Kawa Francka i widoki Krakowa

Już dawno chciałam o tym napisać, bo to jedna z tych rzeczy, które kiedyś były lepsze…

17410240_1486703851361936_1683076717_n
Albumik zeszytowego formatu poświęcony Krakowowi noszący tytuł „Poznaj piękno Twego kraju”. Wydany przez „HENRYKA FRANCKA SYNOWIE”.
Pamiętam, że w dziecińtwie lubiłam go sobie oglądać, choć był już wtedy starociem i mama zawsze kazała mi uważać, żebym go nie dotnęła brudnymi paluchami.

Dzisiaj robiąc zakupy  zbiera się nalepki, punkty, karty, które potem wkleja się do albumów np. z piłkarzami albo wymienia na zazwyczaj mało gustowne gadżety, jak choćby maskotki w formie warzyw i owoców. A kiedyś, przed wojną, też były programy lojalnościowe. Tyle, że „produkt finalny” był nieco inny. Miał jakiś głębszy sens, był po prostu ładniejszy. Być może jest to tylko moje zdanie, bo urodziłam się nie w tej epoce i tak już mam, że najbardziej podoba mi się to, co stare.
Mama często mówiła mi, że przed wojną piło się u nas w domu kawę Francka. Była to kawa zbożowa (w odróżnieniu od kawy „ziarkowej”), ale ponoć jej smak był tak wyborny, że nawet produkowana później w tych samych zakładach „Inka” nie mogła się z nią równać.
Fabrykę Surogatów Kawowych „Henryk Franck i Synowie” założył w 1910 roku w Skawinie koło Krakowa austriacki kupiec o tym nazwisku. Kawę zbożową zaczęto tam produkować rok później, bo na samym początku fabryka zajmowała się jedynie suszeniem, prażeniem i mieleniem cykorii.
Mimo, że prawie od początku kawa ze Skawiny była chętnie kupowana, właściciele bardzo  dbali o marketing. O ile dobrze pamiętam, mama mówiła mi, że w puszkach z kawą znajdowało się znaczki i po uzbieraniu odpowiedniej liczby można było je wymienić na taki album, na przykład z widokami Krakowa. Choć ona sama tych znaczków raczej nie zbierała, bo była wtedy jeszcze za mała. To raczej Julek lub  Andzia musieli tego pilnować, żeby uzbierać odpowiednią ilość kuponów i dostać w zamian album z tymi pięknymi fotografiami.
Ten, który mi po nich został (Boże, za każdym razem w takiej sytuacji odczuwam żal, że rzeczy są trwalsze od ludzi…) jest w dość dobrym stanie, pochodzi z początku lat trzydziestych i zawiera „16 artystycznych plansz rotograwiurowych”.

17467785_1486711754694479_1739179168_n

17439802_1486701951362126_1893697095_n

17440180_1486703411361980_1221700266_n17440095_1486701441362177_2081609500_n17410298_1486701728028815_523056665_n17439492_1486701508028837_963731904_n17467867_1486703588028629_2048109655_n17439585_1486703478028640_258726130_n

 

Piękne są te widoki przedwojennego Krakowa. Choć właściwie niewiele się zmieniło poza drzewami i torami tramwajowymi na Rynku. No i  widać, że Wieża Ratuszowa ma jeszcze odwach, który został zburzony w 1946 roku. A Wawel … nie podejrzewa nawet, że za kilka lat zamieszka tam inny Frank i sam siebie nazwie „niemieckim królem Polski”.

Sfotografowane miejsca są takie …czyste. Pozbawione reklam, zasłaniających wszystko szyldów i bannerów. Na tym chyba także polega ich urok.
Dla mnie najciekawsze są jednak – jak zwykle – zdjęcia, na których widać ludzi. Lubię sobie wyobrażać kim byli, o czym właśnie myśleli, rozmawiali, dokąd szli, jakie były ich późniejsze losy. Jak zwykle naiwnie szukam, na przykład w tłumie na placu Mariackim, znajomej twarzy Andzi, Jana albo Julka… Nawet jeśli ich tam nie znajduję, to wiem, że właśnie w tym czasie byli całkiem niedaleko. Dziadek Jan mógł z dyrektorem Dunajeckim siedzieć w tym Fiacie Torino, który właśnie minął rogatki miasta. Bo przecież w jego dzienniku „dyet” wyjazdów do Krakowa jest chyba najwięcej. A Julek, uczeń chrzanowskiego Gimnazjum,  mógł być na klasowej wycieczce do Krakowa, którą potem musiał opisać w zeszycie do języka polskiego. Andzia mogła pojechać na zakupy, choć to jest akurat najmniej prawdopodobne.
No więc tak na swój sposób czuję i ich obecność w tamtej krakowskiej rzeczywistości. A leżący przede mną albumik wzrusza mnie także dlatego, że wszyscy Oni mieli go w rękach. Takie to moje zaplątanie, które jakoś nie mija z czasem…

A wracając do myśli, że pewne rzeczy były kiedyś lepsze – czy i dzisiaj zamiast głupawych akcji promocyjnych nie dałoby się pokazać w tej formie dzieciakom (a pewnie i wielu dorosłym), jakie piękne są różne zakątki naszego kraju, jaka jest jego historia, z kogo jako Polacy możemy być dumni i o kim nie wypada nie wiedzieć?

