Wizyta w Chełmie – 2016.

Znowu byłam w Chełmie. Jak rok temu. Bardzo mnie ciągnie w tamte strony. Bo ciągle mam nadzieję, że jeszcze coś uda się znaleźć, czegoś dowiedzieć, porozmawiać z kimś. Mimo, że tak naprawdę nie ma już nikogo, kto byłby „łącznikiem” z Sierożą, który stał się tak ważną częścią mojego życia.
Niektórzy, tak jak jedna z moich znajomych, dziwią się, że po tym, jak odkryłam, że to on porzucił swoją narzeczoną, moją babcię Andzię, nadal tropię jego ślady i tak jestem nim zafascynowana. Ale jakże mogłoby być inaczej? Dla mnie nie ma znaczenia, że ich miłość się skończyła (a może wcale nie?), ale że BYŁA. I że była taka ważna, że Babcia zza grobu „zmusiła” mnie, bym go odnalazła.
Gdyby nie on, pewnie nigdy nie pojechałabym w tamte strony. A teraz, przyjechawszy tu po raz drugi, czułam tak ogromną radość, jakbym wracała w „swoje” strony.

chełm widok z Kameny

 

kościół Rozesłania Ap. Chełm

Od razu m u s i a ł a m pobiec do kancelarii kościoła pw. Rozesłania Apostołów. To stamtąd wyruszyłam rok temu szukać chełmskich śladów Sieroży. Pan organista, pierwszy z tych życzliwych ludzi, których można tu spotkać na każdym kroku, pamiętał mnie. Ucieszył się, że tyle udało mi się dowiedzieć. Podpowiedział jeszcze kilka rzeczy. Znaleźliśmy też wpis o śmierci matki Marii, żony Sergiusza. Zmarła na początku września 1945 roku. Maria już wiedziała wtedy, że jej mąż nie wróci z wojny, zginął też brat (jest na liście katyńskiej), ojciec nie żył od dawna. I chyba nie było żadnej innej rodziny. Spotkałam się z panią Jolą, która znała Halusię i ona opowiedziała mi, że na pogrzebie poza znajomymi z pracy była tylko siostra – Danusia. Zupełnie nikogo już nie miały.
A przecież Sieroża miał dość liczne rodzeństwo, dziwne, że z nikim nie utrzymywały kontaktu. Może z powodu odległości, bo prawdopodobnie wszyscy zostali na Śląsku lub w Zagłębiu. Ciągle więc może się jeszcze okazać, że ktoś z tych dalszych krewnych trafiwszy na mój blog przypomni sobie o spoczywającej na dnie szuflady fotografii przystojnego legionisty i skojarzy go z „moim” Sierożką…
   Kiedy rok temu trafiłam na wpisy w księgach parafialnych, najpierw o ślubie, a potem o chrztach córek Sieroży, za każdym razem wiek jego żony podawany w tych zapisach budził wątpliwości. Co prawda przy ślubie w 1920 podano, że panna młoda miała 24 lata (tyle, co jej narzeczony), ale przy chrzcie urodzonej siedem lat później Halusi miała … 22 lata! Rok później, kiedy chrzczono Danusię miała już 29 lat. Na jej nagrobku podano, że zmarła w roku 1973, w wieku 73 lat.

bazylika z wieży.m
Udało mi się w końcu dotrzeć do jej aktu zgonu – w kancelarii na Górce Katedralnej.

akt zgonu Marii a. male akt zgonu Marii b. male

Okazuje się, że była rok starsza od Sieroży. A ponad dwa lata od Andzi.

Zmarła na nowotwór w sierpniu – tak jak jej mąż, w trzydzieści dwa lata po jego śmierci. W chwili śmierci miała więc 78 lat, a nie 73 jak to napisano na pomniku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z tych wcześniejszych dokumentów zgadza się tylko wiek podany w akcie ślubu – że w lipcu 1920 roku miała 24 lata (choć rocznikowo to już właściwie 25; jeśliby liczyć w analogiczny sposób, to Sieroża miał wtedy 23 lata). Kiedy urodziła Halusię miała prawie 32 lata, Danusię – 33. Może miała jakiś kompleks, stąd to wieczne zatajanie prawdziwego wieku? 
Jedna ze znajomych Halusi, pani Jola, opowiedziała mi uroczą anegdotkę. Halusia,w czasie kiedy pracowała w ChaDeKu, miała wtedy około 60 lat, nie wiadomo czym powodowana zawsze starała się „odmłodzić” Danusię (która była przecież zaledwie rok młodsza od niej). Kiedy ktoś przyniósł do biura jakiś ciuch –  do sprzedania, czy pokazania, wyrażała swoje zainteresowanie (choć sama najczęściej ubierała się w ciemną plisowaną spódnicę i jasną bluzeczkę) i mówiła: „No, mnie to by już nie pasowało, ale dla takiej czterdziestki jak Danusia, to mogłoby być.” Robiła to tak skutecznie, że właściwie dopiero kiedy Danusia zmarła, wszyscy dalsi znajomi poznali jej prawdziwy wiek.

