A Stasia nie chciała do Ameryki

Gdyby nie inny grom z jasnego nieba, który dopadł parę lat później najmłodszą sióstr, Stasię, Paterkowscy nie wróciliby pewnie do Polski, a „domek czterech dziewcząt” stałby pewnie nie przy Kościuszki w Trzebini, ale na przykład przy Gibson Street w Buffalo, N.Y.
I pewnie nieźle by im się powodziło, bo Antek jako ceniony fachowiec dobrze zarabiał w zakładach Forda, gdzie szybko znalazł zatrudnienie. Potem, po powrocie do Polski z dumą ubierał skórzaną kurtkę „od Forda” i czapkę pilotkę, zawsze kiedy jechał gdzieś jednym ze swoich motocykli.

Antek w kartce Forda m
Julia bardzo przeżywała, że wyruszając wczesną jesienią 1913 roku do męża do Ameryki nie mogła zabrać ze sobą obu córeczek. Tylko niespełna trzyletnia Lolcia pojechała z mamą koleją z Trzebini najpierw do Mysłowic, a potem do Bremy, żeby tam wsiąść na statek Rhein płynący do Nowego Jorku.
Kazia, która miała wtedy niecały rok i albo była za mała, albo na coś właśnie zachorowała, została w Trzebini w rodzinnym domu Kołodziejczyków – tym, przed którym robiono zdjęcia ślubne obu sióstr, pod opieką dziadków oraz prawie osiemnastoletniej Stasi i starszej siostry Anny, która wkrótce wraz z trójką swoich dzieci miała dołączyć do męża od dwóch miesięcy także przebywającego w USA. Stasia to ta, która na „słynnym” zdjęciu trzebinian z 1909 roku stoi pierwsza z prawej – ma tu czternaście lat.

Plan był taki, że Stasia za jakiś, niedługi, czas popłynie z małą Kazią do Ameryki, a Julia z Antonim pomogą jej tam się urządzić i może nawet znajdą męża. Póki co, zajmowała się malutką, jak własnym dzieckiem.

Staszka z Kazią mStaszka z Kazią rewers mNie wyruszyła jednak z Anną, która w czerwcu 1914 roku stanęła na amerykańskiej ziemi. Zdjęcie z Kazią zrobione w zakładzie trzebińskiego fotografa „Bolesława” (przy okazji: ciągle nie wiadomo, gdzie się mieścił ów zakład) dała sobie zrobić może właśnie po to, żeby Anna zabrała je ze sobą i przekazała rodzicom malutkiej. Bo sama miała już zupełnie inne plany. Nie zamierzała szukać szczęścia za oceanem, bo zmaterializowało się ono, to szczęście, w osobie Jana Obroka, elektromontera (jak zapisano w księdze parafialnej) z Poręby Żegoty.
Wyobrażam sobie, jak bardzo musiało to pokrzyżować plany Antoniego, który chciał związać przyszłość swoją i swojej rodziny z Ameryką. Julia tak bardzo tęskniła za dzieckiem zostawionym w kraju, ale przecież wiedziała, że niedługo je zobaczy. Że to tylko kwestia czasu. A tu taki klops! Nikt inny nie mógł przywieźć Kazi. Pozostali bracia i siostry pozakładali rodziny, samotna była tylko najstarsza Marianna, ale i ona miała synka,a poza tym dobrze sobie radziła jako jedna z bardzo niewielu trzebińskich wykwalifikowanych akuszerek. Nie musiała szukać poprawy swojego bytu za oceanem i ruszać w nieznane. A podróż tam i z powrotem po to, by zawieźć dziecko musiała być zbyt kosztowna.
Sama Julia, tęskniąca za rodzinnymi stronami, oczekiwała już kolejnego dziecka, Luci. Może gdyby nie to, decyzja o powrocie byłaby jeszcze szybsza? Na dodatek po Luci dość szybko okazało się, że Julia znowu jest w ciąży i w kwietniu 1917 roku przyszła na świat jeszcze jedna córka – Zuzia.
Paterkowscy musieli przeżywać straszne dylematy.A wszystko z powodu Stasi, która śmiała się zakochać w tym Janku Obroku i pogardziła Ameryką!
Ich narzeczeństwo trwało stosunkowo długo, bo Staszka chyba czuła się odpowiedzialna za Kazię, zwłaszcza że właściwie sama musiała się nią opiekować.
Ślub wzięli dopiero w Wigilię Bożego Narodzenia 1918 roku, w trzy tygodnie po śmierci ojca panny młodej – Błażeja… Pewnie wszystko było już zaplanowane, może nie chcieli już dłużej czekać, może Błażej zmarł niespodziewanie i dlatego, mimo żałoby, ten ślub się odbył. Kazia miała wówczas sześć lat i jeszcze jakieś pięć lat miała czekać na powrót matki. Pewnie Obrokowie zajmowali się nią jak własnym dzieckiem. Tata Kazi przyjechał „na chwilę” już w 1921 roku, żeby kupić dom i przygotować grunt na powrót rodziny – tak przynajmniej wynika z zachowanych dokumentów. Ale w 1923 jeszcze raz popłynął do Ameryki i dopiero potem Kazia właściwie …poznała swoją mamę i trzy siostry – dwie z nich urodziły się w Buffalo.
Nie wiem, gdzie Obrokowie mieszkali po ślubie – kto wie, czy nie w domu na Krakowskiej albo gdzieś blisko. Nie znałam jej (chyba), ale określenie „Staszka Obroczka” nie raz pojawiało się przy okazji jakichś rodzinnych rozmów, więc pewnie była gdzieś tu w pobliżu.
Może jakiś potomek Obroków tu trafi i coś mi dopowie?

Ten wpis został opublikowany w kategorii stara fotografia, Trzebinia dawniej i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>