pierwsze wojenne świadectwo

Kiedy nad ranem w piątek 1 września 1939 roku niemieckie samoloty nadleciały nad Trzebinię, część mieszkańców myślała, że to ćwiczenia lotnicze.
Nie wiem, czy rok szkolny miał się zacząć wtedy właśnie w piątek, czy też inaugurację planowano na poniedziałek 4 września. Faktem jest, że ludzie spodziewali się wojny.
Podczas bombardowania stacji kolejowej tego pierwszego września zginęło wielu ludzi spieszących rankiem do pracy czy na poranne nabożeństwo.  Potem zaczął się exodus mieszkańców na wschód. Podobno poszła wtedy fama, że Niemcy po wejściu do jakiejś miejscowości mordują mężczyzn,a dzieciom wyłupują oczy.
Moi dziadkowie też postanowili uciekać. Z opowieści Mamy pamiętam tylko tyle, że uciekając razem dziećmi: dorosłym Julkiem, dziewięcioletnią Jasią i czteroletnim Olkiem oprócz waliz i tobołków wzięli ze sobą m.in. pierzynę, co bardzo utrudniało im przemieszczanie się. Chyba nie doszli zbyt daleko – zdaje się, że gdzieś w okolice Lgoty, skąd zawrócili do Trzebini.

Wielu mieszkańców, m.in. w „Trzebińskich Historiach”, wspomina, że podczas ucieczki dotarli aż do Bugu, gdzie na drugim brzegu rzeki zobaczyli Rosjan rozbrajających naszych żołnierzy… Wtedy zawrócili.
Jedna z cioć, rówieśnic mojej Mamy, opowiadała mi, że uciekała wraz z rodzicami przez Kielce. Mieszkańcy tego miasta zachowywali się wyjątkowo podle wobec uciekinierów każąc sobie słono płacić za zwykłą wodę do picia. Ona to tak zapamiętała… Niektórych ucieczka zagnała daleko wgłąb Rosji, tak jak inną kuzynkę Mamy, też Jankę, która wróciła do Polski jako „żołnierka” z armią Berlinga. 
Nie wszyscy jednak uciekali. Jedna z mieszkanek, będąca wówczas dzieckiem wspominała, że wkraczający Niemcy chętnie fotografowali się z dziećmi, które obdarowywali też słodyczami. Zdjęcia z tamtego okresu z Trzebini, zrobione przez anonimowego żołnierza Wehrmachtu (pochodzące ze strony Stowarzyszenia Szukamy Polski) pokazują roześmianych nie tylko żołnierzy, ale też ludność cywilną… 


źródło http://www.szukamypolski.com

Pod władzą Wehrmachtu Trzebinia była do 26 października 1939r. czyli do utworzenia GG. Wtedy na bardzo krótko, bo tylko do 19 listopada miasto zostało wcielone do Gubernatorstwa w ramach dystryktu krakowskiego. Potem włączono je do III Rzeszy. Trzebinia była ostatnim miastem przed granicą z Generalną Gubernią, która przebiegała w Dulowej. Stacja kolejowa w Trzebini była zaś stacją graniczną, gdzie odbywała się kontrola celna.

Moja Mama miała we wrześniu rozpocząć naukę w trzeciej klasie. Nie wiem, kiedy dokładnie zaczęły się zajęcia szkolne. W Trzebini tak, jak  na innych terenach wschodnich Rzeszy, jedynym „dobrodziejstwem” okupanta był język polski jako wykładowy. Ale dzieci miały nauczyć się jedynie czytać, pisać i rachować w zakresie czterech działań pamięciowych. Dążono do wychowania Polaków do pracy fizycznej pod nadzorem niemieckim.
Liczbę godzin w klasach młodszych zredukowano do 12, a w starszych do 18 godzin tygodniowo.

