„Ja już nikogo potem nie szukałam…”

Jak to się dziwnie składa (a może wcale nie dziwnie, bo to chyba kolejna rzecz, która wydarzyła się „po coś”). Dzięki listowi Maśki do mojego wuja Julka, tak całkiem przypadkowo, niemal na marginesie dowiedziałam się o istnieniu, wtedy dla mnie „jakiegoś”, Tadka Lasonia i „jakiejś”Aliny Damasiewicz, która była jego narzeczoną. Potem Basia skojarzyła nazwisko Tadka z okazałym grobowcem ze zdjęciem na porcelanie – tuż przy samym wejściu głównym na nasz cmentarz parafialny, a Zuzia przypomniała sobie, że jakiś czas temu widziała stojącą przy tym grobie starszą panią i myślała wtedy, że to może ukochana tego chłopaka („ale nie, no raczej ktoś z rodziny, takie historie to tylko w filmie się zdarzają”). A potem była ta kwesta na cmentarzu, kiedy  stałam blisko tego grobu. Wtedy jeden z przechodzących ludzi, mój znajomy, chciał mi powiedzieć, że ten „Tadek Lasoń był harcerzem od Luzara” i poprawił mnie, kiedy się pochwaliłam, że wiem, że jego dziewczyna nazywała się Alina Domaniewicz.
„- Damasiewicz! Jeszcze parę lat temu tu przychodziła, ale teraz już bardzo licha jest…
– To ona żyje!? – niemal wykrzyknęłam.
– Ano żyje, zbliża się do setki. Nigdy nie wyszła za mąż.”
Niemalże opętana chęcią rozmowy z panią Aliną, próbowałam jakoś się z nią skontaktować i wreszcie udało się! To było bardzo wzruszające spotkanie. Wiem, że będę odwiedzać tę niezwykłą kobietę. I pomagać, na tyle, na ile potrafię. Bo zasługuje na to.

Kiedy przeczytałam jej ten fragment listu o śmierci Tadka, od razu powiedziała:”To było w czterdziestym drugim”. Opowiedziałam jej, jak doszłam do tego, że ten chłopak ze zdjęcia nagrobnego to on, że „taki piękny chłopak”, że „to był Pani narzeczony”… I wtedy ten jej nagły szloch i słowa, których nigdy nie zapomnę: „Ja już nikogo potem nie szukałam. A później wpadłam w wir harcerstwa i harcerstwo było dla mnie wszystkim.”
W takich chwilach nie bardzo wiadomo, co powiedzieć, żeby się samemu nie rozpłakać lub żeby nie zabrzmiało głupio…. Bo od śmierci Tadka minęły ponad 72 lata, a ona naprawdę ciągle za nim tęskni i na jego wspomnienie łzy same napływają do oczu.
„Ślepa kiszka”, jak to określiła pani Alina, była powodem śmierci jej ukochanego. I jakaś niekompetencja lekarza, albo brak lekarstwa… Doskonale pamięta, że to właśnie w 1942 roku doktor Fleming za pomocą odkrytej przez siebie penicyliny zaczął ratować chorych na sepsę żołnierzy. Ale to było na froncie. Dla „zwykłego” chorego nie było ratunku. Pęknięty wyrostek spowodował zapalenie otrzewnej i Tadek zmarł….

Alina1

 

Z albumu ze zdjęciami wypadła ta fotografia. „To było zrobione zaraz po śmierci Tadka.” Faktycznie – na odwrocie jest data: styczeń 1943.
Zarówno jej narzeczony, jak i sama pani Alina są wymienieni na liście członków Harcerskiego Oddziału Szybowcowego, do którego należał także trzebinianin z urodzenia, pilot polskich dywizjonów myśliwskich RAF, zmarły przed dwoma laty ppłk Edward Jaworski. Jaworski spisał swoje wspomnienia w książce „Zranione skrzydło” (wydanej w 1995). Część tych wspomnień dotyczy właśnie czasu, kiedy wielu młodych trzebińskich harcerzy wstąpiło do HOS-u, powstałego z inicjatywy wikariusza tutejszej parafii, księdza Mariana Luzara, który pełnił również funkcję naczelnego kapelana ZHP. W książce są zdjęcia, na których wśród innych młodych harcerzy-szybowników jest Tadek Lasoń.W latach 1936-39 HOS liczył zaledwie 26 członków.  Nie wiem, czy żyje jeszcze ktoś poza panią Aliną. To naprawdę żywa legenda.

