A w tym czasie na Piaskach w Czeladzi…

Moja babcia Andzia wyjechała z Czeladzi początkiem 1923 roku, żeby najpierw pielęgnować śmiertelnie chorą Annę i zajmować się jej dziećmi, a w końcu, po jej śmierci, zostać żoną Jana i mamą niespełna trzyletniego Julka. Bo malutka Ania, jej chrześnica zmarła prawie równocześnie ze swoją mamą.
W domu Nowaków w Sierszy bywała już wcześniej stosunkowo często – tak myślę, choćby z powodu swojej chrześnicy i przyjaźni z Anną. A kiedy ciocia-przyjaciółka zachorowała była z nią cały czas. Nie wiedziała, że zostanie tam już na zawsze.
W Czeladzi nic jej już nie trzymało. Wydaje mi się wręcz, że chętnie wyjeżdżała z miejsca, gdzie „wszyscy wiedzieli o Sieroży”. Bo przecież w tak niewielkiej społeczności, jaką były w tamtym czasie Piaski, musiano plotkować o tych zerwanych zaręczynach. W dodatku od roku jej matka była żoną mężczyzny, który kiedyś to Andzi „był przeznaczony”. To musiała być okropnie niezręczna sytuacja. Mieszkali we czwórkę: matka, jej młody mąż – właściwie rówieśnik córki, Andzia i dwunastoletni Felek. Właściwie trudno mi to sobie wyobrazić, zwłaszcza w kontekście tego niegdysiejszego swatania Andzi z Konstantym, obecnym mężem Ludwiki. I nie ma tu nic do rzeczy fakt, że Andzia kiedyś go nie chciała (bo była zakochana w Sieroży Mirowskim).

Kozłowie - drudzy od lewej, Piaski

Na tej fotografii moja prababka stoi druga od lewej, a poniżej siedzi jej mąż Konstanty Kozioł. Teraz zdałam sobie sprawę, że pamiętam z dzieciństwa ten naszyjnik, który ma szyi – zrobiony chyba z kości, przedstawiający takiego ażurowego łabędzia. Nosiła go moja mama, a ja się nim czasem bawiłam…. Kurczę, nie wiedziałam, że jest taki stary. I w ogóle myślałam, że jest z plastiku. Nie mam pojęcia, gdzie teraz jest. Mam nadzieję, że go nie wyrzuciłam, trzeba będzie poszukać.

Zdjęcie (odnalezione latem w Czeladzi, w „ciocinym pudle”) zrobiono mniej więcej w tym samym czasie, co prezentowane tu kiedyś inne, pewnie z sąsiadami lub znajomymi z Czeladzi. Jest tam też mały, może właśnie około dwunastoletni Felek. Czyli można je datować na około 1922-23 rok.

KOziol_i_Ludwika_w_Czeladzi 1

Ludwika poślubiła Konstantego w lutym 1922 roku. To wspólne mieszkanie, na dosyć niewielkiej powierzchni, musiało być nie do zniesienia, zwłaszcza dla Andzi… Więc małżeństwo z Janem, choć w dużej mierze z rozsądku i związany z tym wyjazd do Trzebini to było jakieś wyjście z sytuacji.

Tymaczasem jej brat Felek wyrastał w Czeladzi na bardzo przystojnego młodzieńca. Jakiś taki …południowy typ z niego był.

Felek

 

Felek, budowaTu, drugi od lewej, na jakiejś budowie, kto wie, czy nie domu, który postanowiła wybudować jego matka na Piaskowej i w którym mieszka dziś młodsza córka Felka, Jadzia. Wtedy Kozioł już zdaje się nie mieszkał z Ludwiką, choć formalnie chyba nigdy się nie rozwiedli.

Felek musiał podobać się dziewczynom. A miał w czym wybierać, bo dom na Betonowej sąsiadował nie tylko z innymi „betonami”, ale też z tymi wielorodzinnymi domami, które na Śląsku nazywają familokami, ale w Zagłębiu, choćby ze względu na to ciągłe odcinanie się od Górnego Śląska,  mogli je nazywać inaczej. Nie wiem jak. Może też „betony” tylko wyższe niż te wyglądające jak segmenty, gdzie wychowała się moja babcia Andzia. Na pewno ładniejsze od śląskich familoków. Między tymi domami, gdzie mieszkał tak zwany „dozór” i moja prababka-akuszerka też, a wyższymi -wielorodzinnymi jest dziś taki minipark. Bo ulica jest tu i tam ta sama – Betonowa, ale zatacza jakby koło i otacza ten park-ogród. Myślę, że wtedy też musiał istnieć i tam mogły spotykać się zakochane pary…

Felkowi podobała się tylko Hanka Świniarkówka – pochodząca właśnie z jednego z tych niby familoków na Betonowej.

Hanka ŚwiniarkownaByła faktycznie śliczna. Podobno Ludwika za nią nie przepadała, ale to jest dość częste zjawisko, że synowa, najoględniej mówiąc, nie zadowala teściowej.
Miała starszą siostrę Marię, która pracowała w jakiejś fabryce, bo znalazłam na Piaskach zdjęcie, które opisała jako „koleżanki z fabryki”. Maria siedzi druga od prawej strony, a zdjęcie pokazuję, bo jest doskonałą ilustracją mody początku lat trzydziestych. No i dotyczy Piasków…

koleżanki z fabryki
51B.mPiasków i chyba młodszej siostry Hanki, Reginy, dotyczy szkolne zdjęcie datowane na odwrocie 1.9.1930. – ucz. IV oddziału. Regina, według informacji od jej siostrzenicy, urodziła się w 1924 roku. W 1930 roku byłaby trochę za młoda na IV oddział, ale na odwrocie jest też jej nazwisko, więc może z tą datą urodzenia jest coś nie tak.

klasa Piaski 1931

Bo Hanka Świniarkówna miała już wtedy lat piętnaście.
Rok później zakochany w „Anuchnie” dwudziestojednoletni Felek dał się uwiecznić u braci Altman w Sosnowcu, na 3 Maja 11, i  ofiarował jej swoją podobiznę. Zapewne w dowód miłości, choć nie napisał o tym jeszcze…No, nie każdy był tak wylewny jak Sieroża.
Ale za to za pięć lat weźmie z nią ślub.