17439703_1486701364695518_1597420309_n

Opublikowano stara fotografia | Otagowano , , | Skomentuj

Pogrzeb zabitych górników. Czeladź 1924

73W domu na Piaskowej w Czeladzi znalazłam też takie zdjęcie.
Zrobiono je na pewno gdzieś w Zagłębiu albo na Górnym Śląsku, choć fakt, że znalazło się w domu Felka Domagały może wskazywać na to, że dotyczy konkretnie Czeladzi. I najprawdopodobniej tak właśnie jest.
Można je datować na lata dwudzieste lub początek trzydziestych XX wieku.
Jest ciekawe, bo przedstawia „podwójny” pogrzeb. W dodatku jakiś bardzo oficjalny. Konduktowi towarzyszą uzbrojeni żołnierze oraz górnicy w strojach galowych. Przy każdym karawanie idzie sześciu żołnierzy i ośmiu górników. Oprócz tego uzbrojeni żołnierze, z karabinami gotowymi do strzału, idą obiema stronami chodnika. Widać też policjantów. Cała ta asysta ma na celu nie tylko oddanie hołdu, ale chyba przede wszystkim jest tam w celu zapewnienia spokoju i bezpieczeństwa.
Pokazałam tę fotografię zaprzyjaźnionej bibliotekarce i pozwoliłam na udostępnienie w ramach projektu Centralnego Archiwum Tradycji Lokalnej. Pani Jola przy okazji publikacji odnalazła informację dotyczącą tragedii, jaka rozegrała się 3 kwietnia 1924 roku właśnie na Piaskach w Czeladzi. W kopalni Czeladź wybuchł wtedy strajk.  Gdy zgromadzeni przed biurem dyrekcji robotnicy protestowali przeciwko opóźnieniu wypłaty należnej im zaliczki, do akcji wkroczyła policja. Napotkawszy opór, użyła broni palnej. Śmierć poniosło 3 robotników: Jan Stelmasiński, Stanisław Łaganowski i Leon Janson, a ciężko raniony Izydor Romańczyk zmarł później w szpitalu. Kilkunastu robotników zostało rannych.
Śmierć  górników wywołała w miejscowym społeczeństwie wielkie wzburzenie, co uwidoczniło się w manifestacyjnym pogrzebie. Na czeladzkim cmentarzu zgromadziło się wówczas ponad 20 tysięcy osób. Być może fotografia przedstawia pogrzeb właśnie dwóch z zabitych. Bo, że zmarłymi są górnicy, nie ulega wątpliwości.

To był czas, kiedy Andzia  poślubiwszy w listopadzie 1923 roku swojego wuja Jana Nowaka mieszkała już w Trzebini i oczekiwała przyjścia na  świat Olusi. Ona na pewno nie była świadkiem tych wydarzeń. W Czeladzi jej matka Ludwika od dwóch lat była żoną Konstantego Kozła. Felek miał wtedy czternaście lat.

Szukałam w sieci jakichkolwiek zdjęć dokumentujących tamto wydarzenie. Wygląda na to, że to nasze jest swego rodzaju unikatem. Zwłaszcza dla miłośników historii Czeladzi.

 

Opublikowano Czeladź-Piaski, stara fotografia | Otagowano , , | 3 komentarzy

Kartka z wojska

91A.m

To jest ta kartka, dzięki której udało mi się uszczegółowić czeladzki adres mojej prababki z lat dwudziestych i początku trzydziestych. I upewnić się, w którym z domów na Betonowej mieszkała także jako młoda panienka moja ukochana babcia Andzia. Wiele bym dała, żeby dowiedzieć się, od kiedy Domagałowie tam mieszkali (zanim Ludwika wybudowała dom na Piaskowej), bo raczej od razu po przyjeździe do Czeladzi – około 1896 roku –  nie otrzymała przydziału na mieszkanie w tych, dość eleganckich jak na tamte czasy, w odróżnieniu od familoków, „domkach dla zarządu” – jak je określiła moja krewna. Jestem ciekawa, czy one już wtedy istniały, czy raczej, co jest bardziej prawdopodobne, zamieszała tam później. I najważniejsze: czy Sieroża przychodził po Andzię właśnie tam, czy czekał na nią zupełnie gdzie indziej. Ciągle mam też nadzieję, o czym już wielokrotnie pisałam, że uda mi się dowiedziedzieć, gdzie w Czeladzi mieszkali Mirowscy. Bo jeszcze i tej części brakuje w mojej układance pod tytułem „Andzia i Sieroża”. Niewykluczone też, że w 1919 roku, kiedy się zaręczyli, Ludwika, która była już wdową, mieszkała z dziećmi zupełnie gdzie indziej. Wierzę, że ktoś z czeladzian naprowadzi mnie na jakiś trop i pomoże na przykład zlokalizować w czasie powstanie tego osiedla na Betonowej.

A kartkę, od kórej zaczęłam rekrut Felek wysłał do swojej matki z wojska. Prawdopodobnie była to pierwsza wiadomość z jednostki wojskowej, do której go przydzielono. Urodzony w maju 1910 roku mógł trafić do wojska w 1931 i pewnie z tego roku pochodzi kartka. Choć nieco mnie teraz dziwi data na tych zdjęciach Felka – lekkoducha – kwiecień 1932. W międzywojennej Polsce do wojska brano w wieku 21-23 lat, a służba trwała 2 lata. Niby to mało istotne, ale – jak zwykle – wolałabym wiedzieć na pewno.
Dzięki dopiskowi na awersie z widokiem ulicy Krakowskiej w Jarosławiu wiem, gdzie służył. Był to 39 pułk piechoty Strzelców Lwowskich. 3 Baon, 3 Kompania C.K.M. Ten 3 baon stacjonował wtedy właśnie w Jarosławiu.
Wiadomość była jedynie informacją, że dojechał, bo pewnie matka go o to prosiła. Wysłał, bo obiecał, ale o adres „niech Mamusia prosi Bolka Watołę”.

91B.m
 ”Kochana Mamo!
Zajechałem szczęśliwie, dobrze mi jest, nie mam czasu pisać.
Do widzenia. Felek”
Krócej się nie dało…

Trafiłam jeszcze wśród czeladzkich znalezisk na zdjęcie Ludwiki z Felkiem. Nie wiem, czemu je wcześniej przeoczyłam. Pochodzi prawdopodobnie przełomu lat dwudziestych-trzydziestych (sądząc po fizjonomii brata mojej babci i porównaniu z jego późniejszymi podobiznami). Czyli z okresu tuż przed pójściem do wojska.

