Jasia – plastyczka. 1955.

Jeszcze wrócę do tego czasu tuż po wojnie, do szkoły Jasi w Polanicy, do fablokowskiego technikum Olka, do perypetii Andzi, która została sama, ale dzisiaj, chyba nieprzypadkowo – zwłaszcza w kontekście pewnych wydarzeń – wpadły mi w ręce zdjęcia Jasi z połowy lat pięćdziesiątych. Pokazują, jak nietuzinkową osobą i jak zdolną artystką była moja mama.
Prawie dziesięć lat przed tym, zanim przyszłam na świat, Jasia prowadziła już pracownię plastyczną. Wcześniej pracowała w biurze Elektrowni „Jaworzno”, ale zawsze chciała malować. Zawsze ciągnęło ją w stronę sztuki.

W 1955 roku, latem, odbył się w Warszawie V Światowy Festiwal Młodzieży i Studentów. Odbywał się w atmosferze zbliżającej się „odwilży” i miał udowodnić całemu światu wyższość socjalizmu nad kapitalizmem.Świeżo oddany do użytku Pałac Kultury oraz Stadion Dziesięciolecia były dodatkową atrakcją Festiwalu.
Z tej okazji pracownia Jasi otrzymała zlecenie wykonania ogromnej planszy (dziś nazywałoby się to banerem) pokazującej szczęśliwych uczestników festiwalu, których egzotyczne stroje i swobodny sposób bycia stanowił podobno ogromną atrakcję dla warszawiaków i wycieczkowiczów z całej Polski. Prawdopodobnie była to jedna z tych kompozycji malarskich, którymi na czas Festiwalu zasłonięto fasady zrujnowanych kamienic. Być może są gdzieś zdjęcia z tamtych wydarzeń, a wśród nich takie, na którym widać dzieło mojej mamy.
Poznaję charakterystyczną kreskę mojej mamy, którą pamiętam z jej późniejszych prac, kiedy jako dziecko nie raz towarzyszyłam jej w pracowni – już w Trzebini. W latach pięćdziesiątych pracownia mieściła się w Chrzanowie. Jeden z uczniów mojej mamy (ten z koszulce z krótkim rękawem) nazywał się Ziutek Trzaska – pamiętam go, bo długo się przyjaźnili i często odwiedzałyśmy jego rodzinę. Nie wiem, kim jest drugi chłopak. Zastanawim się, czy przykładnica (czy ktoś jeszcze pamięta to określenie?), którą trzyma w ręce to ta sama, która jest u mnie w domu jako pozostałość po wyposażeniu maminej pracowni.
Patrzę na te obrazy mojej mamy i odczuwam niesmowity podziw i dumę. Chcę pokazać je tym, którzy jej nie znali albo znali już jako starszą panią, czasem gubiącą wątek, i nawet nie podejrzewali, jaka była zdolna. I jaka śliczna. I jak stylowo się ubierała – w tamtych latach, kiedy wszystko musiała robić metodą chałupniczą. Strasznie mi żal, że nie może teraz cieszyć się z tego, że Zuzia poszła poniekąd w tym samym kierunku. Jakaż byłaby z niej dumna!
Ale nic nie dzieje się przecież przypadkiem. A oprócz informacji zapisanej w genach jest jeszcze jakaś łączność z tymi, którzy byli przed nami…
Tę łączność z moją mamusią, z babcią Zuzi, odczuwam cały czas.

19181905_1576602169038770_1201465098_o

19096204_1576592175706436_1801318594_o 19105003_1576592302373090_47672585_o 19105102_1576592255706428_1096082582_o

19095989_1576592372373083_2085627034_o 19096045_1576592159039771_518131196_o

Ten wpis został opublikowany w kategorii stara fotografia, Trzebinia dawniej i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Jasia – plastyczka. 1955.

  1. ~bajka pisze:

    Ta bardzo miłe doświadczenie zobaczyć twoją Mamę młodą. Masz fantastyczne zdjęcia.

  2. ~maniajj pisze:

    Cudna! W pierwszej chwili myślałam, że oszukujesz, że to Ty… Podobne bardzo jesteście. Obie bardzo piękne :-)

Odpowiedz na „~bajkaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>