To pierwsze i jedyne zachowane „wojenne” świadectwo Mamy, parafowane przez dziadka ołówkiem kopiowym, pokazuje wyniki za pierwsze półrocze roku szkolnego 1939/40. Oceny wypisano na karteczce jakby wyrwanej z notesu o wymiarach 16×10 cm. Pozory „ważności” dokumentu wyraża jedynie starannie wykaligrafowane nazwisko i imię. Wychowawczynią Jasi musiała być nadal p. Jadwiga Lempart – tym samym charakterem pisma wypisywała wcześniejsze świadectwa. A funkcję kierownika szkoły pewnie pełnił nadal Stanisław Ferlak, o którym jedna z mieszkanek Trzebini, rówieśnica Mamy, wspomina w „Trzebińskich Historiach”, że był to „bardzo mądry, dobry i odważny człowiek, który w czasie okupacji uczył na swoich lekcjach polskiego (choć było to zakazane), przynosząc do klasy jakieś polskie czytanki i wiersze.” Z jej relacji wiem też, że szkoła była kilkakrotnie przenoszona. W końcu ulokowano ją w bożnicy żydowskiej. Tak mi się kojarzy, że Mama też wspominała o tej szkole w bożnicy i o jakiejś koleżance, która dla żartu weszła na piec, żeby się schować i wpadła do tego pieca…
Na tym niby-świadectwie mojej Mamy wśród przedmiotów jest  ciągle jeszcze przyroda z geografią i ćwiczenia cielesne . Później te przedmioty zniesiono, zaś rysunki  były tylko w klasach wyższych..

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

43 odpowiedzi na „pierwsze wojenne świadectwo

  1. ~Agnesa pisze:

    Bardzo interesujacy blog. Swietny pomysl na powstrzymanie przeszlosci od zapomnienia.

  2. ~Zależna pisze:

    Wow! Super blog! Coraz bardziej przekonuję się, że blogi to najsensowniejsze, co można czytać w necie. Dodaję do rssów ;)

  3. vilejka pisze:

    Dziękuję :) zapraszam do przejrzenia najstarszych postów,wg mnie najciekawszych…

  4. ~drobny pisze:

    Mmmmmm…..jakież słodziutkie te fotografie z niemieckimi żołnierzami, szampańska atmosfera, wczesno-jesienna sielanka, teraz by jeszcze grilla rozpalili.

  5. ~drobny pisze:

    Aha, jeszcze jedno ja jestem z Kielc i nie życzę sobie takich insynuacji i uogólniania, jeśli twoim ziomkom dokuczało pragnienie mogli poprosic o szklankę wody uśmiechniętych niemickich żołdaków, zapewne chętnie by pomogli a i jakąś czekoladkę może by dorzucili….sami se ludziska w gęby plujecie.

    • ~zuza pisze:

      o maaatko :D:D no tak ziomki…
      widać, że nie znasz się na historii
      tutaj vileka opisuje jak było albo po prostu wspomnienia ludzi, którzy to przeżyli.
      Powiedzmy, że pisze tu o Niemcach, jacy byli za czasów IIWŚ. I co? I cały naród niemiecki ma teraz hejtować tego bloga??

    • ~joe pisze:

      życzyć, bądż nie to sobie możesz zdrowia, a i to fizycznego. bo psychika to już dno! musisz należeć do tego plugawego gatunku opisanego w artykule…

  6. ~Kazimierz S. pisze:

    Ocalić od zapomnienia… (odc.3)
    Czyli wydarzenia autentyczne, stanowiące cząstkę historii Jaworzna począwszy od ok. 1920r. – zapamiętane przez autora, rodowitego mieszkańca miasta.

    Wrzesień 1939r. Jaworzno. Wybuch wojny. Ucieczka.

