Jeszcze raz o Julii i Antku Paterkowskich

Najładniejsza z sióstr mojej prababki Ludwiki, Julka Kołodziejczykówna, mimo swoich dwudziestu dwóch lat wcale nie planowała jeszcze zamążpójścia i to tuż przed Wielkim Postem 1910 roku. Planowała coś zupełnie innego. Chciała ze swoją starszą siostrą Marianną, wtedy już samotną mamą małego Juliana (ale nie tego Julka – rozrabiaki, brata mojej Mamy), pojechać do Wiednia, żeby zostać akuszerką. Ich siostra Ludwika już nią była, mieszkała i pracowała w nieodległej Czeladzi. Pewnie jej przykład jakoś przekonał siostry, że to dobry zawód dla kobiety.
Ostatniego dnia lipca 1909 roku trzydziestosześcioletnia Marianna kończyła w Krakowie siedmiomiesięczny kurs dla położnych w ramach stypendium ufundowanego jej przez Powiatową Radę z Chrzanowa. I wybierała się dalej kształcić do Wiednia. A czternaście lat młodsza Julka razem z nią.
Ale tak to już bywa z tymi gromami z jasnego nieba, że spadają zupełnie niezapowiedzianie. I taki grom spadł na Julkę. Albo raczej na Antka Paterkowskiego, kiedy zobaczył piękną Kołodziejczykównę, zdaje się na jakimś odpuście, kto wie czy nie końcem czerwca 1909, kiedy w jej rodzinnej parafii odchodzono uroczystość świętych Piotra i Pawła. Zobaczył i … zakochał się tak mocno, że nie dał jej już spokoju, a na wieść o „wiedeńskich planach” ukochanej oznajmił, że jak wyjedzie, to on się zabije!
Marianna musiała więc wyjechać sama, podobno przeżyła tam jakąś miłość, choć w „legendach rodzinnych” przekazanych mi przez wnuczkę Julii trochę mieszają się fakty i być może to mały Julek był owocem tej nieszczęśliwej miłości, która musiała mieć miejsce nieco wcześniej.
Tak przy okazji: teraz rozumiem nieobecność Marianny na tym najbardziej znanym zdjęciu rodziny Kołodziejczyków, wykonanym z okazji 40. rocznicy ślubu jej rodziców, we wrześniu 1909r. Musiała być wtedy w Wiedniu.

Julka, stojąca pierwsza z lewej, jest jeszcze panną, ale już od prawie trzech miesięcy  …pilnowaną przez Antoniego. Tak sobie konfabuluję, że pewnie na Boże Narodzenie zaręczyli się, żeby tego 7 lutego 1910 roku, w poniedziałek przed  Środą Popielcową, wziąć ślub.
Julka sama szyła swoją suknię ślubną.

Paterkowscy ślubne.m
Zdjęcie zrobiono przed domem rodzinnym panny młodej, w Trzebini na Krakowskiej, nieco poniżej parkingu przed „osiemnastką” na osiedlu ZWM. Dokładnie tam, gdzie w październiku 1906 roku w podobnej pozie stała ze swym świeżo poślubionym mężem jej starsza siostra Anna.

OLYMPUS DIGITAL CAMERANa obu zdjęciach małżonkowie patrzą w różnych kierunkach. O ile suknie i welony panien młodych są dość podobne, to mężczyźni są ubrani nieco inaczej. Mąż Julii ma na sobie chyba frak. W każdym razie jego górna część garnituru jest znacznie dłuższa. Ale kołnierzyki – oba jak zbroja na szyję. Że też się w tym dało oddychać!
Najstarsza córka Paterkowskich, Lola, która urodziła się w grudniu jeszcze tego samego roku, zachowała zdjęcie ślubne rodziców. Od Loli trafiło do jej siostrzenicy, a wnuczki Julki, którą odwiedziłam w sierpniu, żeby zobaczyć między innymi tę fotografię.
Ale i wiele innych, jak choćby rodzinne zdjęcie z malutką Lolą.

Paterkowscy z małą Lolą1 m

Paterkowscy z małą Lolą. rewers fot Zakulski

Wykonano je jeszcze w Polsce, w Krakowie w Zakładzie Fotograficznym F.Zakulskiego z ul. Zwierzynieckiej, „tymczasowo przeniesionym na Karmelicką 22″, tam gdzie teraz jest Pizzeria Banolli. Choć tło wydaje się dość dziwne, jak na zakład fotograficzny. Może pan Zakulski potrzebował lepszego światła i ustawił portretowane osoby na zewnątrz?
Kiedy Antoni wyruszył do Ameryki początkiem maja 1913 roku, Lola miała dwa i pół roczku, a malutka Kazia siedem miesięcy. Wydaje mi się, że na tym zdjęciu Julka jest w dość zaawansowanej ciąży – w październiku 1912 roku Kazia przyszła na świat. Zatem zdjęcie wykonano pewnie wczesną jesienią tego roku – Lolcia musi tu mieć niecałe dwa latka. Pewnie jej tata wziął ze sobą tę fotografię, kiedy za pół roku wybrał się,żeby szukać łatwiejszego życia za oceanem i szykować nowe miejsce dla swojej rodziny.
A zdjęcie młodej Julki, kolejne z rodzinnych pamiątek Loli, też pewnie miał wtedy przy sobie, kiedy czekał w Buffalo na jej przybycie.

Julka Paterkowska.mWykonano je w zakładzie Edwarda Pierzchalskiego, nota bene, przy Karmelickiej 21 – po drugiej stronie ulicy.

Julka Paterkowska.rewers.m
      Julka nie miała z Antonim łatwego życia, jeszcze o tym napiszę, choć było to życie w miarę dostatnie. Zwłaszcza jak na warunki, jakie zastali w Polsce, kiedy, trochę pod przymusem -zwłaszcza jeżeli chodzi o Antoniego, wrócili tu na stałe w latach dwudziestych.

Ona chciała zamieszkać w okolicach Myślenic, mieć dom z ogródkiem, hodować kurki… A Antek uparł się na Trzebinię, bo … miał tu kolegów.
Ale za to, być może pod wpływem żony, oprócz motocykli, z których był w Trzebini znany, kupił fortepian, żeby któraś z córek na nim grała. I może dzięki temu Julka jednak czasem była szczęśliwa i uśmiechała się, tak jak na tym zdjęciu zrobionym około 1930 roku.

Paterkowscy w domu przy Kosciuszki ok,1930 mJulia z Lolą i Lucią .mNa zdjęciu z Lolą i Lucią nie uśmiecha się już, choć patrzy ciągle w ten sam punkt – ale myślę, że to zdjęcie chyba jednak zrobiono jako pierwsze, bo krzesło stoi jeszcze przy stole – potem je przestawiono, żeby Antoni mógł usiąść obok żony (teraz zdałam sobie sprawę, że to krzesło na pierwszym planie, dokładnie to samo, tyle że przemalowane przeze mnie na biało, stoi teraz przy moim łóżku… Szkoda, że z krzesłem nie można pogadać i dopytać ;) ).

 

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii stara fotografia, Trzebinia dawniej i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>