Jasia: nadrabianie braków w edukacji 1945-1946

W pierwszym powojennym roku Jasia musiała nadrobić całą edukację szkoły podstawowej. Miała skończone piętnaście lat, a naukę przerwała na poziomie piątej klasy, kiedy w 1942 roku z całą rodziną została wywieziona do obozu. Zresztą nauka i w tej piątej klasie odbywała się w oparciu o ogromnie okrojony przez okupanta program.
Z tego pierwszego roku po wojnie mam tylko jej zeszyt rachunkowy.

13578623_1222182197814104_478611870_n

13549090_1221055991260058_1891659358_oPewnie nie było dostatecznie dużo podręczników, bo w zeszycie są pełne treści zadań tekstowych. Na przykład o tym, że na Wileńszczyźnie skrzynia jaj kosztuje 39 zł 20 gr, a w Warszawie 44 zł 80 gr. I czy opłaci się sprowadzać te jaja z Wileńszczyzny. Albo o uczniach uprawiających siatkówkę, koszykówkę i … piłkę bramkową.
Czasem o czymś zapominała.

13570037_1221077674591223_1709918306_oNa razie nie udało mi się rozszyfrować inicjałów jej nauczycielki (czy nauczyciela) matematyki, ale niewykluczone, że mogła nią być Aniela Jarczykówna (lub Jurczykówna) wymieniona w indeksie nazwisk w naszej trzebińskiej monografii.

Najcudniejszą jednak dla mnie rzeczą jest narysowany przez Jasię w zeszycie plan naszego domu – o nieco zaburzonych proporcjach jeśli chodzi o przybudówkę, ale to zupełnie bez znaczenia.

13509610_1221079387924385_501916744_oDo dziś właściwie niewiele się zmieniło poza tym, że zamiast pojedynczych okien są duże weneckie, a sypialnia zmieniła się miejscem z jadalnią, teraz nazywaną salonem, a w czasach mojego dzieciństwa po prostu dużym pokojem. No i nie ma tam łazienki (nie tej zimnej przedwojennej łaźni w przybudówce), bo dopiero na początku sześćdziesiątych lat wydzielono ją z części kuchni.
Dzięki datom zapisywanym na marginesach wiem, że Jasia poszła od razu do siódmej klasy i dzięki temu wiosną 1946 roku mogła otrzymać świadectwo ukończenia szkoły podstawowej. Niestety nie mam tego świadectwa. Prawdopodobnie było wśród dokumentów, które zostały skradzione na dworcu, zdaje się, że we Wrocławiu, kiedy jechała ze swoją mamą do nowej szkoły w Szczytnej. Ale to było później. Wcześniej była jeszcze inna szkoła.

Kiedy w kwietniu 1946 roku Andzia pisała ten list, nie miała jeszcze pomysłu, gdzie mogłaby kontynuować naukę jej szesnastoletnia córka. Jan, jej mąż, był już bardzo chory. Nie bardzo mieli za co żyć. A jednak we wrześniu Jasia została posłana do Państwowego Seminarium dla Wychowawczyń Przedszkoli w Mysłowicach. Seminarium było co prawda „państwowe”, ale z tego, co mówiła Mama, trzeba tam było płacić jakieś czesne. Może to chodziło o opłatę za internat, w którym mieszkała. Nie wiem. W każdym razie była w tej szkole tylko rok, chyba nawet nie cały, bo po śmierci ojca, utraciwszy prawo do jego renty (!)  nie miały jak opłacić Jasinej edukacji. Zachował się jej zeszyt do języka polskiego z Seminarium.

13523913_1221025154596475_1960964118_oZaraz za stroną tytułową znana z przedwojennych zeszytów inwokacja – chyba jeszcze nie tak ryzykowna, jak za parę lat.

13556052_1221024314596559_859477800_oW Seminarium znalazły się uczennice z różnych rejonów Polski i tym zapewne jest podyktowany fakt, że pierwszy temat wypracowania brzmiał: „Co słyszałam o Śląsku?”
Ale na kolejnych stronach też wiele odniesień do Górnego Śląska: opowiadania Morcinka, postać Karola Miarki, dogłębna analiza trzech śląskich powstań.
Z wpisu 2 października dowiedziałam się czegoś więcej o klasie Jasi: było w niej 36 uczennic – z Górnego Śląska, Mazowsza, Małopolski, „a nawet są dwie koleżanki, które odbyły już podróż przez Syberię”. O tym, że nie mogą się nigdy nagadać i gadają przeważnie podczas lekcji. Że są blondynki, brunetki i szatynki, zgrabne i mniej zgrabne, małe i duże.  Zdolne – „takie jak na przykład Lodzia, która pragnie od razu chodzić do drugiej klasy” i mniej zdolne, „które nie mogą się tak od razu wybijać w nauce.”
Kiedy indziej zadano wypracowanie „Jak spędzam czas od przyjścia ze szkoły po chwilę udania się na spoczynek.” Dzięki niemu wiem, jak mniej więcej wyglądał dzień mojej mamy w tamtym okresie.
„Przychodząc ze szkoły, idę na górę i rozbieram się z płaszcza. Schodzę na dół do świetlicy i przygotowuję się do obiadu. Po obiedzie jest godzina wolna od lekcji, więc robię co mi się podoba. Po godzinie wolnej odrabiam lekcje, zwykle aż do kolacji.
Po kolacji siedzimy pół godziny  w świetlicy. O godzinie wpółdodziewiątej przychodzi pani profesorka, wychowawczyni internatu i odmawiamy modlitwę.
Po modlitwie udajemy się do toalety, aby umyć się przed spaniem. Następnie idziemy do łóżek i po całodziennym ruchu zapada zupełna cisza.”
Prawdopodobnie w niedzielę 17 listopada, kiedy jej tata umierał, Jasia była w domu w Trzebini. W poniedziałek pięć dni wcześniej,  pisała wypracowanie „Moja wczorajsza niedziela”. Była zła, bo padał deszcz, który  jej „podziałał na nerwy ujemnie”, a w dodatku miała ze sobą skrzypce w futerale z tektury i bała się, że jej w drodze przemokną. Do internatu przyjechała zziębnięta i przemoknięta na siódmą.

13524100_1221024234596567_765265620_o

 

Przez tydzień po śmierci taty została w domu. Brak jest kilku wpisów, dopiero w kolejny poniedziałek, 25 listopada pisała charakterystykę Janka Muzykanta. Zeszyt kończy się początkiem grudnia. Ostatnim wpisem jest streszczenie „Marcina Kozery”. Ale chyba niezbyt uważnie czytała tę lekturę…

13549232_1221024207929903_575883534_oA skrzypce w tym samym tekturowym futerale, na który później uszyto pokrowiec z „dermy” ciągle u nas są. Kiedyś m u s i a ł a m  uczyć się na nich grać…

 

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii czas tuż po wojnie, stare zeszyty szkolne, szkoła dawniej, Trzebinia dawniej i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Jasia: nadrabianie braków w edukacji 1945-1946

  1. ~kasiask pisze:

    Doczekalam się!!!!!!! Chcę więcej!!!!! :) :)

    • vilejka pisze:

      No, było mi już okropnie wstyd, że tak nie mogę się zorganizować. Pani komentarze mnie w to poczucie wstydu wpędzały :) Ale i motywowały. Poprawiam się!

  2. Znowu się powtórzę, ale nie umiem powstrzymać się od zachwytu nad ciągłością miejsca, w którym żyjesz i tym, że teraz Ty „piszesz” żywą historię swojego domu przeżywając w nim dzień po dniu. W otoczeniu tych samych przedmiotów, mając „pod ręką” wszystkie te pamiątki. I choć dom się troszkę zmienił, a futerał nie jest już tylko tekturowy, to niczego nie zmienia. I to jest po prostu piękne !

    Ściskam Cię najserdeczniej,
    BB

  3. ~Kbc pisze:

    Dobrze że znów napisałaś :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>