Ludwika z Felkiem ok.1930To jakaś uroczystość, ale raczej kameralna. Na stole jest chyba jakieś wino albo nalewka, chleb, pęto kiełbasy, jajko i coś jeszcze na okrągłym półmisku. Felek wyraźnie pozuje, a Ludwika jest zasłuchana w to, co gra jakiś, być może zaprzyjaźniony, gitarzysta. On chyba też jest gościem, bo na stole są trzy kieliszki. Wnętrze jest raczej domowe, a „medyczny” plakat na ścianie może mieć związek z pracą Ludwiki. To chyba reklama jakiegoś specyfiku, bo widać informację, że sposób użycia polega na przyjmowaniu trzy razy dziennie.
Może to pożegnanie przed pójściem do wojska?

Zastanowiła mnie jeszcze przypinka w klapie garnituru Felka. Piesek? Dość oryginalne…

broszka

Opublikowano Czeladź-Piaski, stara fotografia | Otagowano , , | 5 komentarzy

Lesia z rodzicami i z babcią – w Czeladzi

 

 

Już niczego nie dowiem się od Lesi Domagałównej, starszej córki Hanki i Felka Domagałów. Bratanica mojej babci zmarła początkiem grudnia ubiegłego roku w Nowym Jorku. Miała osiemdziesiąt lat.
Co roku przyjeżdżała na kilka tygodni do Polski. Co najmniej kilka dni spędzała na Piaskach w Czeladzi, w domu, który zbudowała moja prababka Ludwika, gdzie się wychowała i gdzie do śmierci mieszkali jej rodzice, a teraz – jej młodsza siostra z mężem. Dziwnym przypadkiem była w Polsce, kiedy przed ponad dwunastu laty zmarła moja mama, jej siostra cioteczna, i na stypie opowiedziała mi jedną z ważniejszych rzeczy dotyczących rodzinnej historii. O tym, że Andzia pielęgnowała przez kilka miesięcy śmiertelnie chorą żonę Jana, a potem, dla dobra malutkiego Julka, została jego drugą żoną. Wcześniej nie wiedziałam, jak do tego doszło, że Andzia poślubiła Jana. Nie wiedziałam, na ile bliskie były jej relacje z Anną, tą francuską żoną mojego dziadka, którą wywiózł po kryjomu z Rosji. A ciocia Lesia, mimo, że urodziła się kilkanaście lat po tamtych zdarzeniach, znała tę historię, zapewne powtarzaną w domu na Piaskach. Potem jeszcze raz, czy dwa udało mi się trafić i zjawić się na Piaskach w czasie, kiedy akurat tam była. Dzięki temu poznałam kilka szczegółów dotyczących Julka - już z okresu okupacji, kiedy bywał w domu na Piaskach, a ona – jako kilkuletnie dziecko – doskonale go zapamiętała. I historie o tym, jak tuż po wojnie spędzała ferie w naszym domu w Trzebini. I o kozie, o której pewnie niedługo napiszę, zwłaszcza, że wśród pozostawionych na strychu negatywów Olka z lat czterdziestych i pięćdziesiątych znalazło się i jej, kozy, zdjęcie…

Chciałam dopytać o jeszcze kilka rzeczy. Zawsze, kiedy przyjeżdżałam na Piaskową, okazywało się, że „Lesia już była”.
„Ale nie martw się, przyjedzie w przyszłym roku. Damy ci wcześniej znać, to sobie pogadacie.” No i tak zeszło… I już nie pogadamy. Szkoda bardzo.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

W moim archiwum miałam to zdjęcie Lesi z rodzicami, zrobione pewnie latem 1937 roku, bo wygląda tu na około roczne dziecko, w zakładzie Foto Lazar w Sosnowcu. Latem ubiegłego roku przywiozłam z Czeladzi jeszcze inne, na którym Lesia jest już trochę starsza – ma może dwa-trzy latka. To znaczy, że zdjęcie zrobiono tuż przed wojną.

49.jpg mI jeszcze jedno, na którym jest ze swoją babcią, a moją prababką Ludwiką.

48.jpgm mTakie samo było u nas w domu, ale chyba go tutaj jeszcze nie pokazywałam. To musi być początek okupacji, ale widać, że Ludwice ciągle nieźle się powodziło. Być może zdjęcie wykonano w czasie jakiegoś wyjazdu w góry, co sugerowałby strój Lesi, najwyraźniej bardzo zadowolonej z wizyty u fotografa. Była chyba ukochaną wnuczką Ludwiki, choćby z racji mieszkania we wspólnym domu. Jej druga wnuczka, moja mama, Jasia bardzo ciepło wspominała swoją babcię i wizyty w jej domu, ale to była taka relacja na odległość. Nigdy nie słyszałam, jaki był wzajemny stosunek Ludwiki i Olka, w końcu jej jedynego wnuka.Druga córka Hanki i Felka urodziła się dopiero po wojnie, więc Lesia zajmowała niepodzielnie miejsce najbliżej serca babki. Zapamiętała z tego, albo niewiele późniejszego okresu, że chodziła z nią wzdłuż jakichś torów kolejowych, żeby zanieść obiad Kozłowi, drugiemu mężowi Ludwiki, z którym ta już wtedy nie mieszkała, a jednak poczuwała się do tego, żeby choć w ten sposób o niego dbać. Może mogłabym się czegoś jeszcze o nim dowiedzieć, bo to też byłoby dla mnie ciekawe – jakie były losy tego młodszego męża mojej prababki, który podobno „Andzi się należał”.
Ale Lesia już mi o tym nie opowie.

 

 

Opublikowano Czeladź-Piaski, stara fotografia | Otagowano , , , | 2 komentarzy

Sieroża – jak echo, wraca i nie daje o sobie zapomnieć.