    Miałem wtedy 1.5 roku, a więc i tym razem opieram się na relacjach mamy i taty.
    Aby zdezorganizować obronę Polaków przed nacierającymi wojskami – Niemcy poprzez swoich agentów rozgłaszali pogłoski, że wojsko morduje ludność cywilną na zajmowanych terenach. Dlatego wiele rodzin – w tym również nasza, postanowiło uciekać, licząc na to, że marsz wojsk niemieckich zostanie w międzyczasie powstrzymany. Dom, oraz cały dobytek zostawiliśmy na „pastwę losu”. Trzodą chlewną (kozy, króliki, kury) miał się zaopiekować jeden z sąsiadów – dziadek Nowak, który z racji wieku nie był zdolny do ucieczki. Zabierając najpotrzebniejsze rzeczy na dwa wózki dziecięce (w jednym byłem ja) rodzice postanowili uciekać z całą rodziną w kierunku Krakowa, bo tam mieszkała siostra mamy. Aby uchronić się przed głównym kierunkiem natarcia wojsk niemieckich wybrali boczne drogi prowadzące w końcowym odcinku przez Pieskową Skałę i Ojców. Działania propagandy niemieckiej przyniosły oczekiwany skutek. Drogi zatarasowane były przez uciekającą ludność, co w sposób skuteczny uniemożliwiało swobodny ruch wojsk polskich.
    Ucieczka była jednym wielkim koszmarem. Brak jedzenia, ogromne zmęczenie, brak miejsc do spania. Jedną z nocy spędziliśmy w zapluskwionym, opuszczonym domu. Aby mnie uchronić przed robactwem, mama położyła mnie na stole, a nogi stołu umieściła w czterech naczyniach napełnionych wodą. Pluskwy były jednak na tyle „inteligentne”, że po ścianach przechodziły na sufit a stamtąd opadały wprost na mnie.
    Uciekający ludzie byli przestraszeni. Często wystarczyło rzucić na kogoś oskarżenie, że jest szpiegiem, a wówczas natychmiast dochodziło do samosądów. Byliśmy świadkami powieszenia takiego domniemanego szpiega.
    Ponieważ Niemcy byli coraz bliżej, grupa mężczyzn (w tym mój tata), jako najbardziej zagrożeni, postanowili uciekać sami (bez nas mogli zrobić to o wiele szybciej). Dotarli oni aż do okolic Sandomierza, przepłynęli Wisłę i San i tam zostali doścignięci przez Niemców.
    My byliśmy już za Ojcowem, kiedy również doścignęły nas wojska niemieckie. Pierwsze zetknięcie z żołnierzami niemieckimi nie było takie straszne jak to wcześniej podawała propaganda niemiecka. Byliśmy tacy głodni, zmęczeni, brudni, że nawet wśród żołnierzy niemieckich wzbudzaliśmy litość. Z okien z jednego z przejeżdżających samochodów rzucili mi suchary. Niemcy robili nam zdjęcia, myślę że w celach propagandowych, aby w swoich gazetach pokazać jaki to naród polski jest brudny i biedny.
    Ponieważ nie było sensu uciekać dalej, najkrótszą drogą, po kilku dniach wróciliśmy do domu do Jaworzna. Dom był w stanie nienaruszonym, chlewiki były otwarte, tak jak zostawiliśmy. Na podwórku pasły się kozy, gdakały kury. Wrócili też sąsiedzi, a po tygodniu wrócił też tata.
    I tak zaczęło się pięć lat i cztery miesiące niemieckiej okupacji.

    Kazimierz Saługa.

  7. ~mario pisze:

    że Polacy i Polki mogli tylko skończyć 4 klasy szkoły podstawowej podczas okupacji niemieckiej, tak żeby tylko posiedli podstawowe umiejętności czytania i pisania by służyć jako tania siła robocza w zakładach i fabrykach III rzeszy.

  8. ~Podolkuski Mietlorz pisze:

    Ludzie na tych zdjęciach są albo volksdeutschami albo nie rozumieli, że Niemcy się z nich natrząsają. W końcu bosych ludzi w drewnianych wiochach nie widziało się wtedy w Niemczech w ogóle. Zresztą ci sami ludzie, ze wschodnich terenów wcielonych, ochoczo później zgłaszali się na roboty. Co saksy to saksy.

    • vilejka pisze:

      Wiesz co, podobno były i takie przypadki, że miejscowa ludność nie „rozpoznawała” mundurów i ludzie myśleli, że to nasi sojusznicy. Stąd te radosne miny.Też mi się w to wierzyć nie chciało, ale opowiadał mi to pewien historyk…

  9. ~mustafa pisze:

    Ciekawe, czy w Bydgoszczy, Piaśnicy albo w Palmirach ludność miejscowa też była roześmiana, a żołnierze Wehrmachtu abdarowywali dzieci cukierkami. Nie dziwi mnie, że taki artykuł znajdujemy na niemieckim portalu.