Felek 1931Felek 1931 rewers

Opublikowano Czeladź-Piaski, stara fotografia | Otagowano , , | 4 komentarzy

Ojcowizna. Dom Marianny i Błażeja przy Krakowskiej

Dom KołodziejczykówA to jest najprawdopodobniej ten dom, od którego wszystko się zaczęło…
Jakimś cudem wśród zdjęć pozostałych po Loli znalazło się i to. Przestawia grupę ludzi na tle domu moich prapradziadków Marianny i Błażeja Kołodzieczyków, domu, który jeszcze w czasach mojego dzieciństwa stał na Krakowskiej, po przeciwnej stronie, nieco powyżej tego, który w 1927 roku kupił mój dziadek i w którym dzisiaj mieszkam. W starych księgach parafialnych figuruje pod adresem: Trzebinia, dom 32, a został zbudowany co najmniej w latach siedemdziesiątych dziewiętnastego wieku.
Chodziłam tam, razem z mamą lub babcią, do „wujenki Staszkowej” – po mleko lub żurek. Nie pamiętam dokładnie, czy wyglądał wtedy tak samo, czy stała już tylko jego część. Potem został zburzony, a na parceli, którą spadkobiercy Marianny i Błażeja sprzedali, postawiono „osiemnastkę” osiedla ZWM. Wnuczka Julii Paterkowskiej twierdzi, że to właśnie ten dom. Na pewno bardzo podobny, chociaż trochę zastanawia mnie owalna tabliczka na ścianie na lewo od wejścia. Próbowałam odczytać w dużym zbliżeniu, ale nie udało się…
Zdjęcie jest niewielkich rozmiarów, ale kiedy je zobaczyłam, poczułam niesamowite wzrusznie i radość! Bo do tej pory, mimo, że to rodzinne gniazdo i może ktoś z dalszej rodziny ma inne fotografie przedstawiające ten dom, mogłam zobaczyć tylko jego niewielką część  - jako tło portretów dwóch ślubnych par, dwóch panien młodych pochodzących z tego domu w towarzystwie nowozaślubionych mężów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAAnny Kołodziejczykównej, która 20 października 1906 roku poślubiła Jana Cecugę

Paterkowscy ślubne.mi jej młodszej siostry Julki, która 10 lutego 1910 roku wyszła za mąż za Antka Paterkowskiego.

Obie pary pozują w tym samym miejscu, na tle drzewa, ale nie jest to drzewo widoczne na zdjęciu z grupą ludzi. Dach jest już kryty czymś innym, chyba papą. Ale czas dzielący oba ślubne zdjęcia od tego, które niedawno się odnalazło to około trzydzieści lat. To, które przechowała Lola, córka Paterkowskich, zrobiono prawdopdobnie  końcem lat trzydziestych lub być może na początku okupacji.

dom kołodziejczyków osoby
Lola stoi bokiem, za drzewem. Domyślam się, że starszy mężczyzna stojący centralnie na ganku to Staszek, brat Julii i Anny, który pozostał na ojcowiźnie. Błażej nie żył od 1918 roku, a jego żona Marianna (z Nowaków zresztą – jej bratanek Jan poślubił jej wnuczkę Andzię – moją babcię) zmarła w 1930. Niedawno dowiedziałam się od wnuczki Staszka, że na naszym nasłynniejszym zdjęciu rodziny Kołodziejczyków zrobionym w 1909 roku (też w pobliżu domu przy Krakowskiej) Staszek to ten z braci, który nie ma munduru. Ten ładniejszy – trzeci od lewej. To cenna informacja, bo wiedziałam tylko, że dwaj bracia pośrodku to Władek i Staszek, ale nie wiedziałam który jest który.

cropped-Kołodziejczykowie-19091.jpg
Nie umiem zgadnąć, kim są pozostałe osoby na zdjęciu domu. Za to piesek chyba ten sam, który towarzyszy Loli na fotografii, którą niedawno publikowałam.

LOla z pieskiem Kosciuszki.mMały chłopczyk obok pieska to mógłby być Lenek, syn Luci urodzony w 1936, bo mężczyzna za nim trochę przypomina Stanisława Głucha, męża Luci. Może ktoś z krewnych tu trafi i pomoże mi w identyfikacji, zawsze pisząc mam taką nadzieję i czasem się to udaje. Dziecko jest odświętnie ubrane, mężczyźni też inaczej niż w zwykły dzień. W ogole sporo tam ludzi. Może to jakieś święto rodzinne? Może Lola pójdzie za chwilę odwiedzić kuzynkę Andzię, która mieszka po drugiej stronie ulicy? A mała Jasia przytuli się do swojej ulubionej cioci?
A może sama zaraz tam przybiegnie, albo już tam jest, tylko nie załapała się do zdjęcia?
Po raz kolejny żałuję, że te obrazy nie mogą przemówić, ale że ktoś ich choćby nie opisał na odwrocie.

 

Opublikowano stara fotografia, Trzebinia dawniej | Otagowano , , , | 7 komentarzy

Mężczyźni sióstr Paterkowskich (i w tle zdjęcia Trzebini)

Przytoczyłam jakiś czas temu anegdotę o tym, jak to Lola była wyraźnie rozczarowana mikrą posturą Józefa Szołdry, który pewnego dnia zapukał do „domku czterech dziewcząt” zachęcony przez swojego starszego brata Henryka. I jak mimo tej, delikatnie mówiąc, zdystansowanej postawy Loli, oczarował jej młodszą siostrę Kazię (tę, która nie mogła popłynąć z mamą do Ameryki), która ostatecznie wyszła za niego za mąż. A Lola poślubiła Karola – zapewne nie tylko dlatego, że był wysoki i nosił mundur, co było dla niej nie bez znaczenia.
Na zdjęciu poniżej (zrobionym być może w Chybiu, gdzie Szołdrowie zamieszkali po ślubie lub w Wiśle, dokąd się przenieśli i gdzie Józef pełnił przed wojną funkcję miejskiego architekta) widać, że mąż Kazi faktycznie był niewiele wyższy od swojej żony.

Kazia i Józef Szołdrowie m
Karol był za to zdecydowanie wyższy. Ale nie tylko dlatego chcę pokazać to zdjęcie.

5 mSiostry Paterkowskie idące w towarzystwie Karola Kleina znajdują się prawie na pewno na ulicy Kościuszki. Nie jestem w stanie odczytać napisu na szydzie za nimi, ale mijają właśnie jakiś skład należący do Grossa. Widoczna końcówka imienia  ”- wer” (Jakower?) nie pasuje do Majera Grossa, który miał skład budowlany, ale przy Rynku. Albo mi to umknęło, albo nigdy nie trafiłam, ale teraz nie wiem, w którym dokładnie miejscu był skład tego innego Grossa. Bo to byłoby ciekawe zdjęcie – jedno z przecież nielicznych zachowanych – ilustrujące nasze miasteczko przed wojną. Basia na pewno to znajdzie i zaraz mi coś na ten temat napisze :)

No, i jeszcze jedno zdjęcie z Rybnej zrobione parę lat wcześniej.