 

Oczywiście będę jeszcze pisać o Piaskach, bo sporo tych zdjęć z odwiedzin w Czeladzi mam, ale muszę na chwilkę przerwać. Choć nadal „rzecz dzieje się na Piaskach”. Tyle, że jakieś dwadzieścia lat wcześniej.
Pisałam kiedyś o mojej Babci Andzi – „sokolicy” z Piasków. Kilka dni temu przypadkiem trafiłam na swoje zdjęcia, między innymi z tamtego wpisu, na fejsbukowym profilu społecznościowym związanym z historią Czeladzi. Trochę mnie zirytowało, że udostępniono je bez mojej wiedzy i bez podania źródła, napisałam nawet komentarz, ale na razie nie otrzymałam odpowiedzi…
Przy okazji jednak przyjrzałam się lepiej zdjęciu drużyny Sokoła, na którym jest również moja ukochana Andzia. Zrobiłam jego scan w lepszej rozdzielczości i … nie mogę zrozumieć, jak to możliwe, że nie dojrzałam tego wcześniej!

Sokoł Czeladź Piaski.mKiedyś wiedziałam tylko, że najwyższa z dziewczyn, stojąca na początku pierwszego szeregu, to Andzia. Oczywiście przyglądałam się też pozostałym twarzom szukając, wtedy tajemniczego, Sieroży, ale dopiero teraz … znalazłam go!

Sokoł Czeladź Piaski. SierożaStoi ostatni w drugim szeregu. Trochę schowany.  Może dlatego go przeoczyłam? Ale to on!
Kiedy w Wigilię 2012 roku pisałam o drużynie Sokoła z czeladzkich Piasków nie znałam jeszcze zdjęć Sieroży, które potem odnalazłam w czasie mojego chełmskiego śledztwa. A przynajmniej na niektórych z nich wygląda właśnie tak, jak na tym, kiedy był w jednej drużynie z Andzią.

 Ale przecież powinnam też skojarzyć jego twarz z tej fotografii z oficerami i podoficerami, wykonanej w czerwcu 1919 w Chełmie, którą posłał Andzi – a ona mi zostawiła, troszcząc się tam w zaświatach, żebym się dowiedziała, co stało się z jej narzeczonym.

 Sieroża oczy

Przecież i na tym zdjęciu, które, jak się później okazało, zrobili wspólnie sobie z okazji zaręczyn, wygląda bardzo podobnie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Mam nauczkę, że fotografiom trzeba się przyglądać b a r d z o  d o k ł a d n i e. Najlepiej przez dobrą lupę.
Basia zidentyfikowała Sierożę dopiero w styczniu 2015 (Basiu, nigdy Ci tego nie zapomnę!). Może gdybym wcześniej wypatrzyła go w tej sokolskiej drużynie, szukałabym jakiejś listy osób, które do niej należały i chłopaka, którego imię da się zdrobnić „Sieroża”. Swoją drogą, i tak chętnie bym ją zobaczyła, tę listę, bo chyba powinna gdzieś być, w jakimś archiwum…

Na pozostałych dwóch zdjęciach chyba Sierożki nie ma. Choć na tym przedstawiającym zabawę w „kulawego liska” (chyba) może stać odwrócony tyłem i właśnie za nim przebiega w tym momencie Andzia.

Sokoł Czeladź Piaski 1.m
Sokoł Czeladź Piaski.2.mPisząc ponad cztery lata temu o gnieździe Sokoła na Piaskach datowałam te zdjęcia na lata 1918-1920. Myślałam, że to czas tuż po odzyskaniu niepodległości. Ale ze znalezionego przeze mnie w Centralnym Archiwum Wojskowym życiorysu Sieroży wynika, że 24 października 1918 roku wstąpił do Wojska Polskiego. To oznacza, że zdjęcia z Piasków musiały być zrobione nieco wcześniej. Sieroża pisze tam też : „ W miesiącu maju 1916 roku wstąpiłem jako jeden z pierwszych do P.O.W. na Piaskach pod pseudonimem „Sępski”. Uczęszczałem na ćwiczenia zespołowe pod Górą Małobądzką, pod Sosnowcem, Saturnem i Milowicami.”  W sieci znalazłam informację, że w Polskiej Organizacji Wojskowej były także drużyny żeńskie, więc może to nie Sokół, a P.O.W.? I zdjęcie zrobiono właśnie na jednych z tych ćwiczeń?
Musieli się jednak znać już wcześniej, bo wpisy w pamiętniku Andzi, świadczące o tym, że „ona mu się bardzo podobała” mają datę 24 IV 1916. Choć wtedy był tylko S.Mirowskim, a nie „najukochańszym Sierożką”. Może razem wstąpili do … no właśnie – Sokoła (mama zawsze mówiła mi, że babcia była „sokolicą”), czy do P.O.W.?
Właściwie nie jest to dla mnie aż takie istotne, choć fajnie byłoby wiedzieć „na pewno”. Najważniejsze jest to, że wiem teraz, że ta miłość Andzi i Sieroży zrodziła się nie tylko z powłóczystych spojrzeń, choć i one być musiały, zwłaszcza jak się miało takie oczy jak Sieroża,  ale że oboje mieli jakieś wspólne idee, zainteresowania, spędzali razem czas nie tylko trzymając się za ręce. Szkoda, że życie przygotowało dla nich scenariusz zupełnie inny od tego, o którym wtedy być może marzyli…

Opublikowano Czeladź-Piaski, Legiony, stara fotografia | Otagowano , , , , , , | 2 komentarzy

Felek i Hanka Domagałowie

 

Felek „chodził” z Hanką kilka lat. Co najmniej pięć, bo tyle czasu dzieli datę na zdjęciu podarowanym „Anuchnie” od daty ślubu, który odbył się w kwietniu 1936 roku, kiedy Hanka była już w dość zaawansowanej ciąży. Pewnie chcieli się pobrać wcześniej, ale domyślam się, że dopiero perspektywa narodzin wnuka lub wnuczki sprawiła, że Ludwika zaakceptowała wybór syna. Chyba wcześniej, bez tego „noża na gardle”, nie chciał się sprzeciwiać matce, od której był zależny finansowo. Tak mi się wydaje. No bo o ile szesnastolenia Hanka mogła być jeszcze za młoda, żeby wychodzić za mąż, to już jakieś dwa, trzy lata później pewnie nic nie stało na przeszkodzie. Poza Ludwiką.
Kiedy w końcu doszło do ślubu miała lat dwadzieścia jeden.
Przez te kilka lat mniej lub bardziej formalnego narzeczeństwa spędzali ze sobą wiele czasu, jeździli na przykład do Katowic – chyba ot tak, żeby się przejść i dać sobie zrobić zdjęcie, które można było potem ofiarować na przykład „Mynieczce”. 62A.jpg m

