Zeszyt do geografii 1946/47.

Znalazłam na strychu parę „szkolnych artefaktów” Olka z okresu tużpowojennego. Wiem, że to może dziwić, że ciągle coś znajduję – jakby to był jakiś przeogromny strych. Faktycznie sporo rzeczy leży tam jeszcze w mniejszym lub większym nieładzie. Ciągle sobie obiecuję, że w końcu to uporządkuję, ale ponieważ …nic i nikt mnie goni, to delektuję się każdą chwilką spędzoną na tym moim „odkrywaniu przeszłości”. Prawie wszystko miałam już chyba w ręce (mam nadzieję, że się nie mylę pisząc „prawie”, bo to daje nadzieję, że jednak jeszcze odkryję coś zaskakującego), ale są rzeczy, które odłożyłam parę lat temu jako te mniej ciekawe lub „niedostateczne archiwalne” :) Bo wtedy śledziłam losy mojej rodziny z okresu znacznie dawniejszego niż lata czterdzieste i chyba nie doceniałam wagi rzeczy i dokumentów z okresu już po wojnie. Całe szczęście, że nie przyszło mi do głowy, żeby je wyrzucić.
Jest wśród nich „zeszyt geograficzny” z klasy VI. Duży, formatu prawie A4, obłożony w  szary papier, z naklejoną karteczką z nazwiskiem właściciela.

22119639_1690903780941941_1008499504_o

Muszę zawsze zaglądnąć pod okładkę,  zresztą chyba każdy tak ma. A nuż kryje się tam jakiś prywatny zapisek, który odsłoni przede mną kolejną tajemnicę?
Na właściwej okładce zeszytu, pod tą papierową znalazłam informację, że Olek prowadził go w klasie piątej.

22068854_1690903724275280_1416616370_o

Zresztą wskazują na to daty wpisane przy kolejnych zapisach lekcyjnych. Olek ukończył siedmioklasową szkołę powszechną w 1949 roku, więc rok szkolny 1946/47 to była właśnie piąta, a nie szósta klasa. Dwunastoletni wtedy brat Jasi zamierzał pewnie, prowadzić nie zapisany nawet w połowie zeszyt z klasy piątej także w następnym roku szkolnym, ale z jakiegoś powodu zaniechał tego.

Pierwszy zapis nosi datę 20 X 1946, a kolejne są dość nieregularne.
Jest wpis z 15 listopada 1946 roku z poleceniem zadania domowego: narysować dorzecze Wisły. Olek nie zrobił tego zadania. Dwa dni później, w niedzielę w nocy 17 listopada zmarł, ciężko chory, od kilku miesięcy nie wstający z łóżka,  jego ojciec, mój dziadek Jan.
Potem jest jeszcze kilknaście stron zeszytu, który chyba miał zastąpić podręcznik do geografii – Olek oprócz wpisywania charakterystyk poszczególnych krain geograficznych Polski, wklejał tam ilustracje z przedwojennych gazet (oczywiście odkleiłam i sprawdziłam, o czym piszą na odwrocie: takie nazwy jak Komitet Zimowej Pomocy Bezrobotnym, czy Policja Państwowa albo czyjeś personalia poprzedzone literką „p.” nie mogły pochodzić z powojennej prasy).

22095335_1690903570941962_212093257_oOprócz samodzielnych rysunków poglądowych są też starannie wklejane widokówki, najpewniej z rodzinnego archiwum.

22118021_1690903650941954_1811831226_o

22068984_1690960747602911_1981227929_o 22069068_1690961377602848_305804384_o 22070400_1690960317602954_852533667_o (1)

Kartka z widokiem z góry zamkowej w Ojcowie została wydana chyba jeszcze za czasów zaborów – na rewersie są napisy w języku polskim i rosyjskim. Widnieje tam również informacja: ” Nakład i własność Maryi Bernhard w Ojcowie”. Póki co, nie natrafiłam w sieci na tę drukarnię, ale może słabo szukałam.
Kartka ilustrująca zapis o Śląsku Cieszyńskim została wydrukowana w Volksdruckerei Freistadt czyli we Frysztacie, gdzie dziadkowie przebywali w obozie. Przedstawia willę Henriettę w Bad Darkau czyli w Darkowie, który w 1938 roku został przyłączony do Polski. Teraz znajduje się na terenie Czech.
Ale najciekawsza, choć nie kolorowa, jest kartka z Wrocławia ze starannie przekreślonym napisem „Breslau” i „Oder mit Pafsbrücke”. Nie to jest jednak najwazniejsze. Na odwrocie, w odróżnieniu od pozostałych kartek jest treść!

