Duży zeszyt klientów sklepu bławatnego

duzy zeszyt

                     Wcześniej myślałam, że ten większy zeszyt był kontynuacją pierwszego, o którym już pisałam, ale teraz wydaje mi się, że oba były prowadzone równolegle, choć ten drugi założono odrobinę później.
Wpisy dokonane ręką Andzi lub jej męża Jana („pomyłka-wydałem 75 gr”) są prawdziwą skarbnicą wiedzy na temat tego, co i za ile można było kupić w latach trzydziestych w podobnym sklepie. Jak dobrze, że nie wszyscy płacili gotówką i że dziadkowie musieli czasem wpisać, co kto „wziął na kreskę”;)
Wśród asortymentu sklepu oprócz przeróżnych rodzajów tkanin i włóczek oraz rzeczy, które udało mi się „wyłowić” z pierwszego zeszytu są m. in.: perfumy za 10 zł, woda kolońska- 60 groszy, parasol- 8,50 zł, grzebienie, szczotki, kalesony, getry, figi kąpielowe za 1,50 zł, czepek kąpielowy (2,50 zł), ręczniki, lusterka, reformy,  kołnierze (kupowane czasem w ilości kilkunastu sztuk, więc chyba … jednorazowe?), puder, lignina, pledy (12,50 zł za jeden), Kalodont (sprawdziłam, że była to pasta do zębów), Palmoliv(!) i chyba dość popularny wówczas krem pod wdzięczną nazwą „Norka” (2-2,20 zł za opakowanie). Krótko mówiąc: szwarc, mydło i powidło!

duzy_cumel
A przy okazji: ciekawe, czy ktoś z młodszego pokolenia zgadłby, że pod nazwą „cumel” kryje się smoczek niemowlęcy?
Z tego, co zdążyłam się zorientować, chyba najczęściej kupowaną rzeczą (oczywiście poza nićmi, włóczkami i materiałami, bo to był główny filar asortymentu sklepu) były jedwabne pończochy – para za 2,80 zł. Były też jakieś inne, pośledniejszego gatunku – za 1,20zł.
Dość często pojawia się tajemniczy dla mnie skrót- D.M.C. Raz jest przy nim cena 16 groszy, raz 36 groszy, a czasem jest zapis typu: „Bawełniczki D.M.C. 1 tuz.-2,04 zł). Hmm, cóż to mogło być? 

duzy_ochronkaWśród klientów, którzy mają najdłuższą „kartotekę” jest m.in. trzebińska ochronka, a właściwie „Wiel. Siostra Przełożona”, ale także p. Gwizdałówna, p. Rozia (to chyba imię, choć zapisano bez kreski nad o), p. Zawiła. Sądząc po tym, co kupowali, chyba wszyscy trudnili się krawiectwem. P. Zawiła to chyba „pan”- był taki krawiec, mieszkający koło szkoły na Rybnej; zdaje się, że z tych Zawiłów pochodziła żona p. Franka Mazura, naszego sąsiada. Nazwiska są ułożone alfabetycznie, zeszyt ma specjalne zakładki z literami, choć czasem zabrakło miejsca i np. przy p. Gwizdałównej jest dopisek:”przeniesiono pod F”, a potem jeszcze pod… U.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Pojawia się wiele nazwisk, które były i w tym mniejszym zeszycie, ale są też inne, czasem nawet z adresem, pod którym ta osoba mieszkała:  p. Bachowska -Kościółek 56, p. Wanda Domanus-Nieporaz, p. Florcia Kucielowa – Siersza, p. Maria Dąbek-Ochronkowa, p. Kasprzykowa-Piaski, p. Rubanowa-Piaski, Szewska 201, p. Helena Mendyk-Rafineria, p. Wiśnicki Stanisław-Trzebionka 252, Nowakowa Staszkowa-Trzebionka, p. Wicusiowa (!) -Siersza…
Ta pani Rubanowa z Szewskiej dała chyba nawet dziadkom jakieś weksle tytułem spłaty długu:

duzy_rubanowa_weksleTak jak w pierwszym zeszycie wśród nazwisk klientów są takie znane mi, „trzebińskie”, ale też takie, z którymi tu po raz pierwszy się zetknęłam. Są więc: p. Kuczawska, p. Szumacherowa, p Kuligowie, p. Helwigowa i p. Helwiżanka, p. Pieszczyńska, p. Kostkowie, p. Figurowska, p. Firlejowa, p. Wojdyłowa, p. Ziętkowa, p. Wołochowa i p. Wołochówna… Trudno wymienić wszystkich, choć mam taka pokusę, bo pewnie wielu dzisiejszych trzebinian-potomków ówczesnych klientów sklepu moich dziadków, mogłoby odnaleźć tu swoich bliskich. Ale może mi się tylko wydaje, że dla kogoś byłoby to interesujące, że ich babcia, czy prababcia kupiła w 1936 roku np. marynarską czapeczkę..;) Albo, że niejaki p. Gwoździcki 27 sierpnia zakupił czapkę, tarczę i kaganek- zapewne dla swojej pociechy w związku ze zbliżającym się nowym rokiem szkolnym…

duzy gwozdzicka_czapka_tarcza_i_kaganek

Nie wszyscy klienci mogli chyba liczyć na możliwość zakupu na kredyt, bo dziadkowie mogli ich po prostu nie znać. Stąd chyba taki wpis: „p. Ludwikowska z polecenia W.P. Migielskiej”.

Osobną kartę miał p. inż. Ostrowski, a osobno p. inżynierowa Ostrowska. Czy to o czymś świadczy?
Kilka osób kojarzę – znałam je w młodości,  kiedy one były już w podeszłym wieku, na przykład Sabcia Nowakowa to żona Felka-młodszego brata mojego dziadka, który przejął po nim „szoferowanie” w Sierszy.

duzy_SabciaZ tego co wiem, mimo, że prawie 13 lat młodsza (ur. się w 1910 r.), przyjaźniła się ze swoją szwagierką Andzią i obie uchodziły w przedwojennej Trzebini za prawdziwe elegantki.

Sabcia_I_felek_NowakowieTak wyglądała pod koniec lat dwudziestych-tu ze swoim mężem Felkiem i jednym z dzieci: z Zuzią albo z Waldkiem.

A p. Mila Matuszewska to nasza sąsiadka zza płotu, później nazywała się Winiarczyk.

Sporo kupowali Mamicowie- właściciele trzebińskiej piekarni, ciągle czynnej, przy której jeszcze od tamtych czasów stoi figurka Matki Boskiej. Zachowała się karteczka z pieczątką tego zakładu:

duzy_zeszyt_mamicaduzy_mamicowie

Przy okazji można wyczytać nie tylko informacje o tym, co dziadkowie sprzedawali, ale też, w co byli zaopatrywani. Właśnie z Mamicami  rozliczali się w ten sposób, że od towarów wziętych „na zeszyt” odliczali wartość otrzymanego od nich chleba, np. za dwa miesiące 1936 roku odliczyli 15,11 zł.

Czy dobrze się domyślam, że „aparat do kraw.” ułatwiał trudną sztukę wiązania krawatów?

Duzy_Debska_1
Ten odliczony chleb to nie jedyna taka zapłata „w naturze”. Pani Rozalja Dęmbska (hmm, chyba o to „m” jednak za dużo?) z Regulic Nr 39 musiała przywozić dziadkom mleko. Miała kawałek drogi… Z zapisów wynika, że przywoziła od 1 do 2,5 l mleka średnio co 3-4 dni. Wielokrotnie pojawia się zapis: Mleko zapłacone do … i tu jest data (najczęściej regulowali to raz w miesiącu, ale z góry). Jeśli dobrze odczytałam drobne pismo Babci, to za 33 i pół l mleka zapłaciła 7,72 zł, co oznacza, że litr kosztował nieco ponad 20 groszy.


 

A z kolei niejaki p.Winkelhofer dostarczał dziadkowi …spirytus. Pół litra – 4,55 zł.

duzy_winkelhofer_spirytus

 Zakupy w sklepie dziadków robiły też Siostry Felicjanki z Krystynowa, ale chyba niewielkie, albo może płaciły od razu. Na zeszyt kupiły m.in. reformy wełniane – 1 para za, bagatela, 6 zł!

duzy_ss__Krystynow

Jeden z zapisów stawia pod znakiem zapytania faktyczną datę otwarcia sklepu. Wcześniej pisałam, że był to prawdopodobnie 18 sierpnia 1936, ale dziadkowie musieli otworzyć sklep nieco wcześniej…

W poniedziałek 20 sierpnia 1936 roku (babcia niezwykle rzadko podawała w zeszycie, którego roku dotyczy wpis) wyrównał swój dług zaciągnięty już 14 i 17 sierpnia-to znaczy, że sklep musiał działać już co najmniej tydzień wcześniej, a dopiero później Andzia złożyła podanie do Urzędu Skarbowego w Chrzanowie.
Z iluż malusieńkich faktów można odtworzyć „właściwy porządek rzeczy”…:) 

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii stare dokumenty, Trzebinia dawniej i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Duży zeszyt klientów sklepu bławatnego

  1. vilejka pisze:

    Już wiem! Jak zwykle za sprawą pani Basi:) D.M.C. to nazwa firmy produkującej różnego rodzaju nici do haftowania itp.

  2. vilejka pisze:

    no i jednak nie wytrzymam i napiszę, że tak!- strasznie mnie drażni to „płutno”, ale cóż mogę teraz na to poradzić? taka jest prawda historyczna:))

  3. iwona.magdalena pisze:

    Ale za to p. Wicusiowa jaka cudna!

  4. Gość: N2, apn-95-41-196-230.dynamic.gprs.plus.pl pisze:

    Słowo ‚cumel’ dalej jeszcze funkcjonuje na południe od Krakowa ;).

  5. ~Adam pisze:

    DMC to specjalne nici do haftowania, być może owe „bawełniaczki”były hatowane takimi nićmi …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>