w czyjejś kuchni, może w Sierszy u wujostwa?

OLYMPUS DIGITAL CAMERATo prawdopodobnie ostatnie z zachowanych zdjęć Andzi z okresu, zanim wyszła za mąż (bo jest jeszcze kilka wcześniejszych, o których zapomniałam i które będę musiała gdzieś „upchnąć”).
Moja Babcia ma tu nie więcej niż  25 lat. Myślę nawet, jest nieco młodsza –  ma jakieś 21-23 lata (porównując jej wygląd z innymi, datowanymi zdjęciami; bardzo podobnie wygląda na zdjęciu z Sierożą). To oznacza, że fotografię wykonano ok. 1919-1921 r.

Wysoka (miała prawie 170 cm wzrostu-w tamtych czasach kobiety były zazwyczaj dużo niższe; zresztą widać to dokładnie na zdjęciach „Andzi-sokolicy z Piasków”), ładna młoda kobieta stoi w czyjejś kuchni.
Z tyłu półeczka, zdaje się z przyprawami, wisi tam też jakiś mały imbryczek, a na ścianie po lewej jest osobliwa dekoracja z naczyń i przyborów kuchennych. Przy futrynie drzwi – coś na kształt kropielnicy (?). Trudno powiedzieć, bo to coś zasłania duża roślina pokojowa (przypomina mi trochę popularną jeszcze niedawno „chińską różę”).

Zawsze myślałam, że to zdjęcie wykonano w kuchni rodzinnego domu Andzi, u jej matki Ludwiki na Piaskach (wtedy jeszcze w „betonach”), ale teraz wydaje mi się bardzo możliwe, że było to u wujostwa
w Sierszy, w kuchni Jana i Anny. Odwiedzała ich przecież, chyba nawet dość często, a tu wyraźnie jest w stroju wizytowym, jakby przyszła do kogoś w odwiedziny. Uśmiecha się tak niepewnie, nieśmiało… Na palcu nie ma jeszcze obrączki, zresztą na pierwszych małżeńskich zdjęciach wygląda dużo poważniej, a ślub brała w listopadzie 1923r.
Ale zanim się to stało bardzo zaprzyjaźniła się z Anną i Janem, który mimo, że był jej wujem, był od niej tylko 8 lat starszy. Została nawet chrzestną matką ich córeczki Anny Zofii, urodzonej 6. lutego 1922 r.
w Sierszy (ich pierwsze dziecko, Julek, ur. w październiku 1920 też urodził się w Sierszy, co oznacza, że już wtedy tam mieszkali w związku z pracą Jana w Sierszańskich Zakładach Górniczych; ich ówczesny adres według ksiąg metrykalnych to: Siersza, Dom 1).

Niedługo po chrzcinach małej Ani  wysłała do nich kartkę.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kiedy, nie tak znowu dawno, trafiłam na tę kartkę zawieruszoną w kolekcji starych, „pustych” kart pocztowych, przeżyłam coś jak olśnienie połączone z … ulgą. Od czasu, kiedy dowiedziałam się, że moja Babcia została żoną dziadka po tym, jak zmarła jego pierwsza żona i został sam z malutkim dzieckiem, myślałam, że Andzia została jakoś „wmanewrowana” w to małżeństwo, że się po prostu … poświęciła, bo malutki Julek potrzebował matki. A ta kartka i słowa tam zapisane otworzyły mi oczy na to, że … oni się po prostu bardzo lubili! Że żyli w przyjaźni!

„Kochani Moi!                          21/III. 22 Piaski

Nareszcie list od Was otrzymałam, na który zaraz odpisuję.
U mnie nic nowego, wszystko po staremu, może nie za  długo
zawitam do Was bo już się stęskniłam.
Zatem kończę i całuję Was wszystkich.
Jakże Hania, czy już jest duża?

                                         Hanka” 

Kilka z pozoru nic nie znaczących zdawkowych zdań, ale: „Kochani moi”, „nareszcie list otrzymałam”,”stęskniłam się”- czy to nie oznacza, że była między nimi nić sympatii, że chętnie się odwiedzali? Ulżyło mi, bo myślałam, że Babcia była bardzo nieszczęśliwa wychodząc za mąż za Jana.  Co prawda Sieroży nie było w jej życiu już od kilku lat, ale na pewno o nim myślała… (Oj, faktycznie myślała znacznie dłużej-jako staruszka pamiętała o swoim „Sierożce”, pamiętam to imię słyszane w dzieciństwie).

Myślę, że Andzia potem dość często odwiedzała Nowaków w Sierszy, może nawet opiekowała się dziećmi, kiedy Jan z Anną wychodzili na zabawy do sierszańskiego Sokoła. Jan lubił chwalić się Anną. Podczas jednej z tych zabaw, w karnawale 1923 roku, Anna, podobno bardzo zgrzana i zmęczona tańcem, napiła się zimnej oranżady. I tak nabawiła się galopujących suchot. Taka wersja przetrwała w rodzinie.
„Galopujące suchoty-dawna nazwa szybko postępujących, szczególnie wyniszczających i powodujących szybki ubytek masy ciała postaci gruźlicy.” Tyle znalazłam w Internecie. Od zimnej oranżady raczej nie zachorowała na gruźlicę, ale właśnie taką przyczynę jej śmierci (tuberculosa) wpisano w księdze zgonów pod datą 12. czerwca 1923 roku.
Niecałe trzy tygodnie wcześniej, 21. maja, w wieku 15 miesięcy, zmarła mała Ania. Podobno zaraziła się od mamy, ale jako przyczynę zgonu podano pneumonię, czyli zapalenie płuc.
Andzia była z nimi od czasu, kiedy u Anny stwierdzono chorobę i nie miała już siły opiekować się dziećmi. Przejęła opiekę nad nimi i nad domem, pielęgnowała  też chorą Annę.
Nie wiem, czy od razu po pogrzebie zamieszkała w Trzebini, to raczej mało prawdopodobne, żeby mieszkała z samotnym mężczyzną, choć z drugiej strony- dwuipółletni Julek potrzebował przecież opieki, a Jan pracował. W pamiętniku Babci jest też kilka wpisów z okresu między czerwcem a listopadem 1923, gdzie obok daty widnieje nazwa Trzebini, co sugerowałoby, że była właśnie tutaj.
Ślub Andzi i Jana odbył się cztery i pół miesiąca po śmierci pierwszej żony dziadka, w sobotę, 10. listopada 1923 r, w kościele parafialnym w Trzebini. Narzeczeni musieli uzyskać zgodę Kurii Biskupiej, bo łączyło ich pokrewieństwo: ojciec Jana i babka Andzi (Marianna Kołodziejczykowa ze zdjęcia z beczką) byli rodzeństwem. Nie zachowało się żadne ślubne zdjęcie. Ślub musiał być chyba skromny ze względu na okoliczności. Małżonkowie zamieszkali po ślubie w Sierszy, tam, gdzie wcześniej Jan mieszkał ze swoją pierwszą żoną.
Na początku sierpnia 1924 roku urodziło się pierwsze dziecko Jana i Andzi-Aleksandra.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Czeladź-Piaski, Trzebinia dawniej i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>