Halusia Mirowska                                                Halusia podczas jednej z wycieczek zakładowych – lata 80′                          
              Byłam w bibliotece, gdzie rok temu udało mi się zainteresować historią Sieroży panie pracujące w czytelni. Zupełnym przypadkiem miała tam tym razem dyżur jeszcze jedna znajoma Halusi – pani Maria, która przysłuchując się mojej rozmowie z towarzyszącą jej koleżanką nieśmiało zapytała, czy to o Halusię Mirowską chodzi. Niemal spijając każde słowo z jej ust dowiedziałam się kilku drobiazgów o siostrach. Drobiazgów, które składają się na obraz ich życia.

Po pierwsze obie były niezwykle sceptyczne w stosunku do mężczyzn. Potwierdziła to też potem pani Jola. Danusia poznała kiedyś w sanatorium (dokąd jeździła w związku z postępującą chorobą stawów) pewnego mężczyznę. Znajomość była na tyle zażyła, że nawet planowała ślub, ale Halusia „wszystko rozgoniła”. Bo miał za duże, czy za czerwone dłonie. I nie byłby dobrym mężem.
Dowiedziałam się też, że tuż po wojnie, zdaje się, że mieszkały wtedy jeszcze na Reformackiej, dziewczynki razem ze swoją mamą miały osobliwy, ale piękny zwyczaj: w Wigilię wychodziły przed dom i częstowały przygotowanymi wcześniej potrawami, przede wszystkim tych, którzy byli od nich ubożsi.

20 m
Halusia bardzo ciepło wspominała ojca – matkę raczej nie. Podobno dało się wyczuć, że ich wzajemny stosunek nie był szczególnie serdeczny. Była też dumna z tego, że ojciec był przedwojennym wojskowym. Jeździły na Powązki Wojskowe na grób ojca, przy okazji odwiedzając też grób jakiegoś Jureczka. Niestety pani Maria nie wie, kim był Jureczek.
Z kolei pani, która rok temu pozwoliła mi skopiować stare zdjęcia Mirowskich przypomniała sobie jeszcze, że Danusia opowiadała, że po wrześniu „strasznie czekały na ojca”. I że w czasie, kiedy już przebywał w Szpitalu Ujazdowskim jego żona Maria najprawdopodobniej raz go tam odwiedziła. Pewnie były też  jakieś listy ze szpitala, może ze stalagu, ale niestety nie ma po nich śladu. Prawdopodobnie przepadły w czasie licznych przeprowadzek po wojnie. Szkoda…

       Udało mi się też dotrzeć do pani Zofii, sąsiadki sióstr, która od niemal pięćdziesięciu lat mieszka na 1 Pułku Szwoleżerów. W każdym razie mieszkała tam już wtedy, kiedy żyła jeszcze żona Sieroży. Oczywiście, że ją pamięta. Ulica nosiła wtedy nazwę Odrodzenia Wojska Polskiego. Pięknie mi opowiadała o  przeszłości, przede wszystkim swojej, ale to nie był dla mnie stracony czas. O tym, że urodziła się i mieszkała w Marysinie, a do szkoły chodziła do Rejowca (który swą nazwę zawdzięcza założycielowi – Mikołajowi Rejowi). Do tego Rejowca miała siedem kilometrów – zimą wraz z kilkorgiem innych dzieci jeździła do szkoły na nartach. W Chełmie bywała przed wojną z rodzicami na zakupach: „Cała Lwowska była żydowska – same sklepy”. W Rejowcu Żydów było jeszcze więcej. Miała żydowskich nauczycieli w szkole i wiele koleżanek Żydówek; niektóre z nich zapraszały ją do siebie z okazji żydowskich świąt. Bo generalnie we wspomnieniach pani Zofii relacje polsko-żydowskie były bardzo poprawne.

P. Zofia Otrębowska - Rzeźniak sąsiadka sióstr

Piękna, elegancka, prawie dziewięćdziesięciotrzyletnia pani o jasnym umyśle i doskonałym wzroku. Zachwyciła ją historia Andzi i Sieroży. Pokazałam jej na komórce zdjęcia. Podpisy czytała szybciej ode mnie. Bez okularów. 

