Kartka ze statku „Rhein”, 1913 rok.

   
kartka ze statku 1913 male
 To jest zdjęcie, na widok którego omal nie krzyknęłam z zachwytu. Że jest! Że się zachowało! To wprost niezwykły dokument i świadectwo minionego czasu i historii mojej rodziny. Chyba jedno z najcenniejszych. Jest własnością mojej cioci z Cieszyna, córki Kazi Paterkowskiej. Ocaliła je, jak zresztą wiele innych, z tego, co zostawiła po sobie Lola, która zmarła w 2004 roku. 
Zdjęcie – pocztówkę wysłała Julka Paterkowska do swojej starszej siostry Ludwiki, czyli mojej prababki, wówczas mieszkającej w Czeladzi. Pewnie Ludwika wiele lat później, kiedy Paterkowscy wrócili już do Polski, dała Julii tę kartkę, bo może sama Julia nie zachowała dla siebie takiej pamiątki z przybycia do USA. Z jednej strony trochę mi żal, że je oddała, bo teraz byłoby moje, ale z drugiej nie wiadomo, czy zachowałoby się w domu na Piaskach jako spuścizna po prababce.
Fotografie tego typu zapewne wykonywano wszystkim chętnym, którzy po przybyciu do Ameryki chcieli w ten sposób poinformować swoich krewnych na starym kontynencie, że szczęśliwie dotarli do celu. I mieli na to pieniądze.
Julia siedzi pierwsza z lewej, a obok niej stoi trzyletnia Lola. Nie wiem, kim są pozostałe osoby uwiecznione na fotografii. Pewnie grupowe zdjęcie „wychodziło” taniej i Julka dała się sfotografować z ludźmi poznanymi w czasie dwunastodniowej podróży na statku Rhein, który wyruszył z Bremy w piątek 25. września 1913 roku. Domyślam się, że to Polacy. Jeszcze nie wiedzą, jakie będzie ich życie w Ameryce, ale na pewno z ufnością patrzą w przyszłość. Być może ktoś znowu przypadkiem trafi na mój blog i to zdjęcie i rozpozna swoich przodków. 
W Ameryce, w Buffalo, czekał na Julię mąż, Antoni, który do Nowego Jorku dotarł kilka miesięcy wcześniej – 6 maja 1913 roku. Od sierpnia towarzyszył mu tam już szwagier i kolega z czasów kawalerskich, Jan Cecuga – mąż kolejnej siostry Julii, Anny, która wtedy jeszcze mieszkała w Trzebini, a do Ameryki wyruszyła dopiero w maju 1914 roku.
Dwa miesiące po przybyciu do Ameryki szwagra dołączyła do Antka Julia. Kiedyś dość obszernie o tym pisałam, choć o pewnych faktach wtedy jeszcze nie miałam pojęcia.
Do Nowego Jorku dotarła 7 października i wtedy najprawdopodobniej wykonano to zdjęcie. Pewnie jakiś czas trzeba było poczekać na wykonanie odbitki i dostarczenie jej już pod adres w Buffalo. Bo kartkę Julka napisała dopiero po trzech tygodniach, 27. października.

kartka ze statku 1913 treść.małaWłaściwie z zapisu daty, którą Julia umieściła na samej górze trudno byłoby zgadnąć, że to o październik chodzi, ale jest stempel z Sosnowca, znajdującego się wtedy w – jak to napisała w adresie Julia – „Królestwie Polskim” czyli w Rosji z datą 24.10.1913. To data nadejścia kartki – i nie jest wcale pomyłką, że jest to data wcześniejsza od daty nadania kartki. Wtedy na terenie Rosji obowiązywał kalendarz juliański. Trzeba było doliczyć 13 dni, żeby poznać datę według kalendarza gregoriańskiego, obowiązującego wówczas w większości krajów. Na przykład w USA, ale także w bardzo nieodległej Galicji, należącej do Austrii, gdzie w Trzebini mieszkała cała reszta rodziny.
Czyli kartka dotarła do Czeladzi 6 listopada. Ciągle zadziwia mnie sprawność działania ówczesnej poczty – listy przecież musiały także płynąć statkiem, a adresatka otrzymała wiadomość od siostry po dziesięciu dniach od napisania! Kiedyś sprawdzałam, że najkrótszy rejs na trasie Brema-Nowy Jork trwał wtedy osiem czy dziewięć dni.