 

62B.jpg mDomyślam się, że „Mynieczka” to Maria, starsza siostra Hanki, która tutaj podpisała się „Anuś”. To było ponad rok przed ich ślubem. Na pewno jeszcze nie znali jego daty, a już – jak małżeństwo – podpisywali się razem na wspólnym zdjęciu ofiarowanym „na wieczną pamięć”.
Słowa „z ostatniego pobytu” oznaczają, że jeździli tam częściej. Ciekawa jestem, jakie atrakcje oferowały młodym ludziom  w połowie lat trzydziestych Katowice, które były wówczas stolicą najbogatszego regionu w Polsce. Oczywiście oprócz ulic, po których można było spacerować przyglądając się często jeszcze dwujęzycznym szyldom i witrynom sklepowym. Dowiedziałam się, że przed wojną miasto było siedzibą między innymi czternastu przedstawicielstw dyplomatycznych i dziewięciu międzynarodowych koncernów! To musiało robić wrażenie. Więc do Katowic po prostu jeździło się. Choćby po to, żeby zadać szyku.

A dowód na to, że na długo przed ślubem Felek traktował Hankę, jak swoją żonę, znalazłam na rewersie jednego z dwóch zdjęć zrobionych na krakowskim Rynku.

65.jpg m

64A.jpg m27 maja 1935 roku Felek Domagała pojechał do Krakowa, ale i tam, karmiąc gołąbki, na rok przed ślubem, cały czas myślał o swojej … żonce.

64B.jpg m„Swej ukochanej żonce Aneczce przysyła tę fotografję z Krakowa Twój stęskniony mąż Felek. Całuję Cię tysiące razy.”

 

Ślub odbył się wreszcie w kwietniu 1936 roku, zdaje się, że w Wielkanoc, która wypadała 12 kwietnia. Pisałam o tym kilka lat temu, nie mając jeszcze tej wiedzy i tych fotografii, które mam teraz.

79A.jpg m

Ślubne zdjęcie, które wtedy pokazałam, też było gorszej jakości niż to, które wypożyczyła mi młodsza córka Felka, Jadzia.
Cztery miesiące po ślubie na świat przyszła Lesia – Aleksandra. Niemal rówieśnica Olka, swojego brata ciotecznego, na którego w 1945 będzie czekać całe wakacje.
Ale o tym już kiedyś było...

 

Opublikowano Czeladź-Piaski, stara fotografia | Otagowano , , | Skomentuj

Felek lekkoduch

Jedna z czytelniczek napisała, że brat mojej babci, Felek Domagała, wygląda jej na takiego lekkoducha, trochę zakapiora – to takie nieco mocniejsze określenie na zawadiakę, jakby się ktoś zastanawiał :)

59.jpg m

No więc, chyba trochę taki właśnie był…
Uświadomiła mi to jego córka, którą latem ubiegłego roku odwiedziłam w Czeladzi. Przeglądałyśmy to pudło ze zdjęciami i tam trafiłam między innymi na takie:

78.jpg m

Felek, pierwszy z prawej stoi przed jakimś, prawdopodobnie czeladzkim lub sosnowieckim zakładem fryzjerskim – „Damsko-męskim”. Może ktoś rozpozna?  Ale przyszedł tu raczej jako gość. Piszę „raczej”, bo … dowiedziałam się, że sam też prowadził, jeszcze za kawalerskich czasów, czyli przed 1936 rokiem,  własny zakład fryzjerski. Ciocia niestety nie wie, gdzie się ów zakład znajdował, ale zapamiętała opowiadaną w rodzinie historię o tym, że zakład był bardzo często zamknięty, bo Felek … chodził na piwo, a pewnie nie tylko na piwo, z kolegami z Piasków. Ciągle na drzwiach wisiała kartka informująca, że „dzisiaj nieczynne”. W końcu Ludwika, która zafundowała synowi to miejsce pracy (podobno przed wojną była bardzo dobrze sytuowana, co miało związek z jej zawodem akuszerki) nie wytrzymała i zakład zamknęła. Podobno strasznie się na niego złościła – był jej oczkiem w głowie, a tu taki zawód!  Andzia, prawie trzynaście lat starsza, już dawno z nimi nie mieszkała – zresztą wydaje się, że Felek był przez matkę zawsze bardziej hołubiony.
A kolejne zdjęcie, na którym chyba są jedynie koledzy młodszego brata mojej babuni, zrobiono na tle jednego z przybytków, gdzie wolał spędziać czas, zamiast czekać na chętnych do strzyżenia.

61.jpg mSzyld Haberbusch&Schiele wskazuje, że można się tu było napić także piwa produkowanego w Warszawie przez dwóch Niemców, z wyboru Polaków, założycieli jednego z największych browarów w  Europie. Może i to miejsce uda się bliżej zidentyfikować?
A wracając do Felka – jest jeszcze parę zdjęć, które chyba pasują do tego obrazka „zawadiaki i lekkoducha”.

63.jpg m

54.jpg m

 

52A.jpg m

52B.jpg mDzięki opisowi z datą 15, IV.1932r.  na rewersie zdjęcia znam nazwiska jego kolegów: Jeziorski, Landecki i Szmul. Niespełna dwudziestodwuletni Felek ubrany w jasny garnitur z pumpami włożonymi do pasiastych podkolanówek wygląda … bardzo oryginalnie. Nawet jeśli patrzę na niego przez pryzmat tego, co się wtedy nosiło. Koledzy są ubrani zdecydowanie bardziej zachowawczo.