Kazia i Stanisław Głuch mPara wyraźnie sobą niezainteresowana – on czyta gazetę, ona patrzy gdzieś w dal (nawet jeśli to tylko poza do zdjęcia) – to Kazia Paterkowska i Stanisław Głuch. Zdjęcie zdaje się wykonano dokładnie tego samego dnia, co tamto przedstawiające „trzy gracje”, to znaczy 20 kwietnia 1930 roku. Kazia jest tu identycznie ubrana, a i okoliczności przyrody bardzo podobne. Niewykluczone, że tamto zdjęcie trzech sióstr wykonał właśnie Stanisław. Zdaje się, że się zalecał do  osiemnastoletniej wówczas Kazi… Bo Lucia, która ostatecznie została jego żoną, była wtedy trochę za młoda – miała szesnaście lat. Córka Kazi opowiedziała mi, że podobno ich mama,Julia, tak to sobie wykombinowała, że ładna Kazia na pewno łatwo znajdzie męża, przebojowa Lola też nie będzie miała z tym problemu, a Luci … trzeba trochę pomóc. No i koniec końców dwudziestosześcioletni Stanisław poślubił za dwa lata najmłodszą z nich, jeśli nie liczyć Zuzi, osiemnastoletnią Lucię, która wyszła za mąż jako pierwsza. Wiem, dzięki jednemu ze zdjęć pozostawionych przez Lolę, jak Lucia wyglądała w dniu ślubu. Wyobrażam sobie, że siostry były jej druhnami.

Lucia slubne m

Stanisław był chemikiem i pracował w laboratorium w chrzanowskiej „Stelli”, gdzie także zamieszkał ze swoją świeżo poślubioną żoną. Pierwsze dziecko Głuchów zmarło, a potem dopiero w 1936 roku urodził się Lenek (Leonard), który jako dwulatek wraz ze swoją mamą jest na zdjęciach z jakiegoś letniska (1938r.), gdzie przebywała też moja babcia Andzia z Jasią i Olkiem.

letnisko_6

letnisko3

W tym samym roku, co Lenek urodziła się Małgosia – córeczka siostry Luci, Kazi.

Moje skojarzenia nie zawsze są na miejscu i może nie powinnam o tym pisać, ale właśnie przyszło mi na myśl, że po trzech weselach, w kolejnym roku … odbył się pogrzeb czwartej córki, Zuzi. Prawie jak w tytule pewnego filmu…

Opublikowano stara fotografia, Trzebinia dawniej | Otagowano , , , | 9 komentarzy

Modna w latach trzydziestych

Lola w futrze m

 

Przeglądam jeszcze pozostałe zdjęcia Loli. Chyba byłoby szkoda, gdybym je zostawiła tylko dla siebie. Bo są doskonałą ilustracją tego, że i u nas, w Trzebini, w latach trzydziestych młode kobiety starały się nadążać za modą i pięknie wyglądać. Lola nie była pięknością, ale miała w swojej powierzchowności coś ujmującego, a na dodatek mogła sobie pozwolić na ładne stroje. Była bardzo oryginalna. Na jednym ze zdjęć z poprzedniego wpisu przegląda jakieś czasopismo o modzie. Jestem pewna, że nie tylko „do zdjęcia” to robiła…
Dbała też o fryzurę, co widać na tych zdjęciach. Niektóre z nich to zdjęcia amatorskie, ale są też takie, które wykonano w zakładach fotograficznych, przeważnie w Krakowie.
Tak, pani Ewo, to cudowne, że najpierw ona sama, a potem jej siostrzenica je przechowała.

LOla zdjęcia w Krakowie m

 

Lola. m

 

Pokazywałam już kiedyś niektóre z tych, ale świetnie pasują do tej minigalerii „trzebińskiej” mody z tamtych lat, dlatego znalazły się tu raz jeszcze.

LOla w długiej sukni.m

45A

Lola na leżaku. m

 

LOla z Karolem

I jeszcze zdjęcie – ciekawe także z tego powodu, że wykonano je końcem lat trzydziestych na schodach kościoła w „naszych” Płokach. Zdaje się, że nie ma zbyt wielu fotografii tego miejsca w tamtym okresie.

Płoki

 

Opublikowano stara fotografia, Trzebinia dawniej | Otagowano , , | Skomentuj

Jeszcze coś o Loli

 

LOla w kostiumie kąpielowym.m

lola na kanapie.mLola na leżaku. m

 

7.jpg m

LOla w domu przy Kosciuszkilola w oknie .m

2

 

37m

 

Niewiele więcej mogę napisać o młodości mojej ekscentrycznej cioci – babci Loli Paterkowskiej, która od 1934 roku nazywała się po mężu Klein, a po wojnie wraz z nim zmieniła nazwisko na Uchacz. Wiem, że po ślubie z Karolem zamieszkała w oficynie domu rodziców przy Kościuszki i to właśnie w oknie tego budynku dała się uwiecznić na jednej z fotografii. Na innej przytula gołębia – jednego z tych, które hodował jej tata.
Nosiła oryginalne stroje, była elegancką kobietą, zdaje się, że umiała jeździć na motorze. Na pewno w przedwojennej Trzebini zwracała na siebie uwagę. I to właściciwie tyle…

33m 35m

 

8m

10m

Chociaż… jest jeszcze jedna historia z nią związana, którą opowiedziała mi jej siostrzenica. Jeszcze zanim w 1934 roku w wieku niespełna 24 lat wyszła za mąż za Karola, poznała i zadurzyła się w jakimś wojskowym (miała słabość do munduru) o nazwisku Wachowski (nie jest to pewna informacja, w sensie – czy to na pewno było to nazwisko, ale brzmiało podobnie). Lola znała już swojego przyszłego męża, ale chyba był jej „planem B”. Ten wojskowy mówił do niej: „moja Lu” i podobno tworzyli piękną parę. Pewnie zupełnie inaczej potoczyłoby się jej życie i Karol Klein nie zostałby jej mężem, gdyby nie wydarzył się straszny wypadek. Podczas czyszczenia broni ten człowiek postrzelił śmiertelnie swoją matkę, a widząc co się stało sam popełnił samobójstwo. Ponoć to stało się w Trzebini, na początku lat trzydziestych, chyba oboje są pochowani na naszym cmentarzu. Niestety na razie nie udało mi się potwierdzić tej informacji.
Nie wiem, jak bardzo Lola przeżyła to zdarzenie, jednakże niedługo potem wyszła za mąż za Karola.

