Lato nad wodą – Jasia w obiektywie reportera Trybuny Robotniczej.

Tak przy okazji wakacji i afrykańskich upałów więcej siedzę w tych starych chłodnych murach niż na zewnątrz, bo mam tu tak, jakby klimatyzacja była. Jest chłodno. Niestety w zimie …jest jeszcze bardziej chłodno i zagrzać tego nie można za diabła. Na szczęście tej zimy nie chodziłam już po domu w kombinezonie narciarskim, choć szału nie było – mimo wysokich rachunków za gaz. Ale nie o tym miało być.
No więc chowam się przed upałami w starych chłodnych murach i przeglądam pudła ze zdjęciami. Jakoś bardzo a propos moją uwagę przykuły „letnie” zdjęcia mojej mamy. Na odwrocie jest pieczątka informująca, że autorem jest „Włodzimierz Wawrzynkiewicz, fotoreporter Trybuny Robotniczej, Katowice, Mickiewicza 9″. I datownik rozpoczynający się 195…, ale nie dopisano, w którym dokładnie roku zdjęcia wykonano. Jest to prawdopodobnie koniec lat pięćdziesiątych, albo sam początek sześćdziesiątych – bo niewykluczone, że pieczątka była już nieaktualna. Ale na pewno nie później, bo zdjęcia są zrobione ładnych parę lat przed moim urodzeniem.
Autor zdjęć, Włodzimierz Wawrzynkiewicz, oprócz tego, że robił reportaże dla Trybuny, był też pracownikeim PAP. Taką informację znalazłam w sieci. Nie wiem, skąd mama go znała i co to za akwen wodny jest tłem zdjęć. Możliwe, że to jakaś nieodległa okolica, bo Wawrzynkiewicz był z Katowic. Miejsce, gdzie można było popływać kajakiem. I nawet z niego wypaść i dać sobie zrobić zdjęcie  w mokrym kapoku. Chyba to jednak nie Chechło, które pierwsz e przyszło mi na myśl. Nie wiem też, kim jest towarzyszący Jasi mężczyzna, który sprawia wrażenie, jakby chciał ją ściągnąć z drzewa, na które się wdrapała, że ktoś mógł to zatrzymać w kadrze.
Strój kąpielowy, który ma na sobie uszyła sobie sama. Jak przez mgłę pamiętam ją w nim jeszcze w czasach mojego wczesnego dzieciństwa. Był uszyty z takiego dość lichego płócienka, nie było w nim nic elastycznego. A mimo to uważam, że super w nim wyglądała. Ona wszystko szyła sobie sama. A przecież nie była żadną krawcową, a w domu była tylko stara maszyna Kaiser.
Zawsze wyglądała niezwykle oryginalnie. Kiedyś wydawało mi się to zupełnie normalne, że taka jest, choć czasem, jak już byłam starsza, irytowało mnie okropnie, że wyróżnia się z tłumu. A to był po prostu taki …kolorowy ptak . Ostro i wyrażnie widzę to dopiero z dystansu, z perspektywy czasu, który upłynął od chwili, kiedy jej już nie ma.

Ten wpis został opublikowany w kategorii stara fotografia i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>