„Anuchnę” już znał i musiał bywać u niej w domu, w tych familokach na Betonowej (nikt nie skomentował pod poprzednim wpisem, że nazywały się inaczej, więc pewnie nosiły tę samą nazwę, co na Śląsku). I być może przy okazji jednej z tych wizyt postanowili zrobić sobie zdjęcie na schodach do domu (są tam takie schody?)

70.jpg kopia.jpg m Najprawdopodobniej są tu jeszcze narzeczeństwem, a wśród towarzyszących im osób mogą być siostry Hanki.

Przypomniała mi się jeszcze jedna historia związana z czasem, kiedy Felek mieszkał sam z matką na Betonowej. Pewnie nie będzie już odpowiedniego kontekstu, żeby ją przytoczyć, a jest dosyć ciekawa.
Podobno kiedyś w nocy włamali się do nich złodzieje. Felek i Ludwika byli tak przerażeni, że mogą im coś zrobić, że oboje udawali, że śpią – rabusie w tym czasie przeszukiwali szuflady i szafki. W tym samym ponieszczeniu! Ponoć niewiele znaleźli, bo porfel z pieniędzmi znajdował się w płaszczu wiszącym na drzwiach, a tam jakoś nie zajrzeli…

Na koniec jeszcze jedno zdjęcie, które z jakiegoś pwodu było ważne dla Felka, bo zachował je wśród innych fotografii. Nie ma go na niej, ale klimatem bardzo pasuje z tych fotografii, na których pozował z kolegami.

85A.jpg mNa odwrocie zapisano, że to „Marsz studentów z op. Księżniczka”. Może to jakiś amatorski teatr? Orzeł w tle mógłby sugerować, że jest to jakiś dom kultury lub inne podobne miejsce z zaimprowizowaną sceną.
A może Felek udzielał się teatralnie? Tak mi teraz przyszło do głowy, bo przyjrzałam się bliżej, że na jednym z prezentowanych wyżej zdjęć z kolegami jest chyba jakaś zaimprowizowana scenka: jeden z kumpli mierzy do Felka z malutkiego pistoleciku, on sam też trzyma jakiś rekwizyt – nie mogę dojrzeć, co to jest, a pierwszy z lewej trzyma gryf mandoliny. Znaczy – grało się :)

 

Opublikowano Czeladź-Piaski, stara fotografia | Otagowano , | 2 komentarzy

A w tym czasie na Piaskach w Czeladzi…

Moja babcia Andzia wyjechała z Czeladzi początkiem 1923 roku, żeby najpierw pielęgnować śmiertelnie chorą Annę i zajmować się jej dziećmi, a w końcu, po jej śmierci, zostać żoną Jana i mamą niespełna trzyletniego Julka. Bo malutka Ania, jej chrześnica zmarła prawie równocześnie ze swoją mamą.
W domu Nowaków w Sierszy bywała już wcześniej stosunkowo często – tak myślę, choćby z powodu swojej chrześnicy i przyjaźni z Anną. A kiedy ciocia-przyjaciółka zachorowała była z nią cały czas. Nie wiedziała, że zostanie tam już na zawsze.
W Czeladzi nic jej już nie trzymało. Wydaje mi się wręcz, że chętnie wyjeżdżała z miejsca, gdzie „wszyscy wiedzieli o Sieroży”. Bo przecież w tak niewielkiej społeczności, jaką były w tamtym czasie Piaski, musiano plotkować o tych zerwanych zaręczynach. W dodatku od roku jej matka była żoną mężczyzny, który kiedyś to Andzi „był przeznaczony”. To musiała być okropnie niezręczna sytuacja. Mieszkali we czwórkę: matka, jej młody mąż – właściwie rówieśnik córki, Andzia i dwunastoletni Felek. Właściwie trudno mi to sobie wyobrazić, zwłaszcza w kontekście tego niegdysiejszego swatania Andzi z Konstantym, obecnym mężem Ludwiki. I nie ma tu nic do rzeczy fakt, że Andzia kiedyś go nie chciała (bo była zakochana w Sieroży Mirowskim).

Kozłowie - drudzy od lewej, Piaski

Na tej fotografii moja prababka stoi druga od lewej, a poniżej siedzi jej mąż Konstanty Kozioł. Teraz zdałam sobie sprawę, że pamiętam z dzieciństwa ten naszyjnik, który ma szyi – zrobiony chyba z kości, przedstawiający takiego ażurowego łabędzia. Nosiła go moja mama, a ja się nim czasem bawiłam…. Kurczę, nie wiedziałam, że jest taki stary. I w ogóle myślałam, że jest z plastiku. Nie mam pojęcia, gdzie teraz jest. Mam nadzieję, że go nie wyrzuciłam, trzeba będzie poszukać.

Zdjęcie (odnalezione latem w Czeladzi, w „ciocinym pudle”) zrobiono mniej więcej w tym samym czasie, co prezentowane tu kiedyś inne, pewnie z sąsiadami lub znajomymi z Czeladzi. Jest tam też mały, może właśnie około dwunastoletni Felek. Czyli można je datować na około 1922-23 rok.

KOziol_i_Ludwika_w_Czeladzi 1

Ludwika poślubiła Konstantego w lutym 1922 roku. To wspólne mieszkanie, na dosyć niewielkiej powierzchni, musiało być nie do zniesienia, zwłaszcza dla Andzi… Więc małżeństwo z Janem, choć w dużej mierze z rozsądku i związany z tym wyjazd do Trzebini to było jakieś wyjście z sytuacji.

Tymaczasem jej brat Felek wyrastał w Czeladzi na bardzo przystojnego młodzieńca. Jakiś taki …południowy typ z niego był.

Felek

 

Felek, budowaTu, drugi od lewej, na jakiejś budowie, kto wie, czy nie domu, który postanowiła wybudować jego matka na Piaskowej i w którym mieszka dziś młodsza córka Felka, Jadzia. Wtedy Kozioł już zdaje się nie mieszkał z Ludwiką, choć formalnie chyba nigdy się nie rozwiedli.

