Śladami Julka we Wrocławiu

Byłam dzisiaj w miejscach związanych z pobytem Julka we Wrocławiu, który wtedy nazywał się Breslau. Znalazłam dom, w którym mieszkał u Frau Margarethe Geide i gdzie późnym latem lub jesienią 1945 roku dziadek Jan przyjechał w nadziei, że dowie się czegoś o swoim pierworodnym synu, który ciągle nie wracał do domu. Miałam karteczkę, którą i dziadek miał wtedy ze sobą i na odwrocie której zanotował sobie daty urodzenia trójki swoich żyjących dzieci, w tym Julka, bo nie miał pojęcia, że od półtora roku leży w jakimś bezimiennym grobie. Była tam też data ślubu z Andzią.

mathiasstr.121

To niezwykłe, że ta malutka karteczka, właściwie żaden dokument,  została przechowana przez tyle lat. Chyba sam sobie chyba zapisał ten adres, charater pisma jest podobny. Mógł go spisać z którejś z kopert listów od Julka. Ale skąd znał numer telefonu? W żadnym z zachowanych listów Julek go nie podaje. Musiały być jeszcze inne…
Mathiasstr. 121 I St. Teraz to ulica Jedności Narodowej. Bardzo chciałam tu być, choć chyba niczego nie mogłam się spodziewać.
Kiedy kilka lat temu pisałam o pobycie Julka w Breslau, źle odczytałam wpis w formularzu meldunkowym z 1941 roku i myślałam, że to nr 21. Okazała, najwyższa w okolicy kamienica z numerem 121, na starej fotografii trzecia od lewej, stoi do dzisiaj, choć te, które stały na lewo od niej już nie istnieją. Tam, gdzie były domy z kolejnymi numerami Mathiasstrasse jest teraz niewielki placyk – parking, a nieco w głębi stoi wysoki blok.

Mathiassstrasse 121 Breslau

julek breslau

Wpatrywałam się w okna na pierwszym piętrze, próbując zgadnąć, przy którym Julek mógł siedzieć pisząc listy do rodziców, do Maśki Bryndzkiej, a potem do Niusi - Andzi – Haneczki Pieczonki z Frysztatu, z którą miał się żenić. Listy, przynajmniej część z nich,  od obu dziewczyn są w moim archiwum. Tak, jak listy, które dziadek pisał do niego. Domyślam się, że dziadek mógł je otrzymać od Frau Geide, kiedy w 1945 roku pojawił się w jej mieszkaniu pytając o syna. Bo sam Julek nie miał ich dokąd przywieźć, nawet jeśli przed powrotem dziadków z obozu (i przed swoim aresztowaniem) mógł przyjechać do Trzebini. W domu mieszkali przecież Weberowie.
Zdałam sobie sprawę, że dziadek pojawił się z tym samym kawałkiem jakiejś pocztówki w tym samym miejscu, gdzie i ja dzisiaj byłam, tyle, że było to siedemdziesiąt dwa lata temu. To nawet mógł być sierpień.
Wejście do kamienicy jest od strony, gdzie w głębi ulicy stoi stary budynek szkolny mieszczący dzisiaj Gimnazjum Nr 15. Może tamte drzwi były podobne?

drzwiWszedł tam, ale niczego się nie dowiedział. Gospodyni wręczyła mu tylko rzeczy, które zostawił jej lokator. O ile gospodyni jeszcze tam mieszkała. Bo pewnie wkrótce podzieliła los innych niemieckich mieszkańców Wrocławia, który już przestał być Breslau. Pomyślałam, że gdyby miała dzieci, mogłyby jeszcze tu mieszkać i pamiętać młodego chłopaka, który mieszkał tu przecież jakieś dwa lata. Lesia, mimo, że widziała go kilka razy w życiu bardzo dobrze go pamiętała. A przecież w czasie wojny była kilkuletnim dzieckiem. Ale nawet jeśli Margarethe Geide miała dzieci musiała wyjechać z Breslau, który już wtedy nazywał się Wrocław.
To moje pisanie już nie raz trafiło do kogoś, kto wiedział coś więcej, kto miał brakujący element układanki albo podpowiedział jak go znaleźć, więc może i tym razem?

Byłam też przy Franz- Seldte-Platz, który teraz nazwywa się Plac Ludwika Hirschfelda. Jedyny ocalały sprzed wojny budynek to ten, gdzie Julek pracował. Kiedyś był siedzibą Towarzystwa Ubezpieczeń „Silesia”, dziś jest tu Centrum Oknologii.

Budynek jest ogromny. W czasie okupacji miał numer 8, teraz 12, ale to na pewno ten sam, bo L.V.S. w adresie na kopertach listów Niusi do Julka, oznacza właśnie Landesvericherung Schlesien. Zresztą na listach od Maśki jest właśnie ta pełna nazwa.

julek praca 2julek praca 1Drzwi mają dla mnie zawsze szczególne znaczenie. Myślę, że właśnie te drzwi przekraczał codziennie rozpoczynając pracę. To w tym budynku założył pewnie tę teczkę, po której została tylko okładka.

segregator-Breslau

Sprawdziłam też odległość, którą musiał pokonać z mieszkania do pracy – ponad pięć kilometrów. Jeśli nie jeździł tramwajem, to pieszo zajmowało mu to około godziny.

Trochę bliżej miał do słynnej Hali Targowej, gdzie miał kupić farbę do włosów dla mamy i coś, co obiecał Olusiowi.

hala targowaBardzo mnie wzruszało odnajdywanie miejsc, o których wiedziałam, że kiedyś był tu ten niesforny starszy brat mojej mamy. Dla mnie fakt, że po tylu latach chodzę śladami człowieka, którego nigdy nie poznałam, a który jest dla mnie tak ważny, ma w sobie coś z magii.

JUlek-Breslau

Mogę się tylko domyślać, że bywał w wielu innych miejscach tego pięknego miasta, które i ja przez dwa dni przemierzałam w towarzystwie cudownej poetki, z którą zetknął mnie …legionista Jan Kula, podkochujący się kiedyś w mojej babci. A właściwie jego fotografia.
Ale to już temat na osobną opowieść.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Breslau, czas tuż po wojnie, II wojna światowa, życie w czasie okupacji i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Śladami Julka we Wrocławiu

  1. ~Kbc pisze:

    Wkrótce czeka mnie kilka dni we Wrocławiu. Teraz będę inaczej patrzeć na to miasto… tak ze świadomością że chodzę po czyichś śladach…

    • vilejka pisze:

      Dziękuję i polecam czytanie od początku. Choć i tak nie wszystko jest chronologicznie ułożone. Ale łatwiej ogarnąć :)
      Pozdrawiam serdecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>