Historia jednej sukienki

Pisałam o tym jakiś czas temu na „fejsbukowym” profilu bloga, ale ponieważ wśród moich czytelników są i tacy, którzy na to medium nigdy nie zaglądają, postanowiłam podzielić się historią …pewnej sukienki także tutaj.

Moja córka Zuzia Zuza Zakrzewska – #supermodelkaplussize, o czym wspominałam niedawno, brała udział w polsatowskim konkursie Supermodelka Plus Size . Ostatecznie zajęła tam drugie miejsce, przegrywając jedynie – jako amatorka – z profesjonalną modelką. Ale nie tego dotyczy ten wpis. To znaczy nie wyniku konkursu.
W przedostatnim odcinku, w którym weszła do finału, pokazała się między innymi w sukience … swojej babci! Czyli mojej Mamy – Jasi Nowakównej. Po programie pojawiło się w sieci sporo zdjęć, na których ma na sobie tę właśnie sukienkę.
Jasia kupiła ją prawie pięćdziesiąt lat temu od kogoś, kto przywiózł ją z Włoch. Do Włoch nie jeździło się wtedy zbyt często. Tylko wybrani mogli dostąpić tej przyjemności. Więc każda rzecz „stamtąd” to był ogromny rarytas. I ktoś przyniósł ten rarytas do nas… To jedno z moich najwcześniejszych wspomnień związanych z Mamą.

sukienka.m
Pamiętam, jak mierzyła ją w sypialni, przeglądała się lustrze w drzwiach tej wielkiej szafy, która stoi teraz w „łaźni”, jak spacerowała „modelkowym” krokiem wdłuż pokoju. I jak zastanawiała się wspólnie z moją babcią, Andzią, czy to za bardzo nie nadszarpnie skromnego budżetu samotnej matki. W peerelowskiej szarzyźnie końca lat 60′ taka sukienka była jak powiew wielkiego świata. A dla takiego kolorowego ptaka, jakim była moja mama ten powiew był wręcz niezbędny do życia. Czasem bez względu na koszty. No, i kupiła! Choć domyślam się, że musiałyśmy wtedy na czymś bardzo przyoszczędzić.
Sukienka przetrwała prawie pięćdziesiąt lat, ja też miałam z niej pożytek i to jeszcze całkiem niedawno, a teraz … Zuzia zabrała ją do domu modelek, kiedy jechała na casting do programu.
I w końcu ubrała, żeby wyglądać w niej jak milion dolarów.

23319542_1706697062704919_1536946808114502936_n23319270_1706697086038250_7279454045269311137_n

23316810_1706697076038251_5597437467732341186_n sukienka babci
Jestem pewna, że babcia patrzyła na nią z dumą z tej drugiej strony. W Zuzi spełniły się Jej, nigdy nie wypowiedziane, marzenia o byciu modelką. Bo chyba właśnie o tym myślała stojąc za kulisami pokazu mody, który odbył się u nas w 1962 roku i przyglądając się zmieniającym kreacje modelkom…

scan_wzakrzewska_1200_182Sama zawsze była nie tylko niezwykle elegancka, ale też bardzo oryginalna w doborze kreacji, które  z a w s z e  sama sobie przygotowywała. Szyła, robiła na szydełku, wyszywała, malowała (do dziś mam malowane przez nią bluzki). Na strychu nadal są magazyny mody z lat 50′ i 60′ , także zagraniczne, zdobywane przez nią zapewne z ogromnym wysiłkiem i kosztem wyrzeczeń. To stamtąd czerpała inspiracje. A ile miała własnych pomysłów!  Gdyby mieszkała w jakimś większym mieście, gdyby miała jakieś oparcie w rodzinie, gdyby nie musiała walczyć o każdy dzień egzystencji dla siebie i swojego dziecka, no i przede wszystkim: gdyby czasy były inne – na pewno zostałaby projektantką mody.
A dziś – Jej wnuczka wkroczyła w świat mody i jako spadkobierczyni dziedzictwa swojej Babci ma do zaoferowania temu światu znacznie więcej niż ładna buzia.
A „magiczna” sukienka – czyż jej historia nie jest namacalnym dowodem na tę niezwykłą łączność pokoleń?

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Historia jednej sukienki

  1. ~Beata pisze:

    Kapitalne :****
    Wszystko najlepsze, co w nas piękne i dobre, dostałyśmy od… swoich Babć :*****

  2. ~GruBBa pisze:

    Ile ja bym dała, by mieć choć namiastkę strojów mojej babci Apolonii. Na zdjęciach, które posiadam, a także choćby z informacji z intercyzy przedślubnej widać, że była damą pisaną przez duże D. Niestety, nie zostało się nic z takich pamiątek. Ale masz rację – wiele dostajemy w spadku od naszych babć, bo one kochają nas inaczej :-)
    Pozdrawiam.

  3. ~bgl pisze:

    Bo życie piękne jest a wszystko jest po coś…

    Wzruszyłam się. Znów widzę Jasię taką jaką pamietam, znów widzę.

    Pozdrawiam gorąco Violu

    B

    • vilejka pisze:

      Basiu, a mnie wzrusza także to, ze TY, która znałaś Ją już jako starszą panią,i to raczej z widzenia, potrafiłaś dostrzec w niej tamtą niezwykłą dziewczynę, która marzyła o zdobyciu świata.
      Kocham to!
      Pozdrawiam serdecznie!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>