Lesia z rodzicami i z babcią – w Czeladzi

 

 

Już niczego nie dowiem się od Lesi Domagałównej, starszej córki Hanki i Felka Domagałów. Bratanica mojej babci zmarła początkiem grudnia ubiegłego roku w Nowym Jorku. Miała osiemdziesiąt lat.
Co roku przyjeżdżała na kilka tygodni do Polski. Co najmniej kilka dni spędzała na Piaskach w Czeladzi, w domu, który zbudowała moja prababka Ludwika, gdzie się wychowała i gdzie do śmierci mieszkali jej rodzice, a teraz – jej młodsza siostra z mężem. Dziwnym przypadkiem była w Polsce, kiedy przed ponad dwunastu laty zmarła moja mama, jej siostra cioteczna, i na stypie opowiedziała mi jedną z ważniejszych rzeczy dotyczących rodzinnej historii. O tym, że Andzia pielęgnowała przez kilka miesięcy śmiertelnie chorą żonę Jana, a potem, dla dobra malutkiego Julka, została jego drugą żoną. Wcześniej nie wiedziałam, jak do tego doszło, że Andzia poślubiła Jana. Nie wiedziałam, na ile bliskie były jej relacje z Anną, tą francuską żoną mojego dziadka, którą wywiózł po kryjomu z Rosji. A ciocia Lesia, mimo, że urodziła się kilkanaście lat po tamtych zdarzeniach, znała tę historię, zapewne powtarzaną w domu na Piaskach. Potem jeszcze raz, czy dwa udało mi się trafić i zjawić się na Piaskach w czasie, kiedy akurat tam była. Dzięki temu poznałam kilka szczegółów dotyczących Julka - już z okresu okupacji, kiedy bywał w domu na Piaskach, a ona – jako kilkuletnie dziecko – doskonale go zapamiętała. I historie o tym, jak tuż po wojnie spędzała ferie w naszym domu w Trzebini. I o kozie, o której pewnie niedługo napiszę, zwłaszcza, że wśród pozostawionych na strychu negatywów Olka z lat czterdziestych i pięćdziesiątych znalazło się i jej, kozy, zdjęcie…

Chciałam dopytać o jeszcze kilka rzeczy. Zawsze, kiedy przyjeżdżałam na Piaskową, okazywało się, że „Lesia już była”.
„Ale nie martw się, przyjedzie w przyszłym roku. Damy ci wcześniej znać, to sobie pogadacie.” No i tak zeszło… I już nie pogadamy. Szkoda bardzo.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

W moim archiwum miałam to zdjęcie Lesi z rodzicami, zrobione pewnie latem 1937 roku, bo wygląda tu na około roczne dziecko, w zakładzie Foto Lazar w Sosnowcu. Latem ubiegłego roku przywiozłam z Czeladzi jeszcze inne, na którym Lesia jest już trochę starsza – ma może dwa-trzy latka. To znaczy, że zdjęcie zrobiono tuż przed wojną.

49.jpg mI jeszcze jedno, na którym jest ze swoją babcią, a moją prababką Ludwiką.

48.jpgm mTakie samo było u nas w domu, ale chyba go tutaj jeszcze nie pokazywałam. To musi być początek okupacji, ale widać, że Ludwice ciągle nieźle się powodziło. Być może zdjęcie wykonano w czasie jakiegoś wyjazdu w góry, co sugerowałby strój Lesi, najwyraźniej bardzo zadowolonej z wizyty u fotografa. Była chyba ukochaną wnuczką Ludwiki, choćby z racji mieszkania we wspólnym domu. Jej druga wnuczka, moja mama, Jasia bardzo ciepło wspominała swoją babcię i wizyty w jej domu, ale to była taka relacja na odległość. Nigdy nie słyszałam, jaki był wzajemny stosunek Ludwiki i Olka, w końcu jej jedynego wnuka.Druga córka Hanki i Felka urodziła się dopiero po wojnie, więc Lesia zajmowała niepodzielnie miejsce najbliżej serca babki. Zapamiętała z tego, albo niewiele późniejszego okresu, że chodziła z nią wzdłuż jakichś torów kolejowych, żeby zanieść obiad Kozłowi, drugiemu mężowi Ludwiki, z którym ta już wtedy nie mieszkała, a jednak poczuwała się do tego, żeby choć w ten sposób o niego dbać. Może mogłabym się czegoś jeszcze o nim dowiedzieć, bo to też byłoby dla mnie ciekawe – jakie były losy tego młodszego męża mojej prababki, który podobno „Andzi się należał”.
Ale Lesia już mi o tym nie opowie.

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Czeladź-Piaski, stara fotografia i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Lesia z rodzicami i z babcią – w Czeladzi

  1. ~Angelika pisze:

    Przeczytałam każdy wpis od samego początku. Skończyłam kilka dni temu. Teraz zaglądam codziennie z nadzieją, że pojawiło się coś nowego. Pięknie piszesz. Jesteś dla mnie wzorem :)

    Angelika

    • vilejka pisze:

      Jestem wzruszona. To jest niesamowite, że TO WSZYSTKO przeczytałaś. Dziękuję!
      Taki komentarz zobowiązuje. Postaram się, żebyś nie zaglądała tu na próżno :)

  2. ~Duśka pisze:

    To smutne uczucie, kiedy odchodzi osoba, która w pewnym sensie była łącznikiem między „starymi” a obecnymi czasami. Inna sprawa, że trudno mi wyobrazić sobie Lusię jako 80-letnią kobietę, bo wciąż widzę ją takim słodkim dzieckiem. Ale to urok fotografii z początku XX w. Pozdrawiam serdecznie :)

Odpowiedz na „~DuśkaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>