego młodszego męża mojej prababki, który podobno „Andzi się należał”.
Ale Lesia już mi o tym nie opowie.

 

 

Opublikowano Czeladź-Piaski, stara fotografia | Otagowano , , , | 4 komentarzy

Sieroża – jak echo, wraca i nie daje o sobie zapomnieć.

 

Oczywiście będę jeszcze pisać o Piaskach, bo sporo tych zdjęć z odwiedzin w Czeladzi mam, ale muszę na chwilkę przerwać. Choć nadal „rzecz dzieje się na Piaskach”. Tyle, że jakieś dwadzieścia lat wcześniej.
Pisałam kiedyś o mojej Babci Andzi – „sokolicy” z Piasków. Kilka dni temu przypadkiem trafiłam na swoje zdjęcia, między innymi z tamtego wpisu, na fejsbukowym profilu społecznościowym związanym z historią Czeladzi. Trochę mnie zirytowało, że udostępniono je bez mojej wiedzy i bez podania źródła, napisałam nawet komentarz, ale na razie nie otrzymałam odpowiedzi…
Przy okazji jednak przyjrzałam się lepiej zdjęciu drużyny Sokoła, na którym jest również moja ukochana Andzia. Zrobiłam jego scan w lepszej rozdzielczości i … nie mogę zrozumieć, jak to możliwe, że nie dojrzałam tego wcześniej!

Sokoł Czeladź Piaski.mKiedyś wiedziałam tylko, że najwyższa z dziewczyn, stojąca na początku pierwszego szeregu, to Andzia. Oczywiście przyglądałam się też pozostałym twarzom szukając, wtedy tajemniczego, Sieroży, ale dopiero teraz … znalazłam go!

Sokoł Czeladź Piaski. SierożaStoi ostatni w drugim szeregu. Trochę schowany.  Może dlatego go przeoczyłam? Ale to on!
Kiedy w Wigilię 2012 roku pisałam o drużynie Sokoła z czeladzkich Piasków nie znałam jeszcze zdjęć Sieroży, które potem odnalazłam w czasie mojego chełmskiego śledztwa. A przynajmniej na niektórych z nich wygląda właśnie tak, jak na tym, kiedy był w jednej drużynie z Andzią.

 Ale przecież powinnam też skojarzyć jego twarz z tej fotografii z oficerami i podoficerami, wykonanej w czerwcu 1919 w Chełmie, którą posłał Andzi – a ona mi zostawiła, troszcząc się tam w zaświatach, żebym się dowiedziała, co stało się z jej narzeczonym.

 Sieroża oczy

Przecież i na tym zdjęciu, które, jak się później okazało, zrobili wspólnie sobie z okazji zaręczyn, wygląda bardzo podobnie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Mam nauczkę, że fotografiom trzeba się przyglądać b a r d z o  d o k ł a d n i e. Najlepiej przez dobrą lupę.
Basia zidentyfikowała Sierożę dopiero w styczniu 2015 (Basiu, nigdy Ci tego nie zapomnę!). Może gdybym wcześniej wypatrzyła go w tej sokolskiej drużynie, szukałabym jakiejś listy osób, które do niej należały i chłopaka, którego imię da się zdrobnić „Sieroża”. Swoją drogą, i tak chętnie bym ją zobaczyła, tę listę, bo chyba powinna gdzieś być, w jakimś archiwum…

Na pozostałych dwóch zdjęciach chyba Sierożki nie ma. Choć na tym przedstawiającym zabawę w „kulawego liska” (chyba) może stać odwrócony tyłem i właśnie za nim przebiega w tym momencie Andzia.

Sokoł Czeladź Piaski 1.m
Sokoł Czeladź Piaski.2.mPisząc ponad cztery lata temu o gnieździe Sokoła na Piaskach datowałam te zdjęcia na lata 1918-1920. Myślałam, że to czas tuż po odzyskaniu niepodległości. Ale ze znalezionego przeze mnie w Centralnym Archiwum Wojskowym życiorysu Sieroży wynika, że 24 października 1918 roku wstąpił do Wojska Polskiego. To oznacza, że zdjęcia z Piasków musiały być zrobione nieco wcześniej. Sieroża pisze tam też : „ W miesiącu maju 1916 roku wstąpiłem jako jeden z pierwszych do P.O.W. na Piaskach pod pseudonimem „Sępski”. Uczęszczałem na ćwiczenia zespołowe pod Górą Małobądzką, pod Sosnowcem, Saturnem i Milowicami.”  W sieci znalazłam informację, że w Polskiej Organizacji Wojskowej były także drużyny żeńskie, więc może to nie Sokół, a P.O.W.? I zdjęcie zrobiono właśnie na jednych z tych ćwiczeń?
Musieli się jednak znać już wcześniej, bo wpisy w pamiętniku Andzi, świadczące o tym, że „ona mu się bardzo podobała” mają datę 24 IV 1916. Choć wtedy był tylko S.Mirowskim, a nie „najukochańszym Sierożką”. Może razem wstąpili do … no właśnie – Sokoła (mama zawsze mówiła mi, że babcia była „sokolicą”), czy do P.O.W.?
Właściwie nie jest to dla mnie aż takie istotne, choć fajnie byłoby wiedzieć „na pewno”. Najważniejsze jest to, że wiem teraz, że ta miłość Andzi i Sieroży zrodziła się nie tylko z powłóczystych spojrzeń, choć i one być musiały, zwłaszcza jak się miało takie oczy jak Sieroża,  ale że oboje mieli jakieś wspólne idee, zainteresowania, spędzali razem czas nie tylko trzymając się za ręce. Szkoda, że życie przygotowało dla nich scenariusz zupełnie inny od tego, o którym wtedy być może marzyli…