LOla i Karol Ślub

Lola i karol ślubne.m

 

Niestety Kleinowie -Uchaczowie nie doczekali się potomstwa nad czym Lola bardzo bolała. Być może właśnie niemożność posiadania dzieci rekompensowała sobie dość bogatym życiem osobistym. Dużo podróżowała, była bardzo aktywna i towarzyska. I zawsze uśmiechnięta. Tak jak na tym zdjęciu zrobionym jeszcze przed wojną na ulicy Kościuszki w Trzebini.

LOla z pieskiem Kosciuszki.m

Opublikowano stara fotografia, Trzebinia dawniej | Otagowano , , | 2 komentarzy

Lola z Buffalo, N.Y.

Najstarsza z sióstr Paterkowskich, Lola, mimo że urodzona w Polsce, była bardziej „amerykańska” od Luci i Zuzi, które przecież przyszły na świat w Ameryce.
Właściwie trudno się temu dziwić, bo spędziła tam całe swoje „świadome” dzieciństwo. Wyjeżdżając  z Polski była trzyletnim brzdącem, wróciła jako trzynastoletnia panienka. W amerykańskiej szkole, do której zaczęła uczęszczać w wieku lat pięciu. spędziła osiem lat.
Z jedynej „szkolnej” fotografii Loli patrzy zadowolona, pewna siebie ośmiolatka. Ciekawa jestem, czy zdjęcie wykonał przygodny fotograf, czy to tata Loli – Antoni, już zabyty w Ameryce, kupił sobie i ten cud techniki i uwiecznił nim wtedy swoją najstarszą córeczkę.

21A21B

 

Dwa lata później Lola przystąpiła w Buffalo do Pierwszej Komunii Świętej, a pamiątkowe zdjęcie Paterkowscy przysłali między innymi także cioci Ludwice, mojej prababci, mieszkającej wówczas w Czeladzi.

LOla_Paterkowska_I_Komunia_USA__Kopia

 

Kiedy latem odwiedziłam w Cieszynie siostrzenicę Loli, wśród pamiątek po niej zobaczyłam również obrazek, który otrzymują dzieci pierwszokomunijne. Dzięki temu wiem, że uroczystość miała miejsce 30 maja 1920 roku w kościele Przemienienia Pańskiego w Buffalo, zaś księdzem, który dzieci Polonii amerykańskiej przygotowywał wówczas do przyjęcia Najświętszego Sakramentu był Franciszek Kasprzak. Znalazłam informację, że w 1930 roku  ks. Kasprzak był prałatem w Buffalo. Dzień Komunii Loli to była niedziela, nie tak jak u nas w tym czasie zwykły powszedni dzień, najczęściej środa. Pewnie dlatego, że każdy dzień pracy w Ameryce to były dodatkowe d o l a r y . Szkoda było brać wolne i duchowni to doskonale rozumieli organizując taką uroczystośc w niedzielę.
Kościół, w którym Lola przystąpila po raz pierwszy do Komunii znajduje się na rogu Mills i Sycamore Street i jest obecnie zamknięty, a budynek znajduje się w rękach prywatnych.

komunia Loli obrazek cały

komunia Loli obrazek

Dzięki umiejscowieniu na mapie kościoła, do którego uczęszczali w Buffalo Paterkowscy, mogę być teraz raczej pewna, że ich adres, który z trudnością odczytałam z dokumentu potwierdzającego przyjście na świat Zuzi,  to raczej Wilson, a nie Gibson Street. Od domu przy Wilson Street 403 kościół Przemienienia Pańskiego był oddalony zaledwie o jakieś czterysta metrów. Na mapach Google można zobaczyć to miejsce i dom, może nawet ten właśnie, albo sąsiadujący z dzisiaj nieisniejącym (bo dość pusto tam wokoło), w którym rodzina Loli mogła wtedy mieszkać. W każdym razie i dzisiaj jest tam dosyć zielono i jakby nawet sielsko, tym bardziej nie dziwi mnie fakt, że Julia po powrocie do Polski chciała zamieszkać w domu z ogródkiem, warzywniakiem i kurkami. Może miała to tam, w Ameryce?

Wilson Street

LOla Foto Adela

Lola, która prawdopodobnie tuż po powrocie z Ameryki dała sobie zrobić to zdjęcie (w atelier Adela w Krakowie), jednak nie za tym tęskniła tutaj w Polsce.
Jej brakowało Ameryki! Dużego miasta, świateł, aut i …języka angielskiego. Jeszcze jako ponaddziewięćdziesięcioletnia staruszka pamiętała mowę swojego dzieciństwa i  w domu opieki, w kórym znalazła się pod koniec życia szczególną przyjemność sprawiała jej możliwość konwersacji w tym języku z młodymi pielęgniarkami.

Opublikowano stara fotografia | Otagowano , , , , | 7 komentarzy

Dziwny zbieg okoliczności

Zuzia Paterkowska przyszła na świat 5 kwietnia 1917 w Bufallo. Jej rodzice byli już w Ameryce od mniej więcej czterech lat. Dwa lata wcześniej przyszła na świat Lucia, a mała Lola zaczęła naukę w szkole.
Zachował się taki dokument, niby odbitka negatywu (ale wcale nie pozytyw, raczej kopia) czegoś w rodzaju świadectwa jej urodzenia.

Swiadectwo Ur. Zuzi P.

Można się z niego dowiedzieć między innymi, że była czwartym z kolei dzieckiem ślusarza narzędziowego (tool maker) i gospodyni domowej. Ich adres w Bufallo to Gibson lub Wilson Street 403 – trudno odczytać, a sprawdziłam, że ulice o obu nazwach istniały wówczas w tym mieście.

Adres Paterkowskich

Paterkowscy wrócili do Polski prawdopodobnie w 1923 roku lub trochę później, choć wcześniej myślałam, że było to dwa lata wcześniej.Wydedukowałam sobie, że w 1923 Antoni popłynął do Stanów, żeby jeszcze trochę dorobić. Ale było raczej tak, że najpierw przypłynął sam, żeby w maju 1921 roku kupić dom przy ulicy Kościuszki. Musiał też coś w nim pourządzać, w każdym razie miał co robić, bo do Stanów, po żonę i trzy córki wrócił dopiero w sierpniu 1923r.
W zachowanym „Oświadczeniu woli”, dokumencie wymaganym chyba przy wjeździe do USA widnieje amerykański adres Julii – 272 Lovejoy Street (swoją drogą – jaka urocza nazwa!). To oznacza, że w czasie, kiedy Antoni był w Polsce ona musiała przez dwa lata sama radzić sobie z dziećmi i domem. Pewnie wtedy jeszcze bardziej zacieśniła się jej więź z siostrą Anną. Anna i jej mąż to była tam, tysiące kilometrów od Trzebini, jedyna rodzina Julki.

Paterkowski - declaration of intention. m

 

Z Zuzią rodzice wiązali duże nadzieje. Nie dość, że była bardzo ładna, to jeszcze do tego mądra i o ujmującym sposobie bycia. Już w Polsce kupili fortepian i opłacili jej lekcje gry na tym instrumencie. Jej siostrzenica powiedziała mi, że Zuzia chodziła do Gimnazjum w Wadowicach. To dość daleko, jakieś 35 km, ale całkiem możliwe, że dla swojej najmłodszej, uzdolnionej córki rodzice wybrali właśnie tę szkołę, która cieszyła się dobrą renomą. Chciała się dobrze przygotować do studiów medycznych, o których od dawna marzyła.
Być może właśnie do tej szkoły chodziła z jedną ze swoich najlepszych przyjaciółek – Marysią Biłykówną z Trzebini, młodszą od niej o rok, urodzoną 10 czerwca 1918 roku. Jej rodzice Anna i Dymitr byli przybyłymi tutaj Ukraińcami. Marysia urodziła się już w Trzebini.

Dziewczyny na motorzeNa zdjęciu zrobionym w oficynie domu Paterkowskich przy Kościuszki 40 wśród dziewczyn „dosiadających” jednego z motocykli Antoniego ostatnia siedzi Zuzia, a przed nią prawdopodobnie właśnie Marysia. Zdążyłam pokazać to zdjęcie pani Alince i to ona Marysię rozpoznała. Śmieją się zadowolone, że udało im się zmieścić na siodełku. Za nimi stoi Lucia, a pierwsza, tyłem do kierunku jazdy, jest najstarsza Lola, która w 1934 roku wyszła za mąż. Mogę się tylko domyslać, że tu chyba jeszcze jest panną. Zuzia zresztą wygląda na 16-17 lat, czyli fotografię wykonano ok. 1933 -34 roku. Choć niewykluczone, że może to być jeszcze rok 1935, bo Lola po ślubie z Karolem mieszkała przez jakiś czas w tej oficynie. A trzpiotką była całe życie, nigdy nie stała się stateczną matroną. Więc i po ślubie mogła się pewnie wygłupiać jak jej nieco młodsze towarzyszki. Może to zdjęcie wykonał właśnie jej mąż?
Jeśli jest to późne lato 1935 (w tle chyba jakieś słoneczniki widzę, dlatego obstawiam tę porę roku), to jest to ostatnie lato dwóch z nich…
Dla nich lato 1936 nigdy nie nadeszło.

Zuzia zmarła w dniu, który jest tylko raz na cztery lata –  29 lutego, w sobotę. Tuż przed maturą i swoimi dziewiętnastymi urodzinami. Jeździła na łyżwach, pewnie po tym stawie na Rybnej, na którym zimą w latach trzydziestych urządzano ślizgawkę z muzyką z głośników i elektrycznym oświetleniem. Podobno tam właśnie „odbiła” sobie nerki. Jako przyczynę zgonu podano zapalenie nerek. Jej pogrzeb zgromadził wielkie tłumy ludzi. Opowiadała mi o tym pani Alinka; sama miała wówczas piętnaście lat, ale dokonale zapamiętała tamten widok. Powiedziała mi jeszcze o czymś.
Śmierć młodej, pięknej, utalentowanej i lubianej dziewczyny to był szok, nie tylko dla rodziny. Szok tym większy, że miesiąc wcześniej, 16 stycznia umarła Marysia. Miała gruźlicę. Ludzie szeptali, że „ściągnęła” za sobą przyjaciółkę…
A może był to tylko bardzo dziwny zbieg okoliczności?

Młodsza siostra Marysi, Olga, bardzo przyjaźniła się z Alinką Damasiewiczówną i Urszulką Ochmanówną. W czasie wojny ich przyjaźń została wystawiona na ciężką próbę, bo rodzice Olgi wykorzystując swoje pochodzenie podjęli współpracę z Niemcami. Olga nie chciała mieć już nic wspólnego z dawnymi przyjaciółkami i nawet zaczęła je traktować jakby z pogardą z tego powodu, że były Polkami. Alinka wspominała to z wielkim żalem.
Zuzia Paterkowska i Marysia Biłykówna już nie musiały „sprawdzać” swojej przyjaźni…

Zuzia_Paterkowska

Zuzia_Paterkowska_jpg_tablica

Marysia Biłyk Odnalazłam grób Marysi na naszym cmenatrzu, Grabarz powiedział mi, że od lat jest nieopłacony i prawdopodobnie wkrótce zostanie zlikwidowany…

Opublikowano stara fotografia, stare dokumenty, Trzebinia dawniej | Otagowano , , , , | 4 komentarzy

A Stasia nie chciała do Ameryki

Gdyby nie inny grom z jasnego nieba, który dopadł parę lat później najmłodszą sióstr, Stasię, Paterkowscy nie wróciliby pewnie do Polski, a „domek czterech dziewcząt” stałby pewnie nie przy Kościuszki w Trzebini, ale na przykład przy Gibson Street w Buffalo, N.Y.
I pewnie nieźle by im się powodziło, bo Antek jako ceniony fachowiec dobrze zarabiał w zakładach Forda, gdzie szybko znalazł zatrudnienie. Potem, po powrocie do Polski z dumą ubierał skórzaną kurtkę „od Forda” i czapkę pilotkę, zawsze kiedy jechał gdzieś jednym ze swoich motocykli.

Antek w kartce Forda m
Julia bardzo przeżywała, że wyruszając wczesną jesienią 1913 roku do męża do Ameryki nie mogła zabrać ze sobą obu córeczek. Tylko niespełna trzyletnia Lolcia pojechała z mamą koleją z Trzebini najpierw do Mysłowic, a potem do Bremy, żeby tam wsiąść na statek Rhein płynący do Nowego Jorku.
Kazia, która miała wtedy niecały rok i albo była za mała, albo na coś właśnie zachorowała, została w Trzebini w rodzinnym domu Kołodziejczyków – tym, przed którym robiono zdjęcia ślubne obu sióstr, pod opieką dziadków oraz prawie osiemnastoletniej Stasi i starszej siostry Anny, która wkrótce wraz z trójką swoich dzieci miała dołączyć do męża od dwóch miesięcy także przebywającego w USA. Stasia to ta, która na „słynnym” zdjęciu trzebinian z 1909 roku stoi pierwsza z prawej – ma tu czternaście lat.

Plan był taki, że Stasia za jakiś, niedługi, czas popłynie z małą Kazią do Ameryki, a Julia z Antonim pomogą jej tam się urządzić i może nawet znajdą męża. Póki co, zajmowała się malutką, jak własnym dzieckiem.

Staszka z Kazią mStaszka z Kazią rewers mNie wyruszyła jednak z Anną, która w czerwcu 1914 roku stanęła na amerykańskiej ziemi. Zdjęcie z Kazią zrobione w zakładzie trzebińskiego fotografa „Bolesława” (przy okazji: ciągle nie wiadomo, gdzie się mieścił ów zakład) dała sobie zrobić może właśnie po to, żeby Anna zabrała je ze sobą i przekazała rodzicom malutkiej. Bo sama miała już zupełnie inne plany. Nie zamierzała szukać szczęścia za oceanem, bo zmaterializowało się ono, to szczęście, w osobie Jana Obroka, elektromontera (jak zapisano w księdze parafialnej) z Poręby Żegoty.
Wyobrażam sobie, jak bardzo musiało to pokrzyżować plany Antoniego, który chciał związać przyszłość swoją i swojej rodziny z Ameryką. Julia tak bardzo tęskniła za dzieckiem zostawionym w kraju, ale przecież wiedziała, że niedługo je zobaczy. Że to tylko kwestia czasu. A tu taki klops! Nikt inny nie mógł przywieźć Kazi. Pozostali bracia i siostry pozakładali rodziny, samotna była tylko najstarsza Marianna, ale i ona miała synka,a poza tym dobrze sobie radziła jako jedna z bardzo niewielu trzebińskich wykwalifikowanych akuszerek. Nie musiała szukać poprawy swojego bytu za oceanem i ruszać w nieznane. A podróż tam i z powrotem po to, by zawieźć dziecko musiała być zbyt kosztowna.
Sama Julia, tęskniąca za rodzinnymi stronami, oczekiwała już kolejnego dziecka, Luci. Może gdyby nie to, decyzja o powrocie byłaby jeszcze szybsza? Na dodatek po Luci dość szybko okazało się, że Julia znowu jest w ciąży i w kwietniu 1917 roku przyszła na świat jeszcze jedna córka – Zuzia.
Paterkowscy musieli przeżywać straszne dylematy.A wszystko z powodu Stasi, która śmiała się zakochać w tym Janku Obroku i pogardziła Ameryką!
Ich narzeczeństwo trwało stosunkowo długo, bo Staszka chyba czuła się odpowiedzialna za Kazię, zwłaszcza że właściwie sama musiała się nią opiekować.
Ślub wzięli dopiero w Wigilię Bożego Narodzenia 1918 roku, w trzy tygodnie po śmierci ojca panny młodej – Błażeja… Pewnie wszystko było już zaplanowane, może nie chcieli już dłużej czekać, może Błażej zmarł niespodziewanie i dlatego, mimo żałoby, ten ślub się odbył. Kazia miała wówczas sześć lat i jeszcze jakieś pięć lat miała czekać na powrót matki. Pewnie Obrokowie zajmowali się nią jak własnym dzieckiem. Tata Kazi przyjechał „na chwilę” już w 1921 roku, żeby kupić dom i przygotować grunt na powrót rodziny – tak przynajmniej wynika z zachowanych dokumentów. Ale w 1923 jeszcze raz popłynął do Ameryki i dopiero potem Kazia właściwie …poznała swoją mamę i trzy siostry – dwie z nich urodziły się w Buffalo.
Nie wiem, gdzie Obrokowie mieszkali po ślubie – kto wie, czy nie w domu na Krakowskiej albo gdzieś blisko. Nie znałam jej (chyba), ale określenie „Staszka Obroczka” nie raz pojawiało się przy okazji jakichś rodzinnych rozmów, więc pewnie była gdzieś tu w pobliżu.
Może jakiś potomek Obroków tu trafi i coś mi dopowie?

Opublikowano stara fotografia, Trzebinia dawniej | Otagowano , , , , , , | Skomentuj

Jeszcze raz o Julii i Antku Paterkowskich

Najładniejsza z sióstr mojej prababki Ludwiki, Julka Kołodziejczykówna, mimo swoich dwudziestu dwóch lat wcale nie planowała jeszcze zamążpójścia i to tuż przed Wielkim Postem 1910 roku. Planowała coś zupełnie innego. Chciała ze swoją starszą siostrą Marianną, wtedy już samotną mamą małego Juliana (ale nie tego Julka – rozrabiaki, brata mojej Mamy), pojechać do Wiednia, żeby zostać akuszerką. Ich siostra Ludwika już nią była, mieszkała i pracowała w nieodległej Czeladzi. Pewnie jej przykład jakoś przekonał siostry, że to dobry zawód dla kobiety.
Ostatniego dnia lipca 1909 roku trzydziestosześcioletnia Marianna kończyła w Krakowie siedmiomiesięczny kurs dla położnych w ramach stypendium ufundowanego jej przez Powiatową Radę z Chrzanowa. I wybierała się dalej kształcić do Wiednia. A czternaście lat młodsza Julka razem z nią.
Ale tak to już bywa z tymi gromami z jasnego nieba, że spadają zupełnie niezapowiedzianie. I taki grom spadł na Julkę. Albo raczej na Antka Paterkowskiego, kiedy zobaczył piękną Kołodziejczykównę, zdaje się na jakimś odpuście, kto wie czy nie końcem czerwca 1909, kiedy w jej rodzinnej parafii odchodzono uroczystość świętych Piotra i Pawła. Zobaczył i … zakochał się tak mocno, że nie dał jej już spokoju, a na wieść o „wiedeńskich planach” ukochanej oznajmił, że jak wyjedzie, to on się zabije!
Marianna musiała więc wyjechać sama, podobno przeżyła tam jakąś miłość, choć w „legendach rodzinnych” przekazanych mi przez wnuczkę Julii trochę mieszają się fakty i być może to mały Julek był owocem tej nieszczęśliwej miłości, która musiała mieć miejsce nieco wcześniej.
Tak przy okazji: teraz rozumiem nieobecność Marianny na tym najbardziej znanym zdjęciu rodziny Kołodziejczyków, wykonanym z okazji 40. rocznicy ślubu jej rodziców, we wrześniu 1909r. Musiała być wtedy w Wiedniu.

Julka, stojąca pierwsza z lewej, jest jeszcze panną, ale już od prawie trzech miesięcy  …pilnowaną przez Antoniego. Tak sobie konfabuluję, że pewnie na Boże Narodzenie zaręczyli się, żeby tego 7 lutego 1910 roku, w poniedziałek przed  Środą Popielcową, wziąć ślub.
Julka sama szyła swoją suknię ślubną.

Paterkowscy ślubne.m
Zdjęcie zrobiono przed domem rodzinnym panny młodej, w Trzebini na Krakowskiej, nieco poniżej parkingu przed „osiemnastką” na osiedlu ZWM. Dokładnie tam, gdzie w październiku 1906 roku w podobnej pozie stała ze swym świeżo poślubionym mężem jej starsza siostra Anna.

OLYMPUS DIGITAL CAMERANa obu zdjęciach małżonkowie patrzą w różnych kierunkach. O ile suknie i welony panien młodych są dość podobne, to mężczyźni są ubrani nieco inaczej. Mąż Julii ma na sobie chyba frak. W każdym razie jego górna część garnituru jest znacznie dłuższa. Ale kołnierzyki – oba jak zbroja na szyję. Że też się w tym dało oddychać!
Najstarsza córka Paterkowskich, Lola, która urodziła się w grudniu jeszcze tego samego roku, zachowała zdjęcie ślubne rodziców. Od Loli trafiło do jej siostrzenicy, a wnuczki Julki, którą odwiedziłam w sierpniu, żeby zobaczyć między innymi tę fotografię.
Ale i wiele innych, jak choćby rodzinne zdjęcie z malutką Lolą.

Paterkowscy z małą Lolą1 m

Paterkowscy z małą Lolą. rewers fot Zakulski

Wykonano je jeszcze w Polsce, w Krakowie w Zakładzie Fotograficznym F.Zakulskiego z ul. Zwierzynieckiej, „tymczasowo przeniesionym na Karmelicką 22″, tam gdzie teraz jest Pizzeria Banolli. Choć tło wydaje się dość dziwne, jak na zakład fotograficzny. Może pan Zakulski potrzebował lepszego światła i ustawił portretowane osoby na zewnątrz?
Kiedy Antoni wyruszył do Ameryki początkiem maja 1913 roku, Lola miała dwa i pół roczku, a malutka Kazia siedem miesięcy. Wydaje mi się, że na tym zdjęciu Julka jest w dość zaawansowanej ciąży – w październiku 1912 roku Kazia przyszła na świat. Zatem zdjęcie wykonano pewnie wczesną jesienią tego roku – Lolcia musi tu mieć niecałe dwa latka. Pewnie jej tata wziął ze sobą tę fotografię, kiedy za pół roku wybrał się,żeby szukać łatwiejszego życia za oceanem i szykować nowe miejsce dla swojej rodziny.
A zdjęcie młodej Julki, kolejne z rodzinnych pamiątek Loli, też pewnie miał wtedy przy sobie, kiedy czekał w Buffalo na jej przybycie.

Julka Paterkowska.mWykonano je w zakładzie Edwarda Pierzchalskiego, nota bene, przy Karmelickiej 21 – po drugiej stronie ulicy.

Julka Paterkowska.rewers.m
      Julka nie miała z Antonim łatwego życia, jeszcze o tym napiszę, choć było to życie w miarę dostatnie. Zwłaszcza jak na warunki, jakie zastali w Polsce, kiedy, trochę pod przymusem -zwłaszcza jeżeli chodzi o Antoniego, wrócili tu na stałe w latach dwudziestych.

Ona chciała zamieszkać w okolicach Myślenic, mieć dom z ogródkiem, hodować kurki… A Antek uparł się na Trzebinię, bo … miał tu kolegów.
Ale za to, być może pod wpływem żony, oprócz motocykli, z których był w Trzebini znany, kupił fortepian, żeby któraś z córek na nim grała. I może dzięki temu Julka jednak czasem była szczęśliwa i uśmiechała się, tak jak na tym zdjęciu zrobionym około 1930 roku.

Paterkowscy w domu przy Kosciuszki ok,1930 mJulia z Lolą i Lucią .mNa zdjęciu z Lolą i Lucią nie uśmiecha się już, choć patrzy ciągle w ten sam punkt – ale myślę, że to zdjęcie chyba jednak zrobiono jako pierwsze, bo krzesło stoi jeszcze przy stole – potem je przestawiono, żeby Antoni mógł usiąść obok żony (teraz zdałam sobie sprawę, że to krzesło na pierwszym planie, dokładnie to samo, tyle że przemalowane przeze mnie na biało, stoi teraz przy moim łóżku… Szkoda, że z krzesłem nie można pogadać i dopytać ;) ).

 

 

 

Opublikowano stara fotografia, Trzebinia dawniej | Otagowano , , , , , , | Skomentuj

Kartka ze statku „Rhein”, 1913 rok.

   
kartka ze statku 1913 male
 To jest zdjęcie, na widok którego omal nie krzyknęłam z zachwytu. Że jest! Że się zachowało! To wprost niezwykły dokument i świadectwo minionego czasu i historii mojej rodziny. Chyba jedno z najcenniejszych. Jest własnością mojej cioci z Cieszyna, córki Kazi Paterkowskiej. Ocaliła je, jak zresztą wiele innych, z tego, co zostawiła po sobie Lola, która zmarła w 2004 roku. 
Zdjęcie – pocztówkę wysłała Julka Paterkowska do swojej starszej siostry Ludwiki, czyli mojej prababki, wówczas mieszkającej w Czeladzi. Pewnie Ludwika wiele lat później, kiedy Paterkowscy wrócili już do Polski, dała Julii tę kartkę, bo może sama Julia nie zachowała dla siebie takiej pamiątki z przybycia do USA. Z jednej strony trochę mi żal, że je oddała, bo teraz byłoby moje, ale z drugiej nie wiadomo, czy zachowałoby się w domu na Piaskach jako spuścizna po prababce.
Fotografie tego typu zapewne wykonywano wszystkim chętnym, którzy po przybyciu do Ameryki chcieli w ten sposób poinformować swoich krewnych na starym kontynencie, że szczęśliwie dotarli do celu. I mieli na to pieniądze.
Julia siedzi pierwsza z lewej, a obok niej stoi trzyletnia Lola. Nie wiem, kim są pozostałe osoby uwiecznione na fotografii. Pewnie grupowe zdjęcie „wychodziło” taniej i Julka dała się sfotografować z ludźmi poznanymi w czasie dwunastodniowej podróży na statku Rhein, który wyruszył z Bremy w piątek 25. września 1913 roku. Domyślam się, że to Polacy. Jeszcze nie wiedzą, jakie będzie ich życie w Ameryce, ale na pewno z ufnością patrzą w przyszłość. Być może ktoś znowu przypadkiem trafi na mój blog i to zdjęcie i rozpozna swoich przodków. 
W Ameryce, w Buffalo, czekał na Julię mąż, Antoni, który do Nowego Jorku dotarł kilka miesięcy wcześniej – 6 maja 1913 roku. Od sierpnia towarzyszył mu tam już szwagier i kolega z czasów kawalerskich, Jan Cecuga – mąż kolejnej siostry Julii, Anny, która wtedy jeszcze mieszkała w Trzebini, a do Ameryki wyruszyła dopiero w maju 1914 roku.
Dwa miesiące po przybyciu do Ameryki szwagra dołączyła do Antka Julia. Kiedyś dość obszernie o tym pisałam, choć o pewnych faktach wtedy jeszcze nie miałam pojęcia.
Do Nowego Jorku dotarła 7 października i wtedy najprawdopodobniej wykonano to zdjęcie. Pewnie jakiś czas trzeba było poczekać na wykonanie odbitki i dostarczenie jej już pod adres w Buffalo. Bo kartkę Julka napisała dopiero po trzech tygodniach, 27. października.

kartka ze statku 1913 treść.małaWłaściwie z zapisu daty, którą Julia umieściła na samej górze trudno byłoby zgadnąć, że to o październik chodzi, ale jest stempel z Sosnowca, znajdującego się wtedy w – jak to napisała w adresie Julia – „Królestwie Polskim” czyli w Rosji z datą 24.10.1913. To data nadejścia kartki – i nie jest wcale pomyłką, że jest to data wcześniejsza od daty nadania kartki. Wtedy na terenie Rosji obowiązywał kalendarz juliański. Trzeba było doliczyć 13 dni, żeby poznać datę według kalendarza gregoriańskiego, obowiązującego wówczas w większości krajów. Na przykład w USA, ale także w bardzo nieodległej Galicji, należącej do Austrii, gdzie w Trzebini mieszkała cała reszta rodziny.
Czyli kartka dotarła do Czeladzi 6 listopada. Ciągle zadziwia mnie sprawność działania ówczesnej poczty – listy przecież musiały także płynąć statkiem, a adresatka otrzymała wiadomość od siostry po dziesięciu dniach od napisania! Kiedyś sprawdzałam, że najkrótszy rejs na trasie Brema-Nowy Jork trwał wtedy osiem czy dziewięć dni.

„Moja Najdroższa siostro,
donoszę Ci, że szczęśliwie przyjechałam do Ameryki i jestem w Bufalo. Mnie się tu podoba, jest wielkie miasto, tylko mi smutno jak sobie wspomnę o familii, że może już nigdy nie zobaczę i żem Cię nie widziała. Ach, mój Boże jak się musimy rozłączyć, że nigdy się nie spodziewałam, że ja tak będę daleko od was. Ale wiesz, że mąż, ojciec nie chce nikomu pomóc (nie wiem, czy dobrze odczytałam to ostatnie słowo, bo trochę mnie szokuje). Na nic nasze zdolności w naszym kraju. Dziś ten gra kto pieniądze ma. Opisze Ci późni list o mojej podróży.
Żegnam was wszystkich – szwagra, moją Andzię i małego chłopczyka.
Całuję was- ciocia Jula.”
Dopisała jeszcze:„Ach jak mi przykro za moim dzieckiem Kazią w domu” i „To jest fotografia na pokładzie krętu naszego. Czy mnie i Lolcię poznacie?”

Treść tej karteczki potwierdza informację, że Paterkowscy chcieli na stałe osiąść w Stanach. Julka bała się, że już nigdy nie zobaczy „familii”. Ze starszą o jedenaście lat „najdroższą siostrą” chyba się nawet nie pożegnała, bo choć Czeladź jest oddalona od Trzebini zaledwie o jakieś trzydzieści kilometrów, to ponad sto lat temu komunikacja zajmowała trochę więcej czasu i pewnie szykując się do wyjazdu na całe życie Julia miała na głowie mnóstwo spraw do załatwienia. Jak choćby ustalenie, co stanie się z maleńką, niespełna roczną Kazią. Córka Kazi, Rysia,  opowiedziała mi, że Kazia nie popłynęła z matką, bo właśnie była za mała (albo na coś zachorowała), ale plan był taki, że najmłodsza z sióstr – Stasia – za jakiś czas popłynie z nią do Nowego Jorku i ona także ułoży tam sobie życie. A siostra ze szwagrem się o nią zatroszczą. Ale życie miało inne plany dla Stasi, a w konsekwencji dla całej rodziny Paterkowskich. Ale o tym innym razem.
Trochę zaszokowało mnie zdanie, które Julka pisze o swoim mężu: nie chce nikomu pomóc” ??? Czy to miałoby oznaczać, że ona chciała ściągnąć do siebie także Ludwikę, tylko Antoni był temu przeciwny? Może jednak słowo na „p…” pod „sosnowieckim” stemplem oznacza coś zupełnie innego.
Pozdrawia „małego chłopczyka” (to Felek, wtedy miał trzy latka – czyżby zapomniała jego imienia?) i „swoją” Andzię… Być może była chrzestną matką mojej babci? Chyba jednak nie – wtedy dzieci chrzczono tuż po urodzenia, najpóźniej w kilka dni po nim i zdaje się, że we wpisie w księdze parafialnej w języku rosyjskim, którą parę lat temu przeglądałam, jako świadkowie urodzenia Andzi, którzy wraz z ojcem przynieśli ją do Chrztu nosili jakieś nic mi nie mówiące nazwiska – prawdopodobnie byli to sąsiedzi Domagałów z Czeladzi. Zresztą przecież Julka w 1897 roku była za młoda na chrzestną matkę. Miała wtedy dziesięć lat. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że moją babcię i tę jej ciocię dzieliła taka niewielka różnica wieku. Mniejsza niż jej matkę Ludwikę i Julię, a przecież były siostrami.
Julka i Andzia musiały się bardzo lubić. W babcinym pamiętniku jest wpis od „cioci Juli” z 1908 r. Pamiętam ze swojego wczesnego dzieciństwa, że Andzia była z ciocią Paterkowską bardzo zżyta, tak samo, jak dzieci Andzi – moja Mama i wujek Olek.

Wielkie „amerykańskie” plany Antka nie do końca się ziściły, choć Paterkowscy spędzili za oceanem ładnych kilka lat, zanim – dorobiwszy się pewnego majątku – na powrót osiedli w Trzebini, gdzie w 1921 roku od Symy z Zittermannów Flastrowej kupili dom przy ulicy Kościuszki 40, gdzie mieszkali do śmierci.

A kufer, jeden z tych, z którymi wrócili do Polski stoi do dziś w domu ich wnuczki w Cieszynie.

kufer Paterkowskich

Opublikowano stara fotografia, stare dokumenty | Otagowano , , | 3 komentarzy