Felek musiał podobać się dziewczynom. A miał w czym wybierać, bo dom na Betonowej sąsiadował nie tylko z innymi „betonami”, ale też z tymi wielorodzinnymi domami, które na Śląsku nazywają familokami, ale w Zagłębiu, choćby ze względu na to ciągłe odcinanie się od Górnego Śląska,  mogli je nazywać inaczej. Nie wiem jak. Może też „betony” tylko wyższe niż te wyglądające jak segmenty, gdzie wychowała się moja babcia Andzia. Na pewno ładniejsze od śląskich familoków. Między tymi domami, gdzie mieszkał tak zwany „dozór” i moja prababka-akuszerka też, a wyższymi -wielorodzinnymi jest dziś taki minipark. Bo ulica jest tu i tam ta sama – Betonowa, ale zatacza jakby koło i otacza ten park-ogród. Myślę, że wtedy też musiał istnieć i tam mogły spotykać się zakochane pary…

Felkowi podobała się tylko Hanka Świniarkówka – pochodząca właśnie z jednego z tych niby familoków na Betonowej.

Hanka ŚwiniarkownaByła faktycznie śliczna. Podobno Ludwika za nią nie przepadała, ale to jest dość częste zjawisko, że synowa, najoględniej mówiąc, nie zadowala teściowej.
Miała starszą siostrę Marię, która pracowała w jakiejś fabryce, bo znalazłam na Piaskach zdjęcie, które opisała jako „koleżanki z fabryki”. Maria siedzi druga od prawej strony, a zdjęcie pokazuję, bo jest doskonałą ilustracją mody początku lat trzydziestych. No i dotyczy Piasków…

koleżanki z fabryki
51B.mPiasków i chyba młodszej siostry Hanki, Reginy, dotyczy szkolne zdjęcie datowane na odwrocie 1.9.1930. – ucz. IV oddziału. Regina, według informacji od jej siostrzenicy, urodziła się w 1924 roku. W 1930 roku byłaby trochę za młoda na IV oddział, ale na odwrocie jest też jej nazwisko, więc może z tą datą urodzenia jest coś nie tak.

klasa Piaski 1931

Bo Hanka Świniarkówna miała już wtedy lat piętnaście.
Rok później zakochany w „Anuchnie” dwudziestojednoletni Felek dał się uwiecznić u braci Altman w Sosnowcu, na 3 Maja 11, i  ofiarował jej swoją podobiznę. Zapewne w dowód miłości, choć nie napisał o tym jeszcze…No, nie każdy był tak wylewny jak Sieroża.
Ale za to za pięć lat weźmie z nią ślub.

Felek 1931Felek 1931 rewers

Opublikowano Czeladź-Piaski, stara fotografia | Otagowano , , | 4 komentarzy

Ojcowizna. Dom Marianny i Błażeja przy Krakowskiej

Dom KołodziejczykówA to jest najprawdopodobniej ten dom, od którego wszystko się zaczęło…
Jakimś cudem wśród zdjęć pozostałych po Loli znalazło się i to. Przestawia grupę ludzi na tle domu moich prapradziadków Marianny i Błażeja Kołodzieczyków, domu, który jeszcze w czasach mojego dzieciństwa stał na Krakowskiej, po przeciwnej stronie, nieco powyżej tego, który w 1927 roku kupił mój dziadek i w którym dzisiaj mieszkam. W starych księgach parafialnych figuruje pod adresem: Trzebinia, dom 32, a został zbudowany co najmniej w latach siedemdziesiątych dziewiętnastego wieku.
Chodziłam tam, razem z mamą lub babcią, do „wujenki Staszkowej” – po mleko lub żurek. Nie pamiętam dokładnie, czy wyglądał wtedy tak samo, czy stała już tylko jego część. Potem został zburzony, a na parceli, którą spadkobiercy Marianny i Błażeja sprzedali, postawiono „osiemnastkę” osiedla ZWM. Wnuczka Julii Paterkowskiej twierdzi, że to właśnie ten dom. Na pewno bardzo podobny, chociaż trochę zastanawia mnie owalna tabliczka na ścianie na lewo od wejścia. Próbowałam odczytać w dużym zbliżeniu, ale nie udało się…
Zdjęcie jest niewielkich rozmiarów, ale kiedy je zobaczyłam, poczułam niesamowite wzrusznie i radość! Bo do tej pory, mimo, że to rodzinne gniazdo i może ktoś z dalszej rodziny ma inne fotografie przedstawiające ten dom, mogłam zobaczyć tylko jego niewielką część  - jako tło portretów dwóch ślubnych par, dwóch panien młodych pochodzących z tego domu w towarzystwie nowozaślubionych mężów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAAnny Kołodziejczykównej, która 20 października 1906 roku poślubiła Jana Cecugę

Paterkowscy ślubne.mi jej młodszej siostry Julki, która 10 lutego 1910 roku wyszła za mąż za Antka Paterkowskiego.

Obie pary pozują w tym samym miejscu, na tle drzewa, ale nie jest to drzewo widoczne na zdjęciu z grupą ludzi. Dach jest już kryty czymś innym, chyba papą. Ale czas dzielący oba ślubne zdjęcia od tego, które niedawno się odnalazło to około trzydzieści lat. To, które przechowała Lola, córka Paterkowskich, zrobiono prawdopdobnie  końcem lat trzydziestych lub być może na początku okupacji.

dom kołodziejczyków osoby
Lola stoi bokiem, za drzewem. Domyślam się, że starszy mężczyzna stojący centralnie na ganku to Staszek, brat Julii i Anny, który pozostał na ojcowiźnie. Błażej nie żył od 1918 roku, a jego żona Marianna (z Nowaków zresztą – jej bratanek Jan poślubił jej wnuczkę Andzię – moją babcię) zmarła w 1930. Niedawno dowiedziałam się od wnuczki Staszka, że na naszym nasłynniejszym zdjęciu rodziny Kołodziejczyków zrobionym w 1909 roku (też w pobliżu domu przy Krakowskiej) Staszek to ten z braci, który nie ma munduru. Ten ładniejszy – trzeci od lewej. To cenna informacja, bo wiedziałam tylko, że dwaj bracia pośrodku to Władek i Staszek, ale nie wiedziałam który jest który.

cropped-Kołodziejczykowie-19091.jpg
Nie umiem zgadnąć, kim są pozostałe osoby na zdjęciu domu. Za to piesek chyba ten sam, który towarzyszy Loli na fotografii, którą niedawno publikowałam.