Opublikowano Czeladź-Piaski, Legiony, stara fotografia | Otagowano , , , , , , | 2 komentarzy

Felek i Hanka Domagałowie

 

Felek „chodził” z Hanką kilka lat. Co najmniej pięć, bo tyle czasu dzieli datę na zdjęciu podarowanym „Anuchnie” od daty ślubu, który odbył się w kwietniu 1936 roku, kiedy Hanka była już w dość zaawansowanej ciąży. Pewnie chcieli się pobrać wcześniej, ale domyślam się, że dopiero perspektywa narodzin wnuka lub wnuczki sprawiła, że Ludwika zaakceptowała wybór syna. Chyba wcześniej, bez tego „noża na gardle”, nie chciał się sprzeciwiać matce, od której był zależny finansowo. Tak mi się wydaje. No bo o ile szesnastolenia Hanka mogła być jeszcze za młoda, żeby wychodzić za mąż, to już jakieś dwa, trzy lata później pewnie nic nie stało na przeszkodzie. Poza Ludwiką.
Kiedy w końcu doszło do ślubu miała lat dwadzieścia jeden.
Przez te kilka lat mniej lub bardziej formalnego narzeczeństwa spędzali ze sobą wiele czasu, jeździli na przykład do Katowic – chyba ot tak, żeby się przejść i dać sobie zrobić zdjęcie, które można było potem ofiarować na przykład „Mynieczce”. 62A.jpg m

 

62B.jpg mDomyślam się, że „Mynieczka” to Maria, starsza siostra Hanki, która tutaj podpisała się „Anuś”. To było ponad rok przed ich ślubem. Na pewno jeszcze nie znali jego daty, a już – jak małżeństwo – podpisywali się razem na wspólnym zdjęciu ofiarowanym „na wieczną pamięć”.
Słowa „z ostatniego pobytu” oznaczają, że jeździli tam częściej. Ciekawa jestem, jakie atrakcje oferowały młodym ludziom  w połowie lat trzydziestych Katowice, które były wówczas stolicą najbogatszego regionu w Polsce. Oczywiście oprócz ulic, po których można było spacerować przyglądając się często jeszcze dwujęzycznym szyldom i witrynom sklepowym. Dowiedziałam się, że przed wojną miasto było siedzibą między innymi czternastu przedstawicielstw dyplomatycznych i dziewięciu międzynarodowych koncernów! To musiało robić wrażenie. Więc do Katowic po prostu jeździło się. Choćby po to, żeby zadać szyku.

A dowód na to, że na długo przed ślubem Felek traktował Hankę, jak swoją żonę, znalazłam na rewersie jednego z dwóch zdjęć zrobionych na krakowskim Rynku.

65.jpg m

64A.jpg m27 maja 1935 roku Felek Domagała pojechał do Krakowa, ale i tam, karmiąc gołąbki, na rok przed ślubem, cały czas myślał o swojej … żonce.

64B.jpg m„Swej ukochanej żonce Aneczce przysyła tę fotografję z Krakowa Twój stęskniony mąż Felek. Całuję Cię tysiące razy.”

 

Ślub odbył się wreszcie w kwietniu 1936 roku, zdaje się, że w Wielkanoc, która wypadała 12 kwietnia. Pisałam o tym kilka lat temu, nie mając jeszcze tej wiedzy i tych fotografii, które mam teraz.

79A.jpg m

Ślubne zdjęcie, które wtedy pokazałam, też było gorszej jakości niż to, które wypożyczyła mi młodsza córka Felka, Jadzia.
Cztery miesiące po ślubie na świat przyszła Lesia – Aleksandra. Niemal rówieśnica Olka, swojego brata ciotecznego, na którego w 1945 będzie czekać całe wakacje.
Ale o tym już kiedyś było...