„Moja Najdroższa siostro,
donoszę Ci, że szczęśliwie przyjechałam do Ameryki i jestem w Bufalo. Mnie się tu podoba, jest wielkie miasto, tylko mi smutno jak sobie wspomnę o familii, że może już nigdy nie zobaczę i żem Cię nie widziała. Ach, mój Boże jak się musimy rozłączyć, że nigdy się nie spodziewałam, że ja tak będę daleko od was. Ale wiesz, że mąż, ojciec nie chce nikomu pomóc (nie wiem, czy dobrze odczytałam to ostatnie słowo, bo trochę mnie szokuje). Na nic nasze zdolności w naszym kraju. Dziś ten gra kto pieniądze ma. Opisze Ci późni list o mojej podróży.
Żegnam was wszystkich – szwagra, moją Andzię i małego chłopczyka.
Całuję was- ciocia Jula.”
Dopisała jeszcze:„Ach jak mi przykro za moim dzieckiem Kazią w domu” i „To jest fotografia na pokładzie krętu naszego. Czy mnie i Lolcię poznacie?”

Treść tej karteczki potwierdza informację, że Paterkowscy chcieli na stałe osiąść w Stanach. Julka bała się, że już nigdy nie zobaczy „familii”. Ze starszą o jedenaście lat „najdroższą siostrą” chyba się nawet nie pożegnała, bo choć Czeladź jest oddalona od Trzebini zaledwie o jakieś trzydzieści kilometrów, to ponad sto lat temu komunikacja zajmowała trochę więcej czasu i pewnie szykując się do wyjazdu na całe życie Julia miała na głowie mnóstwo spraw do załatwienia. Jak choćby ustalenie, co stanie się z maleńką, niespełna roczną Kazią. Córka Kazi, Rysia,  opowiedziała mi, że Kazia nie popłynęła z matką, bo właśnie była za mała (albo na coś zachorowała), ale plan był taki, że najmłodsza z sióstr – Stasia – za jakiś czas popłynie z nią do Nowego Jorku i ona także ułoży tam sobie życie. A siostra ze szwagrem się o nią zatroszczą. Ale życie miało inne plany dla Stasi, a w konsekwencji dla całej rodziny Paterkowskich. Ale o tym innym razem.
Trochę zaszokowało mnie zdanie, które Julka pisze o swoim mężu: nie chce nikomu pomóc” ??? Czy to miałoby oznaczać, że ona chciała ściągnąć do siebie także Ludwikę, tylko Antoni był temu przeciwny? Może jednak słowo na „p…” pod „sosnowieckim” stemplem oznacza coś zupełnie innego.
Pozdrawia „małego chłopczyka” (to Felek, wtedy miał trzy latka – czyżby zapomniała jego imienia?) i „swoją” Andzię… Być może była chrzestną matką mojej babci? Chyba jednak nie – wtedy dzieci chrzczono tuż po urodzenia, najpóźniej w kilka dni po nim i zdaje się, że we wpisie w księdze parafialnej w języku rosyjskim, którą parę lat temu przeglądałam, jako świadkowie urodzenia Andzi, którzy wraz z ojcem przynieśli ją do Chrztu nosili jakieś nic mi nie mówiące nazwiska – prawdopodobnie byli to sąsiedzi Domagałów z Czeladzi. Zresztą przecież Julka w 1897 roku była za młoda na chrzestną matkę. Miała wtedy dziesięć lat. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że moją babcię i tę jej ciocię dzieliła taka niewielka różnica wieku. Mniejsza niż jej matkę Ludwikę i Julię, a przecież były siostrami.
Julka i Andzia musiały się bardzo lubić. W babcinym pamiętniku jest wpis od „cioci Juli” z 1908 r. Pamiętam ze swojego wczesnego dzieciństwa, że Andzia była z ciocią Paterkowską bardzo zżyta, tak samo, jak dzieci Andzi – moja Mama i wujek Olek.