    • ~joe pisze:

      no cóż nie odróżniasz wehrmachtu od ss. w Palmirach mordowało ss to byli często zwyrodnialcy,wybrani spośród zboczeńcow, natomiast wehrmacht to zwykli normalni ludzie, często pod przymusem w wojsku. moja mama też opowiadała, że żołnierze częstowali słodyczami.a swoją drogą to po agresji na zsrr gdy wyzwalali wschodnie tereny polski od bolszewików, to byli nawet kwiatami witani. sowieckie żołdactwo to dopiero zaraza i dzicz

      • ~mustafa pisze:

        Ale w Ciepielowie albo Bydgoszczy mordował już Wehrmacht. Poza tym co to za różnica dla zamordowanego, czy go morduje Wehrmacht, czy SS? Artykuł jest niebezpieczny, bo relatywizuje zbrodnicze nazistowskie Niemcy. Skoro rozdawali cukierki, to wcale nie byli tacy źli. Jednym cukierki, innym kula w łeb. Poza tym jest on promowany na niemieckim portalu, a Niemcom zależy na tym, aby się wybielić kosztem Polaków. Vide Jedwabne.
        pozdrawiam

        • ~derka pisze:

          zacznijmy czytać ze zrozumieniem,w tym blogu sa wspomnienia pierwszych dni wojny i z relacji moich krakowskich rodzicow,ktorzy stoją z grupa kilkunastu osob na otwartej przestrzeni duzego ogrodu i z zadartymi glowami patrza w niebo na lecace samoloty i ich zachowania sa podobne do zachowan ludzi w trzebini i praktycznie w calej polsce w pierwszych dniach wojny,na wsiach ludzie sa nie czytaci i nie pisaci gdzie ciastko,cukierek jest rarytasem i nie wazne kto daje ale slodko smakuje i wywoluje usmiech na twarzy,ALE TYLKO W PIERWSZYCH DNIACH ROZPOCZYNAJACEJ SIE WOJNY I TRZEBA MIEC SWIADOMOSC ZE MY WIEMY JAK POTOCZYLA SIE WOJNA ONI JESZCZE W PIERWSZYCH DNIACH NIE WIEDZA CO ICH CZEKA MY ZNAMY WSZYSTKO Z HISTORI ,ONI TA HISTORIE ZACZNA DOPIERO PRZEZYWAC,

  10. ~Klepsydra pisze:

    Twój blog jest niesamowity. W zasadzie każda notka nadaje się na odrębną powieść. Pozdrawiam.

  11. ~AdamS pisze:

    Bardzo dziękuje za ciekawą literaturę.Już dawno nie czytałem w internecie tak ciekawego artykułu na temat historii ,liczę na więcej takich tematów.Pozdrawiam

  12. ~zmywak pisze:

    Manipulacja,zacieranie faktow poprzez zdawkowe wspomnienie zbrodni na cywilach(bombardowanie stacji) i uzywanie fragmnetow tekstow,w ktorych pisze sie melancholijnie,nudno i sielankowo.

    Pozytywne wpisy-pewnie od samej autorki lub jej tzw.przyjaciol.

  13. ~lumac pisze:

    Jasne, że ludność cywilna się uśmiechała. Nie wiedzieli co ich czeka i myśleli, że to niemieckie wojsko przyjechało cukierki rozdawać..

  14. ~Alan pisze:

    Ćwiczenia cielesne – fajny przedmiot ;)

  15. ~Opinia2*2 pisze:

    Ta roześmiana ludność to mieszkający Niemcy mieszkający w Trzebini od czasów Austro-Węgier Niemcy i najwyżej Polacy z przodkami niemieckimi w żadnym razie rodowici Polacy tym bardziej iz byly takie okropne plotki o Niemcach.

  16. Zapraszam na stronę mojego Taty Edwarda Golec na której znajdują się wspomnienia z okresu wojny i okupacji niemieckiej rodzinnych stron – okolic Tarnowa. Na stronie znajduje się też zdjęcie dwujęzycznego świadectwa szkolnego z 1942. Zapraszam i życzę przyjemnej lektury.

  17. ~syli pisze:

    Wspaniały blog, piękne zdjęcia. Nie mogłam oderwać się od Waszej historii. Pozdrawiam. Syli.

  18. ~aka pisze:

    Wreszcie coś o interesującej treści, na przekór bla bla bla o modzie i pogodzie.
    Zdjęcia, które przemawiają do serca:)

  19. ~kumite pisze:

    Ach, jacy kochani byli ci Niemcy, rozdawali cukierki, uśmiechali się, robili sobie zdjęcia z polskimi dziewczętami…

  20. ~alein3 pisze:

    miejscowosc mojej babci tez radosnie i z usmiechem przyjela nowych zarzadcow gdy kolumna wojsk niemieckich wjezdzala do wsi jedna mloda panna biegla wzdluz drogi powiadomic o tym mieszkancow a ze nedza jak zawsze w polsce byla ogromna to biedulki nie bylo stac na majtki i gdy sie przewrocila pokazala cale swoje skarby zdobywca a ci oczywiscie sie zatrzymali komentowali robili zdjecia i mieli ubaw po pachy

  21. ~Marek pisze:

    Rycerski Wermacht który administrował polskim terytorium do listopada 1939 dokonał kilkuset masowych egzekucji w których zamordowano 80-90 tyś niewinnych ludzi . Później było tylko gorzej….