 

Opublikowano Czeladź-Piaski, stara fotografia | Otagowano , , | Skomentuj

Felek lekkoduch

Jedna z czytelniczek napisała, że brat mojej babci, Felek Domagała, wygląda jej na takiego lekkoducha, trochę zakapiora – to takie nieco mocniejsze określenie na zawadiakę, jakby się ktoś zastanawiał :)

59.jpg m

No więc, chyba trochę taki właśnie był…
Uświadomiła mi to jego córka, którą latem ubiegłego roku odwiedziłam w Czeladzi. Przeglądałyśmy to pudło ze zdjęciami i tam trafiłam między innymi na takie:

78.jpg m

Felek, pierwszy z prawej stoi przed jakimś, prawdopodobnie czeladzkim lub sosnowieckim zakładem fryzjerskim – „Damsko-męskim”. Może ktoś rozpozna?  Ale przyszedł tu raczej jako gość. Piszę „raczej”, bo … dowiedziałam się, że sam też prowadził, jeszcze za kawalerskich czasów, czyli przed 1936 rokiem,  własny zakład fryzjerski. Ciocia niestety nie wie, gdzie się ów zakład znajdował, ale zapamiętała opowiadaną w rodzinie historię o tym, że zakład był bardzo często zamknięty, bo Felek … chodził na piwo, a pewnie nie tylko na piwo, z kolegami z Piasków. Ciągle na drzwiach wisiała kartka informująca, że „dzisiaj nieczynne”. W końcu Ludwika, która zafundowała synowi to miejsce pracy (podobno przed wojną była bardzo dobrze sytuowana, co miało związek z jej zawodem akuszerki) nie wytrzymała i zakład zamknęła. Podobno strasznie się na niego złościła – był jej oczkiem w głowie, a tu taki zawód!  Andzia, prawie trzynaście lat starsza, już dawno z nimi nie mieszkała – zresztą wydaje się, że Felek był przez matkę zawsze bardziej hołubiony.
A kolejne zdjęcie, na którym chyba są jedynie koledzy młodszego brata mojej babuni, zrobiono na tle jednego z przybytków, gdzie wolał spędziać czas, zamiast czekać na chętnych do strzyżenia.

61.jpg mSzyld Haberbusch&Schiele wskazuje, że można się tu było napić także piwa produkowanego w Warszawie przez dwóch Niemców, z wyboru Polaków, założycieli jednego z największych browarów w  Europie. Może i to miejsce uda się bliżej zidentyfikować?
A wracając do Felka – jest jeszcze parę zdjęć, które chyba pasują do tego obrazka „zawadiaki i lekkoducha”.

63.jpg m

54.jpg m

 

52A.jpg m

52B.jpg mDzięki opisowi z datą 15, IV.1932r.  na rewersie zdjęcia znam nazwiska jego kolegów: Jeziorski, Landecki i Szmul. Niespełna dwudziestodwuletni Felek ubrany w jasny garnitur z pumpami włożonymi do pasiastych podkolanówek wygląda … bardzo oryginalnie. Nawet jeśli patrzę na niego przez pryzmat tego, co się wtedy nosiło. Koledzy są ubrani zdecydowanie bardziej zachowawczo.

„Anuchnę” już znał i musiał bywać u niej w domu, w tych familokach na Betonowej (nikt nie skomentował pod poprzednim wpisem, że nazywały się inaczej, więc pewnie nosiły tę samą nazwę, co na Śląsku). I być może przy okazji jednej z tych wizyt postanowili zrobić sobie zdjęcie na schodach do domu (są tam takie schody?)

70.jpg kopia.jpg m Najprawdopodobniej są tu jeszcze narzeczeństwem, a wśród towarzyszących im osób mogą być siostry Hanki.

Przypomniała mi się jeszcze jedna historia związana z czasem, kiedy Felek mieszkał sam z matką na Betonowej. Pewnie nie będzie już odpowiedniego kontekstu, żeby ją przytoczyć, a jest dosyć ciekawa.
Podobno kiedyś w nocy włamali się do nich złodzieje. Felek i Ludwika byli tak przerażeni, że mogą im coś zrobić, że oboje udawali, że śpią – rabusie w tym czasie przeszukiwali szuflady i szafki. W tym samym ponieszczeniu! Ponoć niewiele znaleźli, bo porfel z pieniędzmi znajdował się w płaszczu wiszącym na drzwiach, a tam jakoś nie zajrzeli…

Na koniec jeszcze jedno zdjęcie, które z jakiegoś pwodu było ważne dla Felka, bo zachował je wśród innych fotografii. Nie ma go na niej, ale klimatem bardzo pasuje z tych fotografii, na których pozował z kolegami.

85A.jpg mNa odwrocie zapisano, że to „Marsz studentów z op. Księżniczka”. Może to jakiś amatorski teatr? Orzeł w tle mógłby sugerować, że jest to jakiś dom kultury lub inne podobne miejsce z zaimprowizowaną sceną.
A może Felek udzielał się teatralnie? Tak mi teraz przyszło do głowy, bo przyjrzałam się bliżej, że na jednym z prezentowanych wyżej zdjęć z kolegami jest chyba jakaś zaimprowizowana scenka: jeden z kumpli mierzy do Felka z malutkiego pistoleciku, on sam też trzyma jakiś rekwizyt – nie mogę dojrzeć, co to jest, a pierwszy z lewej trzyma gryf mandoliny. Znaczy – grało się :)

 

Opublikowano Czeladź-Piaski, stara fotografia | Otagowano , | 2 komentarzy