Zapamiętała matkę Danusi i Halusi jako osobę zamkniętą w sobie, trochę wyniosłą, sprawiającą wrażenie bardzo wykształconej. Żaden kawaler z otoczenia córek nie był odpowiedni, by zostać jej zięciem. Podobno swego czasu Halusia była bardzo zauroczona pewnym mężczyzną, ale matka skutecznie wybiła go córce z głowy, bo … był kierowcą i „nie pasował do nich”. Pojawiali się jeszcze inni, ale też ze zbyt marnym wykształceniem jak na aspiracje pani Mirowskiej. Pewnie stąd wzięło się nastawienie samej Halusi do tego „problemu” i dlatego i ona nie pozwoliła młodszej siostrze ułożyć sobie później życia z żadnym mężczyzną.
Pani Zofia potwierdziła, że siostry codziennie chodziły na mszę do Bazyliki na Górce. Musiały po drodze mijać to piękne zabytkowe osiedle, Nowe Miasto, które i ja mijałam biegnąc na spotkanie z nią.

Chełm Nowe Miasto chełm osiedle Nowe Miasto.m

Żałuję, że nie miałam czasu, żeby zostać dłużej. Nie chciała mnie wypuścić. Może jeszcze kawka? No i obowiązkowo pomadeczka na drogę. Obiecałam, że jeszcze przyjadę. A ja zazwyczaj dotrzymuję słowa. 

Spróbowałam jeszcze dostać się do mieszkania na Reformackiej 6. Bo w lokalu pod piątką nadal nikt nie mieszka – tak jak rok temu. A jest to mieszkanie komunalne. Za radą pani Joli poszłam więc do Wydziału Infrastruktury przy Urzędzie Miasta. Odesłano mnie stamtąd do Przedsiębiorstwa Usług Mieszkaniowych. Okazało się, że w mieszkaniu nadal formalnie figurują jako lokatorzy synowie pani, która zmarła około dziesięć lat temu. Ale tam nie mieszkają, a sprawa najmu jest nieuregulowana. W każdym razie kluczy nie oddali. I wejść się nie da.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Zaginęła też stara dokumentacja budynku, na podstawie której dokonywano parę lat temu rewaloryzacji elewacji tej pięknej kamienicy. Udało mi się tylko dowiedzieć, że całe mieszkanie ma powierzchnię nieco ponad 46 m2 i składa się z jednego dużego pokoju – ponad 30 m2 – i kuchni. I że przed wojną ubikacje były wspólne – na parterze.

Podobno okna przedwojennego mieszkania Sieroży nie wychodzą jednak na „figurkę”, jak określono stojącą na wysokim cokole postać Matki Boskiej, czyli na ulicę Podwalną, lecz na szkołę przy Reformackiej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
To jest dość dziwne. Logiczne wydaje się, że jednak, tak jak myślałam wcześniej, Sieroża mógł wyglądać z okna na Podwalną, potwierdziła to nawet jedyna sąsiadka, którą zastałam, ale ona mieszka tam od niedawna, więc pewności nie ma.
Niby mało istotne, ale chciałabym wiedzieć. Może kiedyś uda mi się tam zaglądnąć i sprawdzić. Bo pewnie tam jeszcze pojadę.

chełm panorama

 

bayzlika z bramy

 

chełm cerkiew

Ten wpis został opublikowany w kategorii Chełm i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Wizyta w Chełmie – 2016.

  1. ~Duśka pisze:

    Byłam ze dwa lata temu w Chełmie i stałam pod tą figurką… nie do wiary jak blisko byłam „Twojego” Sieriożki Vilejko :) Och, jak ja bym chciała obejrzeć film na kanwie tej przepięknej historii…

    • vilejka pisze:

      Ależ mnie takie komenatrze motywują! Dziękuję!
      Historia z Sierożką jest faktycznie tak niesamowita, że mnie samej trudno uwierzyć, że to wszystko dało się tak poukładać i tylu rzeczy dowiedzieć. Zaczynałam od zdjęcia, imienia i pewności, że to była wielka miłość. Gdyby nie ludzie, których spotkałam na drodze swojego śledztwa: Basia, Paweł, pan w katalogu CAW, organista z Chełma i w ogóle ludzie stamtąd – tak zaskoczeni „moją sprawą”, że nie mogli mi odmówić pomocy, nadal zastanawiałabym się kim był ten piękny Sierożka – ukochany mojej babci.
      Ja czasem też czasami „widzę” ten film pod powiekami… Chyba zacznę grać w totolotka :)

      • ~Ewa pisze:

        Piękna historia…..tak piękna jak Chełm,gdzie Pani wróci,bo tu wraca się,tak po prostu….Tak się składa,że znałam ludzi mieszkających w kamienicy przy Reformackiej.Rodzina Hańczurów,pan Grzesikowski,pani Wróbel.Pamiętam rozmowy,opowieści.Bywałam w tym domu jako dziecko,ale uwielbiałam ten klimat.Urodzona,wychowana w Warszawie-mieszkam od lat w Chełmie i nie wyobrażam sobie ,aby mogło być inaczej.Tu się wraca…..Pozdrawiam.Ewa.Gdyby zainteresowało Panią cokolwiek w mojej notatce- proszę o kontakt telefoniczny 507 168 134.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>