pani-Alina1 (1)

Mój Boże, tylu rzeczy się od niej dowiedziałam. Znała Maśkę Bryndzką i jej brata Jurka. Ich matką była Aniela Bryndzka, nauczycielka. A Posenerstrasse, przy której mieszkali Bryndzcy, to była w czasie okupacji obecna ulica Kościuszki.  I wcale nie mieszkali tam czasowo – to był ich własny dom rodzinny. To stamtąd zostali wysiedleni na Kinderheimstrasse, a nie odwrotnie- jak sądziłam poprzednio. Zresztą rodzina pani Aliny mieszkała w tym samym domu, co oni – koło dawnego hotelu Brzózki. Pamięta burmistrza Willmanna i jego żonę, gestapowca Bohusza, który za każdym razem, kiedy spotykał jej młodszą siostrę, Jankę, po polsku liczył czarne loczki po obu stronach jej ślicznej buzi. I na pewno wiele innych rzeczy, o których nie zdążyłyśmy porozmawiać.

Ale jestem przekonana, że los zetknął mnie z tą wspaniałą, mądrą osobą, nie tylko po to, żeby dowiedzieć się tych wszystkich interesujących mnie rzeczy.
Bóg daje mi kolejną szansę…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Trzebinia dawniej i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „„Ja już nikogo potem nie szukałam…”

  1. To spotkanie na pewno jest „po coś” – masz rację.
    O pilocie Edwardzie Jaworskim dowiedziałam się dopiero przy okazji jego śmierci i pogrzebu, który odbył się w Zielonej Górze, z którą był związany lotniczo. Asystą lotniczą pogrzebu tego pilota weterana, czyli tradycyjny przelot nad grobem był samolot grupy akrobacyjne Żelazny, pilotowany przez mojego znajomego pilota, płk. Wojciecha Krupy. I Twój wpis znów mi przypomina, że koniecznie muszę sięgnąć po książkę „Złamane skrzydło”.

    • ~Joanna pisze:

      Aż żal czytać na stronie „Przelomu”, że pani Alina niedawno odeszła… Ale zapewne jest przy swoim Ukochanym. P.S. Z całego serca pozdrawiam Autorkę bloga i gratuluję świetnego pomysłu na zachowanie rodzinnych pamiątek i stworzenie magicznego miejsca, do którego z radością wraca się, żeby sprawdzić co nowego Pani odkryła.

      • vilejka pisze:

        Wierna mu pozostała do końca życia. Mówił o tym pięknie ksiądz w pożegnalnym kazaniu.
        A Tadek już pewnie Ją mocno przytula … Tak długo na siebie czekali.

  2. ~ewa pisze:

    Moje ojca pewnie też pamięta…

  3. ~Sabina pisze:

    Niesamowite to wszystko………….

  4. ~Ewa pisze:

    Niesamowita historia o miłości… Kochać tak kogoś przez całe swoje życie. Piękny człowiek.

  5. ~justyna pisze:

    Świetny blog!!! Przeczytałam” jednym tchem”, nie mogłam się oderwać.

  6. ~RademenesII pisze:

    Kiedyś chyba ludzie inaczej kochali. W ogóle inną mieli mentalność. Moja Babcia ma lat 94, umysł całkiem jasny jeśli chodzi o przeszłość. Spisujemy historię. Jak szaleniec z kolegą biegamy po ludziach – staruszkach, chcąc zdążyć przed śmiercią… Ich historia, motywy postępowania… tak dalece inne od naszych. Czasem mam wrażenie że szlachetniejsze, czystsze, przejrzyste.
    Gdzie to się podziało?

  7. ~bgl pisze:

    Nie szukała… szukali inni.
    Znalazła ją Viola i czuwa przy niej jak „Anioł”.

    B

  8. ~bgl pisze:

    Anioł, który Viola się nazywa, przypomina nam o Alince ;).
    Dzisiaj byłyby urodziny pani Alinki, dzięki Violi, pamiętam!

    Wspaniała, niezapomniana i niezastąpiona Alinka…
    B

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>