Kartka z widokiem mostu na Odrze we Wrocławiu została wysłana 26 lutego 1943r. z Milicza do obozu we Frysztacie. Adresatem jest Herr (pan) A. Nowak, ale prawdopodobnie nie chodziło o pana, ale o panią A. Nowak, czyli moją babcię Andzię. Mazurowie, którzy są podpisani na pocztówce mogli nie być pewni, czy dziadek Jan nie przebywa przypadkiem gdzie indziej, na przykład w Świętochłowicach. Kiedyś pisałam o tym. W tamtym wpisie na odwrocie lekarskiej diagnozy choroby dziadka (już wtedy cierpiał z powodu choroby, która przyczyniła się do jego śmierci tuż po wojnie) znalazła się notatka z czyimś adresem w Miliczu.

lekarskie zaświadczenie dziadka ze świetochłowic.rewers
Pocztówka, którą Olek zilustrował zapis dotyczący Niziny Śląskiej co nieco wyjaśnia. Udało mi się odczytać większość z treści zapisanej ołówkiem kopiowym, starannym charakterem pisma (są miejsca, gdzie użyty przez piątoklasistę Olka klej przywarł bardzo mocno i nie udało się go oddzielić od papieru):

” Kochani Państwo Nowakowie i Lubańscy!
Bardzo Wam dziekujemy za Waszą szybką odpowiedź. Cieszymy się, że znów przyjadą tu nasi starzy towarzysze niedoli. Prawdę powiedziawszy byłoby nam bardzo miło Was tu powitać, ponieważ zżyliśmy się z Wami bardzo i z Waszemi Kochanemi dziećmi. Z każdym dniem czujemy się lepiej. Narazie ja jeszcze nie pracuję, ponieważ nie mam odpowiednich butów. Nie jest tu znowu (…). Dostaliśmy niemieckie kartki. Od wczoraj po 1/2 l dobrego mleka codziennie. Nie musimy się martwić, że nam zabraknie ziemniaków. Wyjazd nasz w nasze okolice jest zastrzeżony (lager). Napiszcie nam, jak tylko zajdzie jaka zmiania w waszem życiu. Czy już pisali z tamtego transportu?
Serdecznie Was pozdrawiamy
Mazurowie” 

Mazurowie (ale raczej nie nasi sąsiedzi z Krakowskiej, to chyba zbieżność nazwisk) musieli wcześniej być z dziadkami we Frysztacie, podobnie jak wymienieni Lubańscy, z których nazwiskiem też po raz pierwszy się spotykam w domowych archiwaliach. I stamtąd wyjechali transportem Milicza. Może „na roboty”? Moi dziadkowie, choć pewnie na to liczyli, bo warunki były tam wyraźnie lepsze, nie pojechali na Dolny Śląsk. W czerwcu 1943 roku znaleźli się w Polenlagrze w Boguminie, gdzie warunki były tragiczne…

A potem był jeszcze Marsz Śmierci.

Ten wpis został opublikowany w kategorii stare dokumenty, stare zeszyty szkolne, szkoła dawniej, Wojna, życie w czasie okupacji i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Zeszyt do geografii 1946/47.

  1. ~Beata pisze:

    Dziś już nikt nie prowadzi tak zeszytów, a pamiętam, że jeszcze ja w latach 60/70 wklejałam do zeszytów różne „wycinanki” z gazet, albo pocztówki.

    Rzeczy powojenne i mnie dawniej wydawały się mniej zajmujące niż przedwojenne, ale teraz to również rarytasy. :)

    Najserdeczniejsze uściski ślę Vilejko,
    BB

    • vilejka pisze:

      No tak, dzisiaj zeszyty są bardziej podobne do dawnych brudnopisów.
      Ja też wklejałam, zwłaszcza w zeszycie do geografii. Czasem „naginałam” rzeczywitość do tego, co mi było akurat potrzebne. Do dzisiaj pamiętam, jak zorientowałam się, że Nikaragua nie leży jednak w Afryce i zmieniałam podpis pod wklejonym zdjęciem na: „Nigeryjskie kobiety robiące pranie”. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>