Kawa Francka i widoki Krakowa

Już dawno chciałam o tym napisać, bo to jedna z tych rzeczy, które kiedyś były lepsze…

17410240_1486703851361936_1683076717_n
Albumik zeszytowego formatu poświęcony Krakowowi noszący tytuł „Poznaj piękno Twego kraju”. Wydany przez „HENRYKA FRANCKA SYNOWIE”.
Pamiętam, że w dziecińtwie lubiłam go sobie oglądać, choć był już wtedy starociem i mama zawsze kazała mi uważać, żebym go nie dotnęła brudnymi paluchami.

Dzisiaj robiąc zakupy  zbiera się nalepki, punkty, karty, które potem wkleja się do albumów np. z piłkarzami albo wymienia na zazwyczaj mało gustowne gadżety, jak choćby maskotki w formie warzyw i owoców. A kiedyś, przed wojną, też były programy lojalnościowe. Tyle, że „produkt finalny” był nieco inny. Miał jakiś głębszy sens, był po prostu ładniejszy. Być może jest to tylko moje zdanie, bo urodziłam się nie w tej epoce i tak już mam, że najbardziej podoba mi się to, co stare.
Mama często mówiła mi, że przed wojną piło się u nas w domu kawę Francka. Była to kawa zbożowa (w odróżnieniu od kawy „ziarkowej”), ale ponoć jej smak był tak wyborny, że nawet produkowana później w tych samych zakładach „Inka” nie mogła się z nią równać.
Fabrykę Surogatów Kawowych „Henryk Franck i Synowie” założył w 1910 roku w Skawinie koło Krakowa austriacki kupiec o tym nazwisku. Kawę zbożową zaczęto tam produkować rok później, bo na samym początku fabryka zajmowała się jedynie suszeniem, prażeniem i mieleniem cykorii.
Mimo, że prawie od początku kawa ze Skawiny była chętnie kupowana, właściciele bardzo  dbali o marketing. O ile dobrze pamiętam, mama mówiła mi, że w puszkach z kawą znajdowało się znaczki i po uzbieraniu odpowiedniej liczby można było je wymienić na taki album, na przykład z widokami Krakowa. Choć ona sama tych znaczków raczej nie zbierała, bo była wtedy jeszcze za mała. To raczej Julek lub  Andzia musieli tego pilnować, żeby uzbierać odpowiednią ilość kuponów i dostać w zamian album z tymi pięknymi fotografiami.
Ten, który mi po nich został (Boże, za każdym razem w takiej sytuacji odczuwam żal, że rzeczy są trwalsze od ludzi…) jest w dość dobrym stanie, pochodzi z początku lat trzydziestych i zawiera „16 artystycznych plansz rotograwiurowych”.

17467785_1486711754694479_1739179168_n

17439802_1486701951362126_1893697095_n

17440180_1486703411361980_1221700266_n17440095_1486701441362177_2081609500_n17410298_1486701728028815_523056665_n17439492_1486701508028837_963731904_n17467867_1486703588028629_2048109655_n17439585_1486703478028640_258726130_n

 

Piękne są te widoki przedwojennego Krakowa. Choć właściwie niewiele się zmieniło poza drzewami i torami tramwajowymi na Rynku. No i  widać, że Wieża Ratuszowa ma jeszcze odwach, który został zburzony w 1946 roku. A Wawel … nie podejrzewa nawet, że za kilka lat zamieszka tam inny Frank i sam siebie nazwie „niemieckim królem Polski”.

Sfotografowane miejsca są takie …czyste. Pozbawione reklam, zasłaniających wszystko szyldów i bannerów. Na tym chyba także polega ich urok.
Dla mnie najciekawsze są jednak – jak zwykle – zdjęcia, na których widać ludzi. Lubię sobie wyobrażać kim byli, o czym właśnie myśleli, rozmawiali, dokąd szli, jakie były ich późniejsze losy. Jak zwykle naiwnie szukam, na przykład w tłumie na placu Mariackim, znajomej twarzy Andzi, Jana albo Julka… Nawet jeśli ich tam nie znajduję, to wiem, że właśnie w tym czasie byli całkiem niedaleko. Dziadek Jan mógł z dyrektorem Dunajeckim siedzieć w tym Fiacie Torino, który właśnie minął rogatki miasta. Bo przecież w jego dzienniku „dyet” wyjazdów do Krakowa jest chyba najwięcej. A Julek, uczeń chrzanowskiego Gimnazjum,  mógł być na klasowej wycieczce do Krakowa, którą potem musiał opisać w zeszycie do języka polskiego. Andzia mogła pojechać na zakupy, choć to jest akurat najmniej prawdopodobne.
No więc tak na swój sposób czuję i ich obecność w tamtej krakowskiej rzeczywistości. A leżący przede mną albumik wzrusza mnie także dlatego, że wszyscy Oni mieli go w rękach. Takie to moje zaplątanie, które jakoś nie mija z czasem…

A wracając do myśli, że pewne rzeczy były kiedyś lepsze – czy i dzisiaj zamiast głupawych akcji promocyjnych nie dałoby się pokazać w tej formie dzieciakom (a pewnie i wielu dorosłym), jakie piękne są różne zakątki naszego kraju, jaka jest jego historia, z kogo jako Polacy możemy być dumni i o kim nie wypada nie wiedzieć?

17439703_1486701364695518_1597420309_n

Ten wpis został opublikowany w kategorii stara fotografia i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Kawa Francka i widoki Krakowa

  1. ~Lidia pisze:

    Sumiennie przeczytałam wszystkie poprzednie Pani wpisy. Z wielkim wdziękiem i ciepłem wskrzesza Pani te niezwykłe rodzinne historie. Gratuluję:)

  2. ~Jagodzianka pisze:

    Aww.. Jak ja kocham takie starodawne rzeczy <3 <3
    Zostaję czytelniczką <3

Odpowiedz na „~LidiaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>