Wielkie „amerykańskie” plany Antka nie do końca się ziściły, choć Paterkowscy spędzili za oceanem ładnych kilka lat, zanim – dorobiwszy się pewnego majątku – na powrót osiedli w Trzebini, gdzie w 1921 roku od Symy z Zittermannów Flastrowej kupili dom przy ulicy Kościuszki 40, gdzie mieszkali do śmierci.

A kufer, jeden z tych, z którymi wrócili do Polski stoi do dziś w domu ich wnuczki w Cieszynie.

kufer Paterkowskich

Ten wpis został opublikowany w kategorii stara fotografia, stare dokumenty i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Kartka ze statku „Rhein”, 1913 rok.

  1. ~Zelkan pisze:

    Przypuszczam, Droga Pani, że jest w słusznym wieku, czyli tak jak ja. Akurat miejsca które Pani opisuje, są mi dosyć znane i w niektórych fragmentach dość dokładnie. Brakuje mi w paninym opisie takich szczegółów, które dzisiaj już nikogo nie mogą obchodzić, gorszyć ani bulwersować, jak zawody mężczyzn, których Pani wspomina. W okolicach Trzebini było dużo kolejarzy, górników, komunistów i Żydów… i Świadków Jehowy. Emigracja zarobkowa do Ameryki to cała epopeja. Czy krewni z Cieszyńskiego Śląska byli protestantami? To wszystko jest ciekawe! Od siebie dodam, że mój dziadek zginął zastrzelony przy formowaniu pociągu pancernego na stacji Trzebinia podczas wojny bolszewickiej 1921 r. A więc na terenie Trzebini działała jakaś śląsko-niemiecka bojówka Landszturmu? W Pani wspomnieniach nie ma tego typu enuncjacji. W jeszcze jedno, na jednym ze zdjęć jest motocykl BMW, którego produkcja zaczęła się dopiero w 1952 roku. PS. Moja pierwsza Teściowa pochodziła w Trzebnini, w tym sensie, że jej ojciec, maszynista, ożenił się z dziewuszyskiem z poznańskiego. Jak widzimy i pewnie zgadzamy się w temacie, gdzie diabeł nie może tam babę posyła. Pozdro

    • vilejka pisze:

      Ha! Pewnie wielu mój wiek okresliłoby jako słuszny, choć sama tak nie uważam :) Zresztą byłam dość późnym dzieckiem mojej mamy, więc pewnie „szacuje” mnie Pan na nieco więcej :)
      Wracając do tematu – tam, gdzie znam szczegóły, podaję je. Zawody mężczyzn także. Krewni z Cieszyna są katolikami, a Cieszyn to miejsce, gdzie osiedli, a nie urodzili się.
      Który motocykl ma Pan na myśli? Na przedwojennym zdjęciu miałby być motocykl produkowany dopiero po wojnie?
      Trzebiński epizod z Pana dziadkiem w czasie wojny bolszewickiej arcyciekawy! Spróbuję się czegoś więcej dowiedzieć.
      Pozdrawiam serdecznie.

    • ~bgl pisze:

      Czy mógłby Pan podać link swego bloga? Myślę, że czytając go, wiele mogłabym się dowiedzieć, uzupełniłabym niewiedzę, bo Pan chyba wie lepiej… TAKA wiedza – to skarb, może na nowego Harego?
      Pozdrawiam i czekam na newsy ;)

      arcyciekawe

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>