LOla z pieskiem Kosciuszki.mMały chłopczyk obok pieska to mógłby być Lenek, syn Luci urodzony w 1936, bo mężczyzna za nim trochę przypomina Stanisława Głucha, męża Luci. Może ktoś z krewnych tu trafi i pomoże mi w identyfikacji, zawsze pisząc mam taką nadzieję i czasem się to udaje. Dziecko jest odświętnie ubrane, mężczyźni też inaczej niż w zwykły dzień. W ogole sporo tam ludzi. Może to jakieś święto rodzinne? Może Lola pójdzie za chwilę odwiedzić kuzynkę Andzię, która mieszka po drugiej stronie ulicy? A mała Jasia przytuli się do swojej ulubionej cioci?
A może sama zaraz tam przybiegnie, albo już tam jest, tylko nie załapała się do zdjęcia?
Po raz kolejny żałuję, że te obrazy nie mogą przemówić, ale że ktoś ich choćby nie opisał na odwrocie.

 

Opublikowano stara fotografia, Trzebinia dawniej | Otagowano , , , | 7 komentarzy

Mężczyźni sióstr Paterkowskich (i w tle zdjęcia Trzebini)

Przytoczyłam jakiś czas temu anegdotę o tym, jak to Lola była wyraźnie rozczarowana mikrą posturą Józefa Szołdry, który pewnego dnia zapukał do „domku czterech dziewcząt” zachęcony przez swojego starszego brata Henryka. I jak mimo tej, delikatnie mówiąc, zdystansowanej postawy Loli, oczarował jej młodszą siostrę Kazię (tę, która nie mogła popłynąć z mamą do Ameryki), która ostatecznie wyszła za niego za mąż. A Lola poślubiła Karola – zapewne nie tylko dlatego, że był wysoki i nosił mundur, co było dla niej nie bez znaczenia.
Na zdjęciu poniżej (zrobionym być może w Chybiu, gdzie Szołdrowie zamieszkali po ślubie lub w Wiśle, dokąd się przenieśli i gdzie Józef pełnił przed wojną funkcję miejskiego architekta) widać, że mąż Kazi faktycznie był niewiele wyższy od swojej żony.

Kazia i Józef Szołdrowie m
Karol był za to zdecydowanie wyższy. Ale nie tylko dlatego chcę pokazać to zdjęcie.

5 mSiostry Paterkowskie idące w towarzystwie Karola Kleina znajdują się prawie na pewno na ulicy Kościuszki. Nie jestem w stanie odczytać napisu na szydzie za nimi, ale mijają właśnie jakiś skład należący do Grossa. Widoczna końcówka imienia  ”- wer” (Jakower?) nie pasuje do Majera Grossa, który miał skład budowlany, ale przy Rynku. Albo mi to umknęło, albo nigdy nie trafiłam, ale teraz nie wiem, w którym dokładnie miejscu był skład tego innego Grossa. Bo to byłoby ciekawe zdjęcie – jedno z przecież nielicznych zachowanych – ilustrujące nasze miasteczko przed wojną. Basia na pewno to znajdzie i zaraz mi coś na ten temat napisze :)

No, i jeszcze jedno zdjęcie z Rybnej zrobione parę lat wcześniej.

Kazia i Stanisław Głuch mPara wyraźnie sobą niezainteresowana – on czyta gazetę, ona patrzy gdzieś w dal (nawet jeśli to tylko poza do zdjęcia) – to Kazia Paterkowska i Stanisław Głuch. Zdjęcie zdaje się wykonano dokładnie tego samego dnia, co tamto przedstawiające „trzy gracje”, to znaczy 20 kwietnia 1930 roku. Kazia jest tu identycznie ubrana, a i okoliczności przyrody bardzo podobne. Niewykluczone, że tamto zdjęcie trzech sióstr wykonał właśnie Stanisław. Zdaje się, że się zalecał do  osiemnastoletniej wówczas Kazi… Bo Lucia, która ostatecznie została jego żoną, była wtedy trochę za młoda – miała szesnaście lat. Córka Kazi opowiedziała mi, że podobno ich mama,Julia, tak to sobie wykombinowała, że ładna Kazia na pewno łatwo znajdzie męża, przebojowa Lola też nie będzie miała z tym problemu, a Luci … trzeba trochę pomóc. No i koniec końców dwudziestosześcioletni Stanisław poślubił za dwa lata najmłodszą z nich, jeśli nie liczyć Zuzi, osiemnastoletnią Lucię, która wyszła za mąż jako pierwsza. Wiem, dzięki jednemu ze zdjęć pozostawionych przez Lolę, jak Lucia wyglądała w dniu ślubu. Wyobrażam sobie, że siostry były jej druhnami.

Lucia slubne m

Stanisław był chemikiem i pracował w laboratorium w chrzanowskiej „Stelli”, gdzie także zamieszkał ze swoją świeżo poślubioną żoną. Pierwsze dziecko Głuchów zmarło, a potem dopiero w 1936 roku urodził się Lenek (Leonard), który jako dwulatek wraz ze swoją mamą jest na zdjęciach z jakiegoś letniska (1938r.), gdzie przebywała też moja babcia Andzia z Jasią i Olkiem.

letnisko_6

letnisko3

W tym samym roku, co Lenek urodziła się Małgosia – córeczka siostry Luci, Kazi.

Moje skojarzenia nie zawsze są na miejscu i może nie powinnam o tym pisać, ale właśnie przyszło mi na myśl, że po trzech weselach, w kolejnym roku … odbył się pogrzeb czwartej córki, Zuzi. Prawie jak w tytule pewnego filmu…

Opublikowano stara fotografia, Trzebinia dawniej | Otagowano , , , | 8 komentarzy