  22. ~Rei pisze:

    Żołnierze i cywile są roześmiani, bo na terenie ówczesnej II RP żyło sporo Niemców. Fotografia jest pewnie robiona właśnie przy okazji takiego spotkania niemieckiej ludności cywilnej w granicach II RP z żołnierzami Wermachtu.

  23. ~Pola pisze:

    Czytam i płaczę. Moi dziadkowie kiedyś a rodzice jeszcze do teraz opowiadają o okropieństwach wojny. Sama zastanawiam się czy nie utrwalić ich wspomnień w podobnej formie. Pozdrawiam serdecznie.

  24. ~Ania pisze:

    Moja babcia kiedyś wspominała coś właśnie o niemieckich żołnierzach, którzy rozdawali bodajże czekoladę (babcia jest z Chrzanowa). Nie mogłam uwierzyć, myślałam – takie tam…gadanie.
    Bardzo ciekawy blog. Będę wpadać częściej :)

  25. ~Lambda pisze:

    Zawsze niemiecka propaganda kazała osobom na zdjęciach uśmiechać się. Nawet są zdjęcia z Auschwitz uśmiechniętych żydów przebywających w obozach. Jak im tam było wspaniale….

  26. ~ANDI946 pisze:

    Zaineresowało mnie to jak ci zdziercy – scyzoryki z szkieletczyzny kazali sobie nawet za wodę płacić . WSTYYYYYYYYYYYD- no ale czego można wymagać od wieśniaków

  27. ~Ewelina pisze:

    jestem z pod Krakowa kiedy wybuchła wojna mój dziadek miał 9 lat i też opowiadał że wydłubują oczy i dawali duże puszki marmolady!!!

  28. ~jasnoluska pisze:

    Trafiłam na Twojego bloga przypadkiem, ale przez całe popołudnie i wieczór czytałam go od deski do deski (zamiast pisać pracę zaliczeniową, którą muszę jutro oddac). Może dlatego tak wciągnęła mnie historia Twojej rodziny, bo sama bardzo interesuje się losami mojej. Dodałam Twojego bloga do zakładek i na pewno będę tu zaglądać. Z niecierpliwością czekam na kolejny wpis.

  29. ~Magda pisze:

    Bardzo ciekawy blog, najbardziej zainteresowała mnie historia Andzi i Sieroży!

  30. ~veanka pisze:

    Moja Mama opowiadała podobnie, ze początek wojny zaczął się nie najgorzej, dopiero później ludność poznała co znaczy słowo „okupant”.

  31. ~tromek pisze:

    REWELACJA!!!
    Kto dziś jeszcze tak pisze? I z taką pasją szuka „cieni” swoich przodków?
    Jestem pełen podziwu i szacunku.
    Swoją drogą, ma Pani mnóstwo pamiatek i fotografi to też szczęślwy traf, że ocalały. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.
    Pozdrawiam,

  32. ~zyga pisze:

    Przepiękny blog, mogę ci tylko pozazdrościć tylu pamiątek, wspomnień. Przeczytałam cały w kilka dni i jestem już stałą czytelniczką.

    Vilejko może na tej stronie odszukasz groby należące do twojej rodziny : http://grobonet.com/
    Odnośnie wpisu, na którym jest Andzia z legitymacją kolejową – może w waszej rodzinie był jakiś kolejarz? – rodziny kolejarzy miały i mają takie legtymacje uprawniające do darmowych podróży koleją.

    Pozdrawiam Cię serdecznie,
    Zyga

  33. ~Thores pisze:

    Dziwi mnie oburzenie niektórych, dotyczące opisu rozdawania cukierków. Jeżeli takie były fakty, to dlaczego autorka nie powinna ich opisywać? A swoją drogą blog jest interesujący. Ci, którym nie pasuje po prostu nie muszą czytać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>