Julek, raz jeszcze

Szukając świadectw Mamy związanych ze zmianą przez nią szkoły średniej znalazłam list, o którym kiedyś wspominałam. Świadectwa też są, wkrótce o tym napiszę.
Kiedy mój dziadek pisał swój testament , wierzył, że jego najstarszy syn jeszcze się odnajdzie. Jedna z moich czytelniczek poprosiła przy okazji tego wpisu, żebym jeszcze coś napisała o losach Julka, a ja zdając sobie sprawę, że raczej nic nowego nie uda mi się ustalić obiecałam uporządkować wszystko to, co wiem o tej – niezwykłej dla mnie – postaci.
Napisałam „niezwykłej” i natychmiast zdałam sobie sprawę, że ktoś może mi zarzucić, że popełniam nadużycie. Bo tak naprawdę co niezwykłego zrobił w swoim krótkim życiu? Nawet nie walczył w obronie Ojczyzny w 1939 roku, choć miał wtedy prawie 19 lat. Pewnie miało to jakiś związek z jego „zwolnieniem z ćwiczeń cielesnych” w okresie gimnazjum, choć na pierwszy rzut oka był zupełnie sprawny fizycznie. Mama nigdy nie wspominała o jakichś jego niedomaganiach, krewni, którzy go pamiętają mówią, że był wysokim, przystojnym chłopakiem. Więc nie wiem… Za jego „niezwykłością” nie mogą też przemawiać wyniki w nauce. Pamiętam, jaka byłam zdezorientowana oglądając jego świadectwa gimnazjalne ; moja Mama zawsze wyrażała się o nim jak o wyjątkowo inteligentnym człowieku, a tu taki klops… Chyba był takim trochę …lawirantem.
Mimo to jednak przejęłam od Mamy tę ogromną sympatię do mojego nieznanego wuja i odkrywanie kolejnych kart jego historii było dla mnie niesamowitym przeżyciem, a on sam – tak, mimo wszystko – jest dla mnie postacią niezwykłą.
Urodził się 25 października 1920 roku w Sierszy, gdzie jego tata, mój dziadek Jan mieszkał i pracował jako szofer – mechanik w Sierszańskich Zakładach Górniczych, konkretnie w kopalni „Artur”. Dziadek był posiadaczem jednego z pierwszych w wolnej Polsce prawa jazdy, zwanego wówczas „Świadectwem uzdolnienia” i tym samym jednym z pierwszych „kierowników samochodów”. Mamą Julka była pierwsza żona dziadka, Anna Randee, Francuzka, arystokratka, potomkini mennonitów, przywieziona przez dziadka z Astrachania, gdzie sam spędził kilka lat, zanim postanowił uciekać przed bolszewikami i ratować przed nimi również Annę, którą poślubił w 1913 roku, co udało mi się odkryć dzięki „tajnemu współpracownikowi”, który przejrzał dla mnie astrachańskie archiwa. Historia związana z Anną też jest niesamowita; jeśli kogoś to zainteresuje, polecam wpisać w wyszukiwarce na blogu (w prawym górnym rogu): „Anna Randee” i prześledzić moje „śledztwo” w jej sprawie.
anna_i_jan_do_bloga
Julek urodził się w dwa lata po ucieczce rodziców z Rosji, a po półtora roku przyszła na świat jego siostrzyczka Ania. Jej matką chrzestną została Andzia, moja babcia, która – co także udało mi się odkryć – została wcześniej przyjaciółką Anny. Były w podobnym wieku, na pewno się mogły polubić. Jan był kuzynem, a właściwie wujem Andzi (dlatego się poznały), a ona sama … przeżywała właśnie odejście ukochanego Sieroży, który – zawodowo i rodzinnie postanowił związać swoją przyszłość z Chełmem.
Niewykluczone, że Andzia bywała z Nowakami na sławetnych balach w sierszańskim Sokole, czy w kasynie urzędniczym. Na jednym z tych balów żona Jana bardzo się przeziębiła. Jej malutka córeczka też wtedy ciężko zachorowała.
Mała Ania zmarła w maju 1923 roku, w wieku piętnastu miesięcy, a wkrótce po niej jej mama, którą Andzia pielęgnowała przez kilka ostatnich miesięcy życia, przeniósłszy się na ten czas z Czeladzi do Trzebini. Wtedy opiekowała się też dwuipółletnim Julkiem. Bo Jan przecież musiał pracować.
Po śmierci Ani i Anny została w Trzebini, a po pięciu miesiącach, 10 listopada 1923 roku poślubiła Jana i tym samym stała się mamą dla Julka.

Andzia_z_Dziecmi

OLYMPUS DIGITAL CAMERA


Bardzo go kochała i zawsze traktowała jak własne, a nie przybrane dziecko.
Na zdjęciach powyżej jest też Olusia, córeczka Andzi i Jana, urodzona dziewięć miesięcy po ślubie, która zmarła w wieku niespełna czterech lat.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W drugiej połowie lat dwudziestych Nowakowie mieszkali w Sierszy, w jednym z domów w pobliżu willi dyrektora Zakładów Sierszańskich (obecnej willi NOT) zamieszkiwanych głównie przez pracowników wyższego szczebla. W pobliskim Kasynie Urzędniczym (dziś nieistniejącym) mogło mieścić się przedszkole i z niego prawdopodobnie pochodzą dwa powyższe zdjęcia. Jeszcze parę lat temu nie potrafiłabym określić miejsca ich wykonania, szukałam nawet przez lokalną prasę – bez skutku, ale po raz kolejny dzięki Internetowi ktoś pomógł mi w rozpoznaniu i dziś wiem na pewno, że schody, na których tak malowniczo pozują dzieciaki i najwyższy z nich Julek prowadziły właśnie do Kasyna Urzędniczego w Sierszy.

W 1930 roku Julek przystąpił do Pierwszej Komunii Św. – w kościele w Krystynowie, który wtedy był kościołem parafialnym dla Sierszy.

KOmunia

Wtedy miał już siostrzyczkę – Jasię, moją Mamę, która przyszła na świat miesiąc wcześniej. Po pięciu latach urodził się Olek.

chrzciny Olka

Julek w latach trzydziestych był uczniem Gimnazjum Męskiego w Chrzanowie.Potem Koedukacyjnego w Oświęcimiu.

Julek gimnazjalistaNie był wybitnym uczniem, czego dowodem są świadectwa, o których wspominałam. Ale zawsze przy okazji tych jego mało spektakularnych wyników w nauce myślę o tym, że i ówczesne wymagania musiały być dużo wyższe, bo po lekturze jego zeszytów wiem, że dziś byłby uczniem co najmniej dobrym.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W czasie okupacji Julek przez jakiś czas  (od 1941) pracował w Breslau; dzięki temu uniknął wysiedlenia i wywózki do obozu w 1942 roku.

JUlek Breslau

Przeżywał swoje miłości (i romanse) – zachowały się listy od Maśki Bryndzkiej, z którą, zdaje się, łączyło go to drugie i od Haneczki- Niusi Pieczonki, z którą planował ślub…
Kiedy rodzice i rodzeństwo byli już w obozie we Frysztacie, a potem w Boguminie przyjeżdżał do Trzebini i pewnie patrzył na dom, w którym mieszkali już Weberowie – umsiedlerzy z Bukowiny, którym przydzielono ten adres. Po drugiej stronie ulicy był dom wujenki Kołodziejczykowej i pewnie u niej mógł wtedy nocować. Bywał też w Czeladzi u babki Ludwiki i u wuja Felka. Zawsze miał ze sobą jakąś kontrabandę, najczęściej tytoń, a to było bardzo ryzykowne.
Prawdopodobnie został złapany podczas jakiejś łapanki w Krakowie w 1944 roku (Andzia miała skądś tę informację i podawała ją szukając syna przez Międzynarodowy Czerwony Krzyż, ale ta data nie jest sprawdzoną informacją). Zaświadczenie o zatrudnieniu mogło być dla niego przepustką do wolności, chyba że … miał przy sobie coś, czego mieć nie powinien.
Przewieziono go do więzienia w Miechowie. Tam właśnie poznał Barbarę Gołębską, która szukała go początkiem września 1945 roku. Prawdopodobnie przez kogoś, kto jechał do Trzebini, znając tylko nazwisko ojca Julka, podała list z prośbą o kontakt.

List o Julku adresat

List o Julku a 1945
„Łaskawy Panie!
Jeżeli to możliwe to proszę o wiadomość o Synu Pana, p. Julianie Nowaku, który był przez trzy tygodnie moim towarzyszem niedoli w więzieniu w Miechowie. Został potem przewieziony do więzienia w Królewskiej Hucie.
O ile Pan Julek jest już w domu to niech sam do mnie napisze. Do 15 września będę w Zakopanem pod adresem: ul. Kasprusie, willa „Zawrat”. Potem wracam do Krakowa, gdzie adres mój jest: ul. Starowiślna 39 m.4
                                               Barbara Gołębska”

Jak przez mgłę pamiętam, że mama coś opowiadała, że kontaktowali się z tą panią, ale oczywiście wtedy niczego więcej się od niej nie dowiedzieli.
Pod koniec lat 80′, Olek, młodszy brat Julka po wieloletnich poszukiwaniach w różnych archiwach uzyskał odpis aktu jego zgonu.

akt zgonu Julka a
akt zgonu Julka b

 

Teraz widzę, że musiał być jeszcze jakiś dokument stwierdzający śmierć Julka, bo pamiętam, że było tam napisane: „zastrzelony podczas próby ucieczki”. Muszę poszukać…
Jest jeszcze jedna zagadkowa dla mnie rzecz. Olek zrobił skan koperty z adresem do Julka (oryginału chyba nigdzie tu nie mam).

koperta listu do Julka do więzieniaO ile już wcześniej wiedziałam, że w obozie 4923 w Królewskiej Hucie (czyli w Chorzowie) przebywał w 1943 roku ( kartka do Jurka Bryndzkiego i pozdrowienia do jakiegoś Ullego), to ta koperta jest dla mnie zupełną zagadką. List wysłano z  B r es l a u 13 ma ja 1943 roku na adres obozu,a charakter pisma jest niezwykle podobny do dziadkowego. A przecież dziadek był wtedy w obozie we Frysztacie.
Szkoda, że nie ma tego listu. Może był w domowym archiwum wujka Olka, ale tyle osób pomagało mi w uporządkowaniu mieszkania po jego śmierci i tyle było tam pracy, że trudno teraz zastanawiać się nad tym, czy ktoś przypadkiem nie uznał, że jest to mało wartościowa makulatura i po prostu nie wyrzucił do śmieci. Treść listu mogłaby pewnie wiele wyjaśnić.
Informacja podana przez Andzię, że aresztowano go w 1944 też może być nieścisła. Bo to by oznaczało, że w Królewskiej Hucie był więziony dwukrotnie. Ale z drugiej strony ta korespondencja z 1943 roku jakoś się u nas znalazła, choć wcale nie była wysyłana na trzebiński adres. Więc to możliwe – w Królewskiej Hucie, czyli w Chorzowie był dwukrotnie. I wcale nie musiało to być to samo miejsce: w 1943 Gemeinschaftslager, a potem więzienie…
Teoretycznie Barbara Gołębska ze Starowiślnej 39 w Krakowie może jeszcze żyć…
Spróbuję to sprawdzić.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii czas tuż po wojnie, stara fotografia, Trzebinia dawniej i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Julek, raz jeszcze

  1. ~Sylwia pisze:

    Mamy taką piękną nazwę polskiego miasta jak – WROCŁAW. Dlaczego używasz Breslau??

  2. ~Kbc pisze:

    Bardzo Ci dziękuję za ten post o Julku :)

  3. A to się szykuje wyprawa do Krakowa :) Może będzie owocna, czego serdecznie Ci życzę.
    BB

  4. kasiask pisze:

    Julki takie są! :)
    Oceny mojego syna również nie odzwierciedlają jego inteligencji i umiejętności. :)

  5. ~Lukasz pisze:

    Bardzo ciekawie piszesz. Polecam sprawdzić wpisy na stronie http://www.straty.pl ( wykazy osób represjonowanych w czasie II WŚ). W bazie znajduje się Julian Nowak, który zginął w trakcie ucieczki 21.4.1944 w Bielszowicach (Ruda Śląska), co jest zgodne z zamieszczonym w poscie odpisem aktu zgonu. Aa i polecam napisac ksiazke zawierajaca wszystkie wpisy z tego bloga :)

    • vilejka pisze:

      Bardzo dziękuję. Faktycznie jest w tym wykazie i to dwukrotnie. Jeden z wpisów podaje nie tylko okoliczności śmierci, ale też jego zajęcie :
      „Zastrzelony przez policję podczas ucieczki, robotnik”
      Jest dokładna data śmierci, a tylko rok urodzenia. Nie ma imion rodziców. Ciekawe, skąd pochodziły dane źródła, którym się posłużono, bo gdyby to był akt zgonu, umieszczono by także pozostałe informacje.
      Dziękuję za dobre słowo i za doping do napisania książki. Coraz bardziej do